Istorija nuo priekio ir galo. Apie lietuvių požiūrį į lietuvių-lenkų santykius

Alvydas Nikžentaitis

Ar verta dar kažką rašyti apie lietuvių ir lenkų santykių istoriją? Toks klausimas visų pirma gali iškilti skaitytojui Lenkijoje, kur dažnai galima išgirsti nuomonę, jog jei ne nuo Krėvos, tai bent jau nuo Liublino unijos Lenkijos ir Lietuvos istorija buvo bendra. Jeigu ji jau buvo bendra, tai aišku, jog apie ją mes esame skaitę savų, lenkų istorikų darbuose ir kodėl dabar mes turėtume skaityti tai, ką rašo ne tik mūsų, lenkų, bet dar ir Lietuvos istorikai?

Vytis, jogailaičių laikų Lietuvos herbas, fot. Muzeum Wojska Polskiego Varšuvoje

Galima su tokia nuomone bent iš dalies sutikti. Dar XVI amžiuje lietuvių didikai, diskutuodami su lenkų kolegomis, pabrėžė dviejų tautų istorijos bendrumą bent jau nuo didžiojo kunigaikščio Gedimino laikų.Tačiau net ir Varšuvos seimo metu 1564 metais, akcentuodami lietuvių ir lenkų bendrumus praeityje, jie neretai sakė ne visą tiesą ir vedžiojo lenkus už nosies, taip siekdami savo tikslų. Taip elgėsi ne tik lietuviai, bet ir lenkai. Situacija ne daug ką pasikeitė ir XXI amžiuje. Iš tikro praeityje turime daug ko bendro, tačiau bendri dveijų tautų praeities veiksmai yra vertinami iš skirtingų perspektyvų. Lietuviams labai patinka viduramžių epocha, o vienas jų mylimiausių istorinių herojų yra didysis kungiaikštis Vytautas, karaliaus Jogailos pusbrolis. Vienu labiausiai vertinamų įvykių, Lietuvoje kaip ir Lenkijoje yra Žalgirio mūšis. Lietuviai kaip ir lenkai yra katalikai ir labai vertina Lietuvos krikšto 1387 metais faktą. Tačiau dažnai aptarinėdami šiuos įvykius, jie dažnai visiškai ignoruoja lenkus ir istorines sąsajas su Lenkija. Kyla klausimas kodėl?
Atsakymo į šį klausimą reikėtų ieškoti jau ne viduramžiuose, o XX amžiuje. Pirmiausia Vilniaus netektis 1920 metais iškreipė istorinę lietuvių požiūrius į lenkus perspektyvą. Būtent Vilniaus klausimas tapo atskaitos tašku, į kurį atsispiriama kalbant apie lenkus. XX a. pabaiga, visų pirma lietuvių kovų už Nepriklausomybę istorija, kuomet dalis Lietuvos lenkų veikėjų kūrė autonomijos Lietuvos TSR planus, ar net galvojo apie lenkų Respubliką SSRS sudėtyje dar labiau pagilino šią traumą. Susiformavo ištisas pasakojimo apie lenką stereotipas: lenkas yra klastingas, jis nori iš mūsų atimti Vilnių, tai jis padarė 1920 metais, o anksčiau bandė sunaikinti Lietuvos valstybę, sulenkinti jos visuomenės narius. Toks požiūris į praeitį atsiliepia ir santykiaui su Lietuvos lenkais. Deja lig šiol jie yra vis dar nesavi savo Tėvynėje. Panašių nuodėmių turi ir lenkų pusė, santykius su Lietuva vertindama išimtinai per viduarmžių ir naujųjų amžių prizmę. Dėl to neretai ir kyla dalis tarpusavio nesusipratimų.
Dėl šios priežasties šiuo projektu imamasi sunkaus darbo – pristatyti skirtingas bendros istorijos matymo perspektyvas Lietuvoje ir Lenkijoje, kartais surandant ir bendrų sąlyčio taškų. Idėjos sumanytojai jų specialiai neieškojo. Mūsų tikslas buvo ne suvienodinti skirtingus požiūrius, o supažinti su nuomonių įvaire. Geranoriškas įsiklausymas kitos pusės argumentus yra svarbesnis, nei dirbtinai nugludinta, šiaip jau komplikuota, bet dėl to ir įdomi dviejų tautų tarpusavio santykių istorija.

prof. Alvydas Nikžentaitis
lietuvių istorikas, Jerzy Giedroyc dialogo ir bendradarbiavimo forumo valdybos pirmininkas

1794 rok. Tadeusz Kościuszko w pamięci Litwinów

Rasa Čepaitienė
przeł. Bartłomiej Kowal

W 2017 roku obchodzimy 200. rocznicę śmierci Tadeusza Kościuszki, bohatera narodowego Polski, Litwy, Białorusi, Francji i Stanów Zjednoczonych. Obchody znalazły się na liście rocznic pod patronatem UNESCO w latach 2016–2017. W Polsce rok 2017 jest świętowany jako Rok Tadeusza Kościuszki. 25 kwietnia 2017 r. także Sejm Republiki Litewskiej jednogłośnie przyjął rezolucję mającą na celu upamiętnienie rocznicy śmierci naczelnika powstania z 1794 r., generała i uczestnika wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych.

Przysięga Tadeusza Kościuszki na Rynku w Krakowie, mal. Wojciech Kossak, Muzeum Polskie w Rapperswillu

Rezolucja, której autorem był minister spraw zagranicznych Litwy Linas Linkevičius, wzywała instytucje państwowe i samorządowe, organizacje pozarządowe i obywateli Litwy oraz członków społeczności litewskiej poza granicami kraju do upamiętnienia Tadeusza Kościuszki i aktualizacji spuścizny tego męża stanu. Zdaniem Linkevičiusa w obecnej sytuacji geopolitycznej warto przypomnieć sobie słowa prezydenta Stanów Zjednoczonych i głównego autora Deklaracji niepodległości USA Thomasa Jeffersona, który nazwał Tadeusza Kościuszkę najczystszym synem wolności, jakiego znał. Litewski minister dodał, że życie Kościuszki było jeszcze jednym świadectwem, iż wolność nie jest nam dana, lecz trzeba o nią walczyć i nadawać jej sens. Rezolucja podkreślała, że historyczne dziedzictwo Kościuszki i wyznawane przez niego wartości – walka o Wolność i Niepodległość – są uniwersalne, jednoczą społeczeństwa Polski, Litwy i Stanów Zjednoczonych, wzmacniają więzi wspólnoty transatlantyckiej. Szef litewskiej dyplomacji zaznaczył, iż dziedzictwo Kościuszki ma nie tylko znaczenie symboliczne, lecz jest również aktualne, gdy przeciwne nam siły próbują zakwestionować samostanowienie narodów, naruszyć ich integralność terytorialną i rozbić jedność wspólnoty transatlantyckiej.
Z inicjatywy Instytutu Polskiego w Wilnie i we współpracy z Ambasadą RP w Wilnie, Ministerstwem Spraw Zagranicznych Litwy oraz urzędem dzielnicy Aleksota w Kownie, inauguracja obchodów roku Kościuszki na Litwie odbyła się 11 maja 2017 r. w Ogrodzie Botanicznym Uniwersytetu Witolda Wielkiego. Natomiast 30 maja w pałacu Balińskich w Jaszunach (Jašiūnai) odbył się wieczór pamięci o Tadeuszu Kościuszce z okazji 200. rocznicy jego śmierci. W programie wieczoru znalazł się wykład litewskiego historyka Alfredasa Bumblauskasa o Tadeuszu Kościuszce oraz koncert „Kościuszko plays Kościuszko”. Bokun-Kościuszko Duo z Polski wykonali między innymi specjalnie w tym celu transkrybowane utwory muzyczne Kościuszki. Jednak te podniosłe wydarzenia pozostały na Litwie raczej niedostrzeżone. Choć nazwisko Kościuszki jest Litwinom doskonale znane z podręczników historii, to jednak pamięć o nim i innych osiemnastowiecznych bohaterach nie jest na Litwie szczególnie pielęgnowana. Niestety, jak dotąd zbyt mało uwagi okresowi upadku Rzeczpospolitej Obojga Narodów poświęca także litewska historiografia oraz wydawnictwa popularyzatorskie. Dlatego celem tego tekstu jest odnotowanie najważniejszych reprezentacji upamiętnienia postaci Kościuszki na Litwie: obiektów, dzieł, wydarzeń itd., a także próba odpowiedzi na pytanie, jakie przyczyny zadecydowały, że pamięć o generale, którego litewskość jest – jak zobaczymy – tak starannie podkreślana, wciąż pozostaje na uboczu narodowej narracji historycznej.

Emigracyjne kontrowersje wokół Kościuszki
Można twierdzić, że tym tematem jak dotąd szerzej nie interesował się żaden
z litewskich historyków. Nie ma żadnego poważniejszego opracowania poświęconego Kościuszce, które przekraczałoby ramy pojedynczego artykułu. W publikacjach o historii Litwy Kościuszko pojawia się jedynie epizodycznie i tylko w kontekście Sejmu Czteroletniego, Konstytucji 3 maja, konfederacji targowickiej itp. Prawdopodobnie jedyna książka o insurekcji kościuszkowskiej to przygotowany przez historyka Eduardasa Brusokasa w 2004 r. zbiór artykułów Powstanie 1794 r. na Litwie (1794 m. sukilimas Lietuvoje). Podobnie jest w przypadku prób analizy upamiętnienia Kościuszki. Wart uwagi jest jedynie artykuł prof. Juozasas Skiriusa Poglądy XX-wiecznych litewskich historyków z Litwy i Stanów Zjednoczonych o generale Tadeuszu Kościuszce (XX amžiaus JAV lietuvių ir Lietuvos istorikų požiūris į generolą Tadą Kosciušką), opublikowany w 2011 r. w czasopiśmie „Istorija”. Już jednak na początku XX w. mieliśmy do czynienia z dość obszerną polemiką o znaczeniu Kościuszki dla litewskiego społeczeństwa, którą toczyła się wśród emigracyjnych intelektualistów litewskich.
12 marca 1794 r. w Polsce rozpoczęła się insurekcja kierowana przez Tadeusza Kościuszkę, po kilku tygodniach powstanie ogarnęło także Litwę. Po przybyciu do Grodna Kościuszko zwrócił się do żołnierzy: Litwo! Ziomkowie i Rodacy moi! Na waszej się urodziłem ziemi i w zapale poczciwym dla mojej ojczyzny odzywa się we mnie szczególniejsza skłonność do tych, pomiędzy którymi pierwiastki rozpocząłem życia. Te i inne poświadczone w źródłach słowa generała w liście o jego litewskości od samego początku wprowadzenia tego tematu do obiegu akademickiego i społecznego rozpalały wyobraźnię litewskich działaczy kulturalnych. W dzienniku litewskich socjalistów ze Stanów Zjednoczonych „Naujienos”, wydawanym w Chicago, w 1975 r. ukazał się artykuł Polacy lubią się stroić w cudze piórka (Lenkai mėgsta puoštis svetimomis plunksnomis). W tekście czytamy Józefa Piłsudskiego oddajemy im za darmo, ale Tadeusz Kościuszko i Adam Mickiewicz swoim pochodzeniem, sercem i duszą są nasi! Artykuł był reakcją na przygotowania amerykańskiej Polonii do zbliżającej się rocznicy 200-lecia niepodległości Stanów Zjednoczonych:
20 sierpnia 1975 r. w dzienniku z Chicago „Sun Time” ukazało się olbrzymie zdjęcie podobizny Tadeusza Kościuszki z podpisem Uczczono polskich bohaterów. W dyskusjach o pochodzeniu Kościuszki Litwini ze Stanów Zjednoczonych starali się wobec Polaków podkreślać litewskość generała. Pierwszy znany nam artykuł Litwina poświęcony Kościuszce został opublikowany 29 grudnia 1926 r. w języku angielskim w nowojorskim dzienniku „Commonweal”. Autor, ksiądz Juozas Končius-Koncevičius (1891–1975),
w oparciu o prace polskich historyków i opublikowane po angielsku dokumenty Kościuszki, podkreślał litewskie pochodzenie generała. W tym samym roku świętowano 150-lecie niepodległości Stanów Zjednoczonych, a ponieważ popularność Kościuszki i uznanie dla niego wśród Amerykanów były niezaprzeczalne, Končius najwidoczniej postanowił skorzystać z tego, aby przypomnieć, że o niepodległość Stanów Zjednoczonych walczyli także Litwini. Wiadomo, że ksiądz zbierał materiały o Kościuszce w Bibliotece Kongresu
w Waszyngtonie i innych instytucjach, mając zamiar przygotować o nim książkę, jednak nigdy tego nie uczynił.
Napięte stosunki między Polską a Litwą, utrata Wilna i walka o nie w dwudziestoleciu międzywojennym silnie oddziaływały na patriotycznie nastawionych litewskich emigrantów. Wśród amerykańskich Litwinów kwestia Kościuszki była wówczas podnoszona przede wszystkim w kontekście antypolskim. Niezbędne było przygotowanie poważniejszego dzieła naukowego. Tej pracy podjął się emigracyjny działacz kulturalny Hertmanavičius, który napisał 37-stronicowy tekst Who was Kosciuszko? Jednak wybuch drugiej wojny światowej i późniejsza okupacja Litwy nie pozwoliły zrealizować jego zamiarów. Dopiero po wojnie, w 1948 r.
Litewski Instytut Kulturalny w Nowym Jorku wydał po angielsku napisaną przez Kostasa Jurgėlę Historię narodu litewskiego (Lietuvių tautos istoriją), w której niemało miejsca poświęcono roli Kościuszki w powstaniu, przypominając jednocześnie jego związki ze Stanami Zjednoczonymi. Autor nie ukrywał, że generał nie był zwolennikiem litewskiej państwowości, ponieważ gdy podczas powstania w Wilnie utworzyła się Litewska Rada Narodowa, T. Kościuszko, podburzany przez doradców arystokratycznych strachem przed „separatyzmem” rozwiązał rady polską i litewską, a na ich miejsce utworzył wspólną Najwyższą Radę Narodową. Najciekawszy jest fakt, że w książce pod tradycyjnym portretem Kościuszki autor napisał Generał Tadeusz Kościuszko – Litwin, Polak i Amerykanin, tym samym podkreślając jego znaczenie dla trzech narodów. Książka Jurgėli to prawdopodobnie pierwsze wydane na emigracji studium o charakterze naukowym, w którym poświęcono uwagę interesującemu nas tematowi.
Gdy po wojnie do USA przybyło z Litwy kilkunastu zawodowych historyków, w prasie zaczęto coraz częściej naświetlać różne zagadnienia z historii Litwy. Szerzej o działalności Kościuszki pisała litewska historyk Vanda Daugirdaitė-Sruogienė w swojej obszernej syntezie historii Litwy, która została wydana w 1956 r. po litewsku w Chicago. Dla autorki Kościuszko był gente Ruthenus, natione Lithuanus. Podkreślała, że Kościuszko był pierwszym politykiem, który wydał odezwę do Litwinów po litewsku. W 1957 r. ukazał się 12. tom Encyklopedii litewskiej, w którym pierwszy raz po litewsku szerzej przedstawiono Kościuszkę. Historyk Konstantinas Avižonis przygotował nie tylko hasło biograficzne, lecz także osobny artykuł o insurekcji kościuszkowskiej. Z kolei emigracyjny historyk Algirdas Budreckis w swoich pracach dowodził, że Kościuszko był popularny wśród litewskich chłopów, śpiewano nawet o nim pieśni, ale wywodzono go z białoruskiej szlachty. Te artykuły i rozprawy wyraźnie wpłynęły na późniejsze publikacje litewskich emigrantów, dlatego większość Litwinów z Ameryki nie miała wątpliwości co do litewskiego pochodzenia Kościuszki.

O Kościuszce i Litwie
Na samej Litwie pierwszy o litewskich korzeniach Kościuszki pisał prawdopodobnie poeta i publicysta Mečislovas Davainis-Silvestraitis. Już w 1883 r. w czasopiśmie „Aušra” ogłosił artykuł Tadeusz Kościuszko był Litwinem (Tadeuszas Kasciuszka buvo Lietuvninkas). Autor opierał się na ogłoszonym po polsku liście Kościuszki, pisanym w 1784 r., w którym podkreśla on swoje litewskie pochodzenie. Taka informacja w okresie odrodzenia narodowego Litwinów była zupełnie zrozumiała, a jednocześnie położyła fundament pod późniejsze polsko-litewsko-białoruskie dyskusje na temat zawłaszczania Kościuszki czy Mickiewicza w oparciu o kryterium narodowe.
W okresie Republiki Litewskiej w latach 1918-1940 wśród Litwinów nie było żadnych wątpliwości co do litewskości Kościuszki, choć poważniejszych badań na ten temat nie ogłoszono. Profesor Mykolas Biržiška jako pierwszy w niepodległej Litwie pisał o Litwinie Kościuszce w wydanej w 1918 r. książeczce Litewskie powstanie 1794 roku (Lietuvos sukilimas 1794 metais).
W niezmiernie popularnej Historii Litwy (Lietuvos istorija) pod redakcją A. Šapoki, przeznaczonej przede wszystkim dla szkół, przy omawianiu powstania kościuszkowskiego odnotowano, iż powstańcy całą władzę przekazali generałowi Kościuszce (pochodził z województwa nowogródzkiego i uważał siebie za Litwina). Należy wyjaśnić, że ta słynna synteza stała się punktem wyjścia dla późniejszych badań i ocen przeszłości Litwy.
Na okupowanej przez Sowietów Litwie historycy byli zachęcani do badania biografii bojowników o interesy ludu, zatem postać zarówno Kościuszki, jak i mu współczesnych, nie była atrakcyjna pod względem ideologicznym. W niewielkiej objętości podręczniku szkolnym Historia Litewskiej SRR (Lietuvos TSR istorija) z 1957 r., napisanym przez litewskiego historyka Juozasa Jurginisa, bardzo krótko podano, że w Polsce powstaniem kierował Tadeusz Kościuszko. Było on jednocześnie najwyższym wodzem powstania. Pracownik Instytutu Historii Partii V. Savickis w 1967 r. ogłosił w wileńskiej popołudniówce „Vakarinės naujienos”, ukazującej się po litewsku i rosyjsku, artykuł o podniosłym tytule Żarliwy patriota (Liepsningas patriotas). Jednak zdaniem autora patriota Kościuszko był, jak się okazuje, wielkim synem narodu polskiego. W okresie sowieckim najwięcej uwagi powstaniu kościuszkowskiemu poświęcił historyk Rimantas Jasas. Napisał niejeden artykuł o Kościuszce, w którym generał był nazywany polskim bohaterem narodowym. Jasas pisał, że Kościuszko określał siebie jako Litwina, jednak pojęcie Litwina używane jest tu w starym rozumieniu, w którym Litwinem nazywano każdego obywatela Wielkiego Księstwa Litewskiego, bez względu na jego język ojczysty czy pochodzenie etniczne. Nagła śmierć przerwała badania Jasasa, a przygotowywana przez niego książka o działalności Kościuszki w okresie powstania nie została ukończona. Należy wspomnieć, że w czasach sowieckich jedna z ulic Wilna została nazwana nazwiskiem Kościuszki. Nazwa ta przetrwała do dziś,
a inne ulice jego imienia są w Kownie, Druskienikach i Solecznikach. W 1986 r., już podczas ogłoszonej przez Michaiła Gorbaczowa pieriestrojki, Instytut Historii Litwy wydał pierwszy tom akademickiej Historii Litewskiej SRR (Lietuvos TSR istorija) pod tytułem Od najdawniejszych czasów do 1917 roku (Nuo seniausių laikų iki 1917 metų),
z której czytelnik również niewiele może dowiedzieć się o interesującej nas postaci. Można przeczytać, iż powstanie zorganizowali polscy patrioci. […] Do kierowania powstaniem wezwano pochodzącego z Wielkiego Księstwa Litewskiego generała Tadeusza Kościuszkę, który odznaczył się w bojach o niepodległość Stanów Zjednoczonych Ameryki.
Po odzyskaniu niepodległości w ciągu kilku ostatnich dziesięcioleci uformowała się grupa aktywnych badaczy problematyki osiemnastowiecznej Litwy. Jednak bogactwem prac o insurekcji i postaci Kościuszki, wciąż nie możemy się pochwalić. Dopiero 12 grudnia 1996 r.
w Instytucie Historii Litwy odbyła się konferencja „Tadeusz Kościuszko i Litwa”. Była to pierwsza poważna próba położenia podwalin pod wyjaśnienie roli Kościuszki w powstaniu na Litwie oraz dyskusji o jego pochodzeniu. Omawiano wiele spornych kwestii.
W oparciu o referaty opublikowano dwie prace: artykuł naukowy R. Šmigelskytė Ocena Tadeusza Kościuszki w prasie okresu konfederacji targowickiej (Tado Kosciuškos vertinimas Targovicos konfederacijos laikotarpio periodinėje spaudoje) i niewielką książeczkę J. Tumelisa Pisma litewskie okresu powstania Tadeusza Kościuszki (1794) (Tado Kosciuškos sukilimo (1794) lietuviškieji raštai). Dopiero po ośmiu latach, tj. 22 kwietnia 2004 r., Litewskie Muzeum Narodowe i Litewska Akademia Wojskowa im. gen. J. Žemaitisa zorganizowały w pomieszczeniach muzeum jeszcze jedną imprezę naukową, „Konferencję z okazji obchodów 210-lecia powstania kościuszkowskiego na Litwie”. Niestety, materiały z tej konferencji do dziś się nie ukazały.
Pytanie o narodowość, obywatelstwo czy nawet związki z konkretnym terytorium Tadeusza Kościuszki wciąż pozostaje otwarte nie tylko wśród zwykłych Litwinów, Polaków i Białorusinów, ale też wśród samych historyków. Jednak, jak już wspomniano, historycy litewscy poświęcali tej osobie niezasłużenie mało uwagi, szczególnie w porównaniu z historykami polskimi czy nawet białoruskimi, którzy mają na koncie kilka większych opracowań tego tematu. Na Litwie wciąż brakuje większej syntezy w postaci książki, podczas gdy biograficznych monografii w języku polskim można doliczyć się kilkudziesięciu. Dla litewskich historyków otwiera się zatem wielkie pole badawcze.
Szukając na Litwie związanych z nazwiskiem Kościuszki miejsc pamięci, należałoby zwrócić uwagę na tablicę pamiątkową zaprojektowaną przez Antoniego Wiwulskiego w 1917 r.
w kościele św. Janów na Uniwersytecie Wileńskim. Jednak, sądząc z wyżej przytoczonych faktów, można postawić zasadne pytanie – czemu koniec XVIII w. i osoba Kościuszki są prawie nieobecne w litewskiej narracji historycznej? Najprawdopodobniej zadecydowała o tym utrwalona w historiografii i społecznej świadomości dość negatywna ocena Konstytucji 3 maja, przypisująca jej zniszczenie państwa litewskiego. Głównym celem powstania kościuszkowskiego było utrwalenie niepodległości Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Państwo po okrzepnięciu miało mieć bardziej unitarny charakter, co sugerować miałby zdecydowany sprzeciw Kościuszki wobec samodzielnej władzy litewskich powstańców. Takie podejście było nie do przyjęcia ani dla międzywojennej, Šapokovej perspektywy, ani dla sowieckiej ani też (po części) współczesnej historiografii litewskiej. Rzeczpospolita Obojga Narodów była (i nadal jest) postrzegana przede wszystkim jako nie całkiem litewskie państwo. Jednocześnie prawdopodobnie pamięć o utracie Rzeczypospolitej przesłania nam katastrofa utraty państwa narodowego w 1940 r. Na szczęście, przynajmniej pośród historyków, oceny wydarzeń i postaci z końca XVIII wieku ulegają już zmianie, pojawia się wiele nowych wyjaśnień i interpretacji.

Rasa Čepaitienė
Historyk, profesor w Instytucie Historii Litwy w Wilnie i Uniwersytecie Wileńskim, zajmuje się kulturą pamięci i ochroną dziedzictwa historycznego.

Tadeusz Kościuszko w amerykańskiej pamięci historycznej

James S. Pula

Francuski socjolog Maurice Halbwachs uważał, że pamięć można przywołać tylko w kontekście społecznym w obrębie, którego powstała. Twierdził, że jednostki należą do wielu różnych grup społecznych – takich jak naród, religia i rodzina – i to właśnie dzięki wspólnym strukturom społecznym następuje interaktywny proces pamiętania i interpretacji.

Tadeusz Kościuszko, mal. Benjamin West. To m.in. dzięki portretom namalowanym przez Westa i Johna Trumbulla utrwaliła się w USA pamięć o Kościuszce, fot. Wikimedia Commons

Halbwachs wyróżniał dwie formy pamięci. „Pamięć zbiorowa” istnieje w ramach grupy społecznej w określonym czasie i miejscu. Utrzymuje się dopóty dopóki żyją ludzie mający bezpośrednią wiedzę na temat wydarzeń, dzielą się nią z innymi i rozumieją wzajemnie w ramach tej samej struktury mentalnej. O „pamięci historycznej” można mówić wówczas, gdy pierwotne więzy w obrębie środowiska społecznego już nie istnieją. Pamięć historyczna to wspomnienie przeszłości, która już nie istnieje jako pamięć zbiorowa. Jest to więc różnica między pamięcią żywą a pamięcią zrekonstruowaną. Nie ulega wątpliwości, że uznanie, jakie spotkało Tadeusza Kościuszkę pod koniec rewolucji amerykańskiej, było wynikiem pamięci zbiorowej, doświadczeń tych, którzy go znali, służyli wraz z nim w armii i byli świadomi jego licznych osiągnięć.
Kościuszko w oczach swoich towarzyszy był nie tylko doskonałym inżynierem, ale także osobą odznaczającą się uprzejmością względem innych, w tym biednych i niewolników z południa. Naturalnie podkreślano przede wszystkim jego osiągnięcia wojskowe. Horatio Gates, jego dowódca spod Saratogi, przypisał to kluczowe zwycięstwo umiejętnościom inżynieryjnym Kościuszki. Gen. John Armstrong powiedział, że Kościuszko umocnił fortyfikacje w West Point w taki sposób, że onieśmieliły one wroga na tyle, by odwieść go od pokusy zdobycia tej wyżyny. Nathanael Greene, pod którego dowództwem Kościuszko walczył w Karolinie Północnej i Południowej oświadczył, że nic nie jest w stanie przewyższyć jego gorliwości w służbie publicznej ani też nic nie okazało się bardziej przydatne niż jego uwaga, czujność i pomysłowość. Pułkownik Otho Williams, kolejny znajomy z Karoliny, nazwał Polaka prawdziwym dżentelmenem wyróżniającym się gorliwością, wytrwałością i stanowczością.
Wiele mówiący jest fakt, że Jerzy Waszyngton, pod którym Kościuszko nie służył bezpośrednio podczas wojny, zaprosił Polaka na specjalny obiad, który wydał po zakończeniu wojny dla swych podwładnych we Fraunces Tavern w Nowym Jorku. Podczas uroczystości zdjął z palca pierścień i podarował go Kościuszce na znak szacunku dla jego wojennych osiągnięć inżynieryjnych. Polak był też jednym z pierwszych członków Towarzystwa Cyncynatów, które skupiało oficerów, weteranów wojny o niepodległość USA. Wszystkie te zaszczyty odzwierciedlały jego osiągnięcia w czasie wojny, a nadane mu zostały przez ludzi, którzy osobiście doświadczyli jak ważny był jego wkład w dzieło uzyskania niepodległości przez Stany Zjednoczone.
W 1797 r. Kościuszko przybył po raz drugi do USA, będąc już osobą cieszącą się międzynarodowym uznaniem ze względu na swe przywództwo w insurekcji kościuszkowskiej. W Filadelfii został radośnie przywitany przez ludzi świadomych jego służby podczas wojny o niepodległość, a także ożywionych jego inspirującymi opowieściami o heroicznej próbie obrony niepodległości w ojczyźnie. Były prezydent Jerzy Waszyngton zaprosił go, pisząc: nikt nie ma większego szacunku dla Twego charakteru niż ja. Prezydent John Adams żywił nadzieję, że będzie miał przyjemność spotkać Polaka. Emocje ujawniające się w tych wypowiedziach były wyrazem pamięci zbiorowej. Rewolucja amerykańska zakończyła się zaledwie 14 lat wcześniej. Wiele osób znających osobiście Kościuszkę nadal żyło. William Henry Harrison, wybrany później prezydentem, informując o śmierci Kościuszki Izbę Reprezentantów 20 stycznia 1818 r. nazwał Polaka męczennikiem wolności. „Pokolenie rewolucji” pamiętało przede wszystkim o zasługach Kościuszki dla niepodległości USA, ale też miało świadomość, że był obrońcą wolności nie tylko na amerykańskiej ziemi.

Od pamięci żywej do pamięci rekonstruowanej
Pod koniec lat dwudziestych XIX w. postać Kościuszki, pamięć o nim i jego czynach w Stanach Zjednoczonych przekształcił się w to, co Halbwachs określał terminem „pamięć historyczna”, czyli porozumienie co do tego, jak mają być zapamiętane wydarzenia, po tym, gdy wszystkich ich świadków zabrakło wśród żywych. Ten historyczny wizerunek początkowo ograniczał się do wojennych zasług Kościuszki. Pod koniec 1825 r. rektor Akademii Wojskowej Stanów Zjednoczonych w West Point utworzył komisję, która miała wybrać osobę godną uhonorowania pierwszym pomnikiem wzniesionym na terenie Akademii. Komisja złożona z pięciu kadetów szybko postanowiła, że ten wyjątkowy zaszczyt należy przyznać Tadeuszowi Kościuszce. Odsłonięcie pomnika w 1828 r. było wydarzeniem, które przyciągnęło zainteresowanie prasy, przyczyniając się do wzmocnienia pamięci o Kościuszce jako o dowódcy. John Trumbull, główny artysta rewolucji amerykańskiej, włączył Kościuszkę do panteonu wybitnych osób, których portrety namalował. Benjamin West, inny wybitny artysta owej epoki, odwiedził Kościuszkę osobiście, aby zobaczyć osobiście sławną osobę, której konterfekt właśnie malował. Obrazy uznawanych za wybitnych twórców Trumbulla i Westa przyczyniły się do utrwalenia pamięci o Kościuszce. Niedługo potem, w 1857 r., Kongres Stanów Zjednoczonych nabył marmurowe popiersie Kościuszki do stałej ekspozycji w budynku Kapitolu. Wszystkie te zaszczyty skupiały się bezpośrednio na uczestnictwie Polaka w rewolucji amerykańskiej i służyły przekazaniu tej pamięci późniejszym pokoleniom.
Ważnym czynnikiem wpływającym na ewolucję pamięci historycznej o Kościuszce była literatura popularna. Samuel Lorenzo Knapp pisał o nim w powieści Polscy wodzowie: powieść historyczna (1832), w której zgodnie z oświeceniową tradycją przedstawił Kościuszkę jako bojownika o prawa człowieka. Knapp podążył tym tropem również w 1838 r. w Opowieściach z Ogrodu Kościuszki, których akcja rozgrywa się na wysuniętym klifie w West Point, na który polski inżynier poszedł medytować podczas pracy nad fortyfikacjami. Odniesienia do Kościuszki w amerykańskiej literaturze były tak powszechne w pierwszych dekadach XIX wieku, że badacz Francis E. Zapatka nazwał je powtarzającym się motywem literackim. Nie ulega wątpliwości, że najważniejszym z tych dzieł była wydana w 1803 r. powieść angielskiej pisarki Jane Porter Tadeusz z Warszawy (Thaddeus of Warsaw),
wznawiana wielokrotnie i przetłumaczona na francuski oraz niemiecki. Choć bohater był tylko wzorowany na Kościuszce, czytelnicy amerykańscy odbierali go po prostu jako Kościuszkę.
W rezultacie amerykańska pamięć historyczna o nim przybrała specyficzną formę, nie była wyłącznie uhonorowaniem jednego człowieka, lecz jego godne podziwu cechy zostały uogólnione, stając się, wedle słów historyka Josepha Wieczerzaka sentymentalnym dziedzictwem Polski. Z tego właśnie powodu w czasie powstania listopadowego prawie nie było dnia bez jakiejś sympatycznej wzmianki o Polsce w artykułach prasowych. W dużej części ta manifestacja sympatii do Polski miała oparcie w pamięci historycznej o Kościuszce jako przyjacielu wolności.

Kościuszko i abolicjonizm
W latach 1820–1860 amerykańska polityka w coraz większym stopniu obracać się zaczęła wokół kwestii niewolnictwa i abolicjonizmu. To właśnie wówczas częścią amerykańskiej pamięci historycznej stał się słynny testament Kościuszki, w którym dysponent ofiarował swe amerykańskie aktywa na wykupienie pewnej liczby niewolników i zapewnienie im wykształcenia. Dla ówczesnych mówców, dziennikarzy i pisarzy Kościuszko stał się w ten sposób symbolem wolności. Jak dowiedli Gary Nash i Graham Hodges w książce Przyjaciele Wolności: Thomas Jefferson, Tadeusz Kościuszko i Agrippa Hull (Friends of Liberty: Thomas Jefferson, Tadeusz Kosciuszko, and Agrippa Hull), pierwsza wzmianka o testamencie Kościuszki w amerykańskiej prasie pochodzi z 1822 r. O dokumencie wspominał nie tylko słynny przywódca ruchu abolicyjnego William Lloyd Garrison. Jak wskazał Hodges, informacja ta pojawiała się również w gazetach kierowanych do Afroamerykanów, w tym w głośnym organie abolicjonistów The North Star redagowanym przez Fredericka Douglassa oraz w książce Williama C. Nella Kolorowi Patrioci Rewolucji Amerykańskiej (Colored Patriots of the American Revolution, 1855). Wszyscy cytowani autorzy przypisywali Kościuszce chęć zniesienia niewolnictwa. Afroamerykańskie czasopisma kultywowały pamięć o Kościuszce również po wojnie secesyjnej, często łącząc go z Abrahamem Lincolnem i traktując ich wspólnie jako bohaterów walki z niesprawiedliwością rasową. Kiedy w 1910 r. w Waszyngtonie odsłonięto pomnik Kościuszki, jedna z afroamerykańskich gazet wezwała swych czytelników do zdjęcia kapeluszy w geście szacunku dla pomnika Kościuszki. Tym samym, na początku XX w. pamięć historyczna o Kościuszce w Stanach Zjednoczonych obejmowała już nie tylko jego zasługi w czasie rewolucji amerykańskiej, ale przypisywała mu również obronę wolności ojczyzny
i wolę zniesienia niewolnictwa.

Epoka masowej imigracji
Początek masowej imigracji z Europy Południowej i Wschodniej do Stanów Zjednoczonych przypadł na lata siedemdziesiąte XIX w. Nowi przybysze próbowali zaprezentować się jako „prawdziwi Amerykanie” poprzez odwołanie się do wcześniejszych przybyszów. Dla Polaków oczywistym wyborem był Kościuszko. Na początku XX w. zaczęto więc stawiać mu liczne pomniki finansowane głównie przez polskich Amerykanów. Ich funkcja była podwójna: budowały grupową dumę i informowały opinię publiczną o obecności Polaków w historii Stanów Zjednoczonych. W prawie każdym przypadku bohatera przedstawiano w mundurze Armii Kontynentalnej, wzmacniając wśród amerykańskiej publiczności pamięć o Kościuszce jako bohaterze rewolucji amerykańskiej.
Wartość Kościuszki jako historycznego symbolu łączącego Polskę i Stany Zjednoczone osiągnęła apogeum po wybuchu pierwszej wojny światowej, podczas której odwoływała się do niego zarówno Polonia amerykańska, jak i rząd Stanów Zjednoczonych. Pianista i mąż stanu Ignacy Jan Paderewski niezmiennie kończył swoje przemówienia o sprawie polskiej żarliwym apelem, aby jego amerykańska widownia pamiętała, że Polska wysłała Kościuszkę do walki o wolność Ameryki, więc teraz nadszedł moment, aby Ameryka poparła wolność Polski. Wkrótce ta symbolika przybrała formę graficzną i pojawiła się na plakatach zachęcających do wstępowania do armii polskiej. W tym samym czasie plakaty publikowane przez US Food Administration przedstawiały Kościuszkę w polskim stroju wzywającego Amerykanów do konserwowania żywności, abyśmy mogli wspierać naszych braci walczących w sojuszniczych armiach. Apele pojawiające się w gazetach, zachęcające polskich Amerykanów do nabywania obligacji Liberty Bonds, wstępowania do wojska i wspierania na różne inne sposoby wysiłku wojennego Stanów Zjednoczonych i aliantów często odwoływały się do pamięci o Kościuszce.

Rocznice niepodległości
Obchody 150. rocznicy Deklaracji Niepodległości w 1926 r. wzbudziły nową falę zainteresowania amerykańską rewolucją. Jednym z elementów upamiętnienia był Dzień Kościuszki obchodzony 18 października 1926 r. W komitecie organizacyjnym uroczystości, która odbyła się w Waszyngtonie zasiadły wybitne postacie, w tym dwóch byłych sekretarzy stanu, przyszły przewodniczący Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych, jeden z senatorów i prezeska Stowarzyszenia Córek Rewolucji Amerykańskiej. Podsekretarz stanu Joseph C. Grew wygłosił przemówienie zatytułowane Kościuszko żywy, w którym stwierdził, że nie ma takiego Amerykanina, który słysząc nazwisko Kościuszko nie odczuwałby głębokiej wdzięczności za jego nieocenione zasługi dla tego kraju. Warto zwrócić uwagę na dwie znamienne okoliczności. Obchody zostały zorganizowane niemal wyłącznie przez osoby niemające polskich korzeni, a więc odzwierciedlały prawdziwe uczucia wdzięcznego narodu za usługi człowieka, którego w ten sposób upamiętniano. Ponadto nie koncentrowano się wyłącznie na roli Kościuszki w rewolucji amerykańskiej, bowiem w programie znalazły się m.in. przemówienia Duch Kościuszki w edukacji międzynarodowej i Kościuszko jako pionier w uwolnieniu amerykańskich niewolników. To ostatnie wygłosił dr Emmet J. Scott, sekretarz wybitnego afroamerykańskiego przywódcy Bookera T. Washingtona.
Ten publiczny hołd po raz kolejny został złożony Polakowi nie tylko jako bohaterowi amerykańskiej rewolucji, ale także bojownikowi w walce o sprawiedliwość dla wszystkich.

W wieku XX
Rozwój nowoczesnego ruchu na rzecz praw człowieka po drugiej wojnie światowej spowodował, że w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych wielokrotnie przypominano o testamencie Kościuszki i jego woli wyzwolenia niewolników. Jak wykazał historyk Graham Hodges, afroamerykańskie gazety wielokrotnie informowały swych czytelników
o hojności i humanitaryzmie Kościuszki, który stał się wzorem do naśladowania dla innych.
Obchody 200-lecia niepodległości USA w latach siedemdziesiątych ponownie stały się okazją do przywołania pamięci historycznej o Kościuszce. Dom, w którym mieszkał
w Filadelfii podniesiono do rangi miejsca pamięci narodowej w 1972 r. Ernest Cuneo w bardzo popularnym artykule opublikowanym na łamach „The Saturday Evening Post” nazwał Polaka mistrzowskim umysłem wojskowym rewolucji amerykańskiej. Była to jedna z wielu pochlebnych analiz roli Kościuszki jako wojskowego. Inne publikacje, które dotarły do szerokiego grona amerykańskich czytelników, to m.in. Tadeusz Kościuszko, Bohater Dwóch Światów (Tadeusz Kosciuszko, Hero of Two Worlds) Roberta Szymczaka, Jefferson i Kościuszko: Przyjaciele Wolności i Człowieka (Jefferson and Kosciuszko: Friends of Liberty and of Man) Edwarda Alexandra oraz Tadeusz Kościuszko i Czarne Połączenie (Tadeusz Kosciuszko and the Black Connection) E.P. Kulawca. Same tytuły dowodzą, że te prace nie dotyczyły wyłącznie kariery wojskowej ich bohatera, ale również jego walki o wolność i równość społeczną zarówno w Ameryce Północnej, jak i w Europie. Jednak mimo oficjalnych odznaczeń, pomników i obchodów, próżno szukać nazwiska Kościuszki w standardowych podręcznikach historii Stanów Zjednoczonych.
Pisząc w przeddzień 200-lecia niepodległości, Arnold Whitridge stwierdził, że Tadeusz Kościuszko jest jednym z nielicznych bojowników o amerykańską niepodległość, którego przeznaczeniem stała się większa rozpoznawalność w swoim własnym kraju niż w Ameryce. Amerykańskie podręczniki historii mają o nim niewiele do powiedzenia, a jednak jego nazwisko jest znane kolejnym pokoleniom dzieci w wieku szkolnym. W dużej mierze to, co powiedział w 1975 r. pozostaje prawdziwe 42 lata później. Chociaż nazwisko Kościuszki zniknęło z podręczników, dzieląc zresztą los wielu ważnych postaci z epoki rewolucji, to jednak w ostatnich latach pojawiło się na nowo, zwłaszcza wśród historyków wojskowości, którzy podkreślają jego zasługi dla Stanów Zjednoczonych i Polski, choć równie często wspomina się jego chęć wyzwolenia niewolników. Przykładem jest monografia Dawida Zabeckiego omawiająca działania wojskowe Kościuszki w Ameryce i Polsce, praca Donalda Gravesa analizująca napisany przez Kościuszkę dla armii USA podręcznik dla artylerii polowej oraz badania Matthew Lamothe’a działalności wojskowej Kościuszki w Polsce. Ważne dla kultywowania pamięci historycznej o Kościuszce są trzy ostatnie angielskojęzyczne biografie autorstwa Franka Kajenckiego, Alexa Storożyńskiego i mojego, a także praca o Kościuszce jako obrońcy wolności autorstwa Gary’ego Nasha i Grahama Hodgesa. Każdy z nich przyczynia się do umieszczenia pamięci o nim
w szerszym kontekście historycznym.
Na zachowanie pamięci o Kościuszce jako części amerykańskiego dziedzictwa historycznego mają wpływ liczne nazwy miejscowe, publikacje, obchody i co najmniej 22 pomniki oraz tablice pamiątkowe. Najbardziej znaczącym jest znakomity pomnik stojący naprzeciw Białego Domu w Waszyngtonie, Dywizjon Kościuszki, czyli organizacja kadetów Amerykańskiej Akademii Wojskowej służąca zachowaniu pamięci o swym patronie oraz coroczna konferencja kościuszkowska organizowana w West Point przez Antoniego Bajdka i Steve’a Olejasza.
Wobec zmienności interpretacji historii w czasie i w zależności od środowisk społecznych ciągłość pamięci historycznej o Kościuszce wydaje się niezwykła. Mimo różnych priorytetów
i zmieniających się interesów, Kościuszko jest pamiętany z pokolenia na pokolenie za swoją rolę jako dowódcy, konstruktora fortyfikacji w West Point, bohatera spod Saratogi i przyjaciela wielu spośród „Ojców Założycieli”. Ponadto Kościuszko jest archetypicznym przykładem bojownika o wolność, na którego Amerykanie entuzjastycznie się powoływali popierając polskie powstania XIX w. i przyjmując uchodźców. Wreszcie jest też Kościuszko uosobieniem humanitaryzmu, wrogiem niewolnictwa, zwolennikiem zniesienia poddaństwa i przyjacielem uciskanych. Wszystkie te wizerunki zostały zwięźle podsumowane przez jego bliskiego przyjaciela Thomasa Jeffersona, który powiedział dawno temu, że Kościuszko był najczystszym synem wolności spośród wszystkich, których znałem i to tej wolności, który ma dotrzeć do wszystkich, nie tylko do wybranych lub tylko do bogatych.

James S. Pula
Profesor Purdue University North Central (USA), zajmuje się historią imigracji do USA i dziejami polonii amerykańskiej. Napisał m.in. United we stand: the role of Polish workers in the New York Textile Strikes, 1912 and 1916 (1990), Thaddeus Kosciuszko: the purest son of liberty (1999), redaktor The Polish American Encyclopedia (2011).

Umowa kiejdańska. Próba ratowania Wielkiego Księstwa Litewskiego

Aivas Ragauskas
prrzeł. Bartłomiej Kowal

Umowa kiejdańska, podpisana 20 października 1655 r. przez szlachtę zgromadzoną w Jaswojniach (Josvainiai) koło Kiejdan, na mocy której Wielkie Księstwo Litewskie zerwało unię z Koroną Polską i stało się częścią Szwecji, jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych dokumentów w historii dawnej Litwy i Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Pochód Szwedów do Kiejdan, mal. Józef Brandt, fot. Wikimedia Commons

Niestety, jeszcze do niedawna zarówno w historiografii, jak i kulturze pamięci za akt unii kiejdańskiej uznawano nie ten dokument. Zamiast wersji przygotowanej przez hetmana wielkiego litewskiego i wojewodę wileńskiego, kalwinistę Janusza Radziwiłła mamy dokument sformułowany przez negocjatorów szwedzkich, nastawioną antyradziwiłłowsko szlachtę oraz przedstawicieli duchowieństwa katolickiego. Wielkim nieporozumieniem jest, że mimo publikacji źródeł i badań polskich historyków Władysława Konopczyńskiego oraz Kazimierza Lepszego, a szczególnie litewskiego badacza Adolfasa Šapoki, za akt owej unii ze Szwecją uchodzi dokument z 17 sierpnia 1655 r., który był zaledwie aktem przygotowawczym i przedstawiał wyłącznie stanowisko Janusza Radziwiłła i jego zwolenników.
Unia kiejdańska niesłusznie uchodzi za dzieło jednego człowieka, tj. Janusza Radziwiłła. Wciąż też bywa jednostronnie oceniana jako akt zdrady popełnionej przez protestantów. Na Litwie panuje pogląd dokładnie odwrotny Okoliczności geopolityczne i przyczyny polityczne zawarcia porozumienia w obliczu napaści Moskwy, Kozaków
i Szwecji były bardziej skomplikowane, aktów było kilka, a zwolennicy umowy to nie tylko protestanccy Radziwiłłowie. Alfredas Bumblauskas prowokacyjnie stwierdził, że litewska polityka antypolska jest najczęściej prorosyjska. Umowa kiejdańska w tym względzie niewątpliwie jest wyjątkiem, ponieważ była zdecydowanie antyrosyjska. To właśnie działanie króla Jana Kazimierza i jego stronnictwa oceniano wówczas na Litwie jako prorosyjskie. Późniejsze powstanie Żmudzinów przeciw Szwedom wspierali zarówno przedstawiciele królewskiego dworu, jak i Rosji. Tymczasowy konsensus odzwierciedlał także zawarty za pośrednictwem Habsburgów rozejm między Rzecząpospolitą a Rosją, podpisany 3 listopada 1656 r. w Niemieży (Nemėžis). Rzeczpospolita zgodziła się wówczas na elekcję vivente rege cara na króla. De facto oznaczało to powstanie koalicji antyszwedzkiej, a oba kraje uniknęły wojny na dwa fronty.
Choć długofalowych konsekwencji politycznych umowa kiejdańska nie miała, to jednak pozwoliła Żmudzi i kilku innym powiatom uniknąć podboju przez Moskwę. Na terenach niezajętych przez Moskali wybuchło antyszwedzkie powstanie, zakończone wyzwoleniem kraju.

Źródła umowy kiejdańskiej
„Prokatoliccy”, „propolscy” czy „prolitewscy” autorzy próbują umowę kiejdańską „logicznie” wywieść z rozwoju politycznego, religijnego czy nawet ekonomicznego Rzeczypospolitej. Jej genezy szukają w sporach między Polską a Litwą, katolicyzmem a protestantyzmem, władcami a magnatami albo w litewskim separatyzmie Już w anonimowym elogium Podróżnik (Viator), napisanym w drugiej połowie XVII w. przez przeciwnego Radziwiłłom katolickiego autora, przypisano Januszowi Radziwiłłowi wszystkie możliwe wady ciała i duszy.
O spisku protestanckim pisało wielu autorów. Polski historyk Tadeusz Wasilewski chciał udowodnić, iż o zawarciu unii kiejdańskiej zadecydowały motywy religijne – dzięki niej protestanci z wielkiego księstwa i ich lider Janusz Radziwiłł chcieli obalić dążącego do odebrania innowiercom praw politycznych Jana Kazimierza. Co więcej – w przekonaniu polskiego badacza – konflikt Radziwiłła z królem wiosną 1654 r. był jednym z powodów, dla których Szwedzi rozpoczęli wojnę z Rzecząpospolitą. Protestanci mieli być oparciem dla Szwedów na Litwie. Z kolei według białoruskiego historyka mieszkającego w Szwecji Andreja Kotlarczuka unia kiejdańska była logicznym rezultatem niezadowolenia społeczeństwa Wielkiego Księstwa Litewskiego z unii lubelskiej, panujących stosunków religijnych i ekonomicznych. Jesto to interpretacja zmitologizowana, a autor nie wyjaśnia, czemu Janusz i Bogusław Radziwiłłowie mieli być niezadowoleni z Rzeczypospolitej jako takiej, a nie z Jana Kazimierza.Zaprzecza temu sam Janusz Radziwiłł.
26 sierpnia 1655 r. pisał do Bogusława: Acz mówią, że się to przez mię dawno zamyślało, niech diabeł wyklnie mi duszę, jeślim się kiedy o to znosił dawniej. Od tego czasu, jakośmy z Wilna list pisali [28 lipca 1655 – A.R.], zaczęło to się dzieło, kiedy inaczej ratować się sposobu nie było.
Geneza umowy kiejdańskiej jest bezpośrednio związana z położeniem Rzeczypospolitej po napaści najpierw sprzymierzonej z Kozakami Rosji (1654 r.), a potem Szwecji (1655 r.).

Rosjanie na Litwie
Wiosną 1654 r. rozpoczęła się wielka ofensywa rosyjska na Wielkie Księstwo Litewskie. Agresorzy – 30 tys. Rosjan i 16 tys. Kozaków – przejęli inicjatywę i w maju 1655 r. rozpoczęli decydujące uderzenie na Wilno. Walczący o pozycję polityczną, wpływ na wojsko i finanse dowódcy litewscy – hetman wielki Janusz Radziwiłł i protegowany króla hetman polny Wincenty Gosiewski przebywali wówczas w Warszawie na sejmie, który zakończył się dopiero 20 czerwca 1655 r. Większość innych dowódców także opuściło wojsko. Najstarszym rangą był stolnik trocki Jan Bychowiec, którego zwierzchności nie uznawano. W konsekwencji napastnicy nie natknęli się na większy opór. Po bitwie pod Mińskiem 16 lipca 1655 r. armia litewska cofała się w kierunku Kojdanowa, a droga do Wilna była prawie wolna. Wkrótce Kozacy zajęli radziwiłłowski Kojdanów – miasto spalili, a mieszkańców wymordowali. 26 lipca pobili Kozaków płk. Pokłońskiego, który dotąd prowadził dość skuteczną wojnę partyzancką, oraz oddziały litewskie pod Oszmianą.
Dysponujący zaledwie kilkoma tysiącami ludzi Janusz Radziwiłł stracił dowództwo nad oddziałami koronnymi z powodu uniwersałów królewskich z lipca. Nie mógł też liczyć na chorągwie tatarskie. Jedyne wzmocnienie stanowiło pospolite ruszenie szlachty wileńskiej
i trockiej, nieliczne i słabo przygotowane do walki. Mając zaledwie 5-6 tys. ludzi, Radziwiłł uznał, że nie ma możliwości obrony ani Wilna ani reszty wielkiego księstwa przed Szwedami, Rosjanami i Kozakami jednocześnie.
Król całą uwagę skupił w tym czasie na odparciu zagrażającego istnieniu państwa ataku szwedzkiego Oddziały koronne z Litwy skierowano do Wielkopolski. Wielkie Księstwo Litewskie zostało zdane na pastwę losu. Tak oto w przededniu unii kiejdańskiej Korona w zasadzie opuściła Litwę, unia nic Litwinom nie dawała prócz nieżyciowych poleceń władcy, nie będącego w stanie obronić państwa.
W początkowym etapie szwedzkiej ofensywy w lipcu-wrześniu 1655 r., a zatem w czasie, gdy zawarto umowę kiejdańską, Polacy doświadczali jednej porażki za drugą. Zaledwie kilka dni po wszczęciu działań wojennych pod Ujściem poddały się Szwedom wojska dowodzone przez Krzysztofa Opalińskiego i Andrzeja Grudzińskiego. Podpisano Articuli compositionis pacis. Na ich mocy królowi szwedzkiemu przekazano część wojska, zachowano prawa i przywileje szlachty i Kościoła katolickiego oraz wolność wyznania;
o innowiercach nie wspomniano. 31 lipca Szwedzi zajęli Poznań, a 8 września Warszawę. Król wycofał się do Krakowa. Dla władcy liczyło się zachowanie tronu i państwa, obrona stolicy, uzyskanie pomocy innych państw. Kwestia odległej Litwy była tylko jedną
z wielu, i to nie najważniejszą. Gdy nie udało się obronić Krakowa, król z żoną oraz dworem na początku października 1655 r. był już za granicą. Umowę kiejdańską podpisano w momencie katastrofalnym nie tylko dla Litwy, ale też dla Korony.
Magnateria i szlachta litewska nawet w obliczu śmiertelnego niebezpieczeństwa nie były jednomyślne – stronnictwo Janusza Radziwiłła skłaniało się ku Szwecji, a wspierany przez króla Wincenty Gosiewski szukał porozumienia
z Rosją. Wojewoda witebski Paweł Sapieha pozostał wierny Janowi Kazimierzowi. Autorytet króla podupadł, wszyscy skarżyli się na marną władzę w Rzeczpospolitej, choć żaden z liderów opozycji nie chciał przyznać, iż sam się do tego przyczynił. Nieporozumienia miały również charakter osobisty. Wspomniani politycy nienawidzili się nawzajem. W tragicznym położeniu wojennym, opuszczony przez niechętnego sobie władcę, Radziwiłł mógł wycofać się na Brześć i tu połączyć ze znienawidzonym Sapiehą, co oznaczałoby samozagładę, poddać się Moskwie lub zawrzeć umowę ze Szwecją.

Bronić Wilna czy nie?
W kwestii Wilna poglądy dowódców litewskich różniły się. Zdaniem Radziwiłła należało cofnąć się za Wilię, zatrzymać wroga przy strategicznym Zielonym Moście – jedynym wówczas w tej okolicy – a potem odejść na Żmudź. Zdaniem Gosiewskiego, lepiej było stoczyć bitwę na lewym brzegu Wilii przed mostem. Potem zamierzał on cofnąć się z wojskiem na Brześć, by połączyć się z Sapiehą i walczyć ze Szwedami. Obaj nie chcieli bronić miasta, a jedynie stawić symboliczny opór, aby uniknąć oskarżenia o zdradę. Choć Wilno było stolicą wielkiego księstwa, to do obrony nie było przystosowane – mury miejskie były słabe, wały skromne, a artylerii prawie nie było. Sami mieszczanie nie zamierzali się bronić. Wielu uciekło z miasta.
Pozostający jeszcze w Wilnie Janusz i Bogusław Radziwiłłowie oraz biskup wileński Jerzy Tyszkiewicz, nie czekając na ostateczną klęskę, 28 lipca 1655 r. zwrócili się do przebywającego w Rydze namiestnika szwedzkiego w Inflantach Magnusa Gabriela De la Gardie z prośbą o pomoc przeciw Moskalom i Kozakom. Litewscy magnaci i biskup wileński próbowali zmylić cara pisząc, że każdego dnia wzdłuż Wilii zbiera się coraz więcej wojska, ale Rosjanie nie ufali w ich zapewnienia. Janusz Radziwiłł nie wiedział, że siły szwedzkie były w rzeczywistości niewielkie (w sumie ok. 7 tys. żołnierzy) i walczyć z Rosjanami nie zamierzają.
3 sierpnia 1655 r. Rosjanie i Kozacy byli już w Smorgoniach, 60 km od Wilna. Na wschodnich przedmieściach miasta 7 sierpnia doszło do niewielkich starć wysuniętych jednostek obu stron. Zgodnie z planem Janusza Radziwiłła, wojsko cofało się na zachód. Pod wieczór miasto zostało zajęte przez wroga. Siłom litewskim udało się uniknąć najgorszego scenariusza, czyli otoczenia na lewym brzegu Wilii. Tak prawdopodobnie by się stało, gdyby miasto było bronione za wszelką cenę od wschodu lub gdyby doszło do bitwy według planu Gosiewskiego.
Siły Radziwiłła przez Wieprze (Vepriai) i Żejmy (Žeimiai) ruszyły do Jaswojni (Josvainiai) koło Kiejdan, gdzie dotarły 18 sierpnia.

Sierpień-październik 1655 r.: dwa akty umowy kiejdańskiej
11 lipca 1655 r. nieliczne wojska szwedzkie z Inflant wkroczyły do Wielkiego Księstwa Litewskiego, zajmując Dyneburg. Szwedzi głosili, że przybywają z pomocą, by chronić przed Moskalami. W rzeczywistości, unikając starć z Rosjanami, maszerowali powoli w kierunku Birż, mając na celu zajęcie Kowna.
Polityka Janusza i Bogusława Radziwiłłów wobec Szwedów była konsekwentna i logiczna. Jak duża część magnatów litewskich, podczas rokowań między Rzecząpospolitą i Szwecją jeszcze przed najazdem szwedzkim, opowiadali się za pokojem, upatrując większe niebezpieczeństwo ze strony Moskwy, a Szwedów traktując jako potencjalnych sojuszników. Jak dowiodły późniejsze dzieje, było to prawdopodobnie najlepsze rozwiązanie. Gdy sytuacja ułożyła się zupełnie inaczej, Radziwiłłowie – choć nie byli entuzjastami bliższych więzi ze Szwecją – starali się wybrać najmniejsze zło. Wielkie Księstwo Litewskie w obrębie Rzeczypospolitej nie było dla nich niczym złym, nawet pomimo czasami trudnych okoliczności politycznych i religijnych czy wrogości ze strony Jana Kazimierza. Szwecja była zupełnie innym państwem niż Rzeczpospolita. Wspólnota religijna nie była wystarczającym czynnikiem, aby stać się częścią Szwecji, tym bardziej, że wśród protestantów litewskich dominowali ewangelicy reformowani, a w Szwecji – luteranie.
Litwini przeceniali wielkość szwedzkich sił i wierzyli szwedzkiej propagandzie, iż Szwecja będzie walczyć z Rosją. Tak się stało, ale dopiero po pół roku i to z inicjatywy Rosji. Mylił się też sam Janusz Radziwiłł, który miał nadzieję zostać namiestnikiem szwedzkim na Litwie. Mimo to świetnie rozumiał, które zło jest mniejsze, i wybrał je świadomie.

Akt z 17 sierpnia 1655 r.
Magnus Gabriel De la Gardie odpowiedział Radziwiłłowi 10 sierpnia pismem złożonym z 11 punktów. Deklarowano w nich m.in. stworzenie wspólnej armii, którą będzie musiała utrzymać Litwa. Kwestię przyznania lennych księstw Radziwiłłom pozostawiono do decyzji króla. Odpowiedź niezbyt się podobała Radziwiłłowi. Pozostając wierny szwedzkiej orientacji, poprawił pismo według swoich poprzednich propozycji i przedstawił je do podpisania szlachcie obecnej 17 sierpnia 1655 r. w obozie w Jaswojniach pod Kiejdanami. Dokument zatwierdzono jako spis warunków poddania Wielkiego Księstwa Szwecji – Instrumentum Lithuanicae deditionis. Dokument ten do czasów Adolfasa Šapoki był błędnie utożsamiany z aktem unii kiejdańskiej. Tymczasem, jak ustalił Šapoka, był to tylko akt przedstawiający pozycję wyjściową Radziwiłła i litewskiej szlachty. Jak się potem okazało, był on nie do przyjęcia dla Szwedów.
Sygnatariusze aktu poddawali się Karolowi Gustawowi, ale podkreślono państwowość wielkiego księstwa i jego równe prawa ze Szwecją, zachowanie praw i przywilejów kościoła oraz szlachty, zastrzeżono też, że armia litewska nie będzie wykorzystana przeciw Polsce. Akt podpisało ok. 615 osób z Januszem Radziwiłłem, Wincentym Gosiewskim, kasztelanem żmudzkim Eustachym Kierdejem, kanonikiem wileńskim Jerzym Białłozorem na czele. Aktem z 28 sierpnia 1655 r. Szwecji poddał się powiat brasławski, jego duchowieństwo,
magistrat Sapieżyna (obecnie Druja) oraz znajdujący się na terenie powiatu uchodźcy.
Tymczasem Rosja szukała sojuszników wśród litewskich magnatów skłóconych z Radziwiłłami. Gdy do Kiejdan przybył rosyjski poseł Licharow, 5 września 1655 r. Gosiewski opowiedział się przeciwko Radziwiłłowi i wysunął projekt antyszwedzkiej koalicji Rzeczpospolitej i Rosji. W odpowiedzi Licharow nakazał pojmać Gosiewskiego.

Akt z 20 października 1655 r.
Drugi akt, datowany na 20 października 1655 r., zrywał unię z Polską i oddawał Litwę pod władzę Szwecji, a jej króla uznawał wielkim księciem litewskim. Nie przewidziano w nim istnienia sejmu, ale pozostawiono wolności i przywileje religijne i ekonomiczne szlachty. Najwyższą władzę w kraju miał sprawować królewski namiestnik, a doradzać mu miała rada. Szwedom ten akt był potrzebny tylko po to, by ustabilizować władzę na Żmudzi, bowiem Karol Gustaw 27 września nakazał De la Gardie’mu pomaszerować do Korony. Akt podpisało ponad 1000 osób. Oczekiwania Radziwiłła nie zostały w nim uwzględnione. On sam zresztą znalazł się w trudnym położeniu, między Szwedami i niechętnymi mu Litwinami.
Na żądanie Radziwiłła wydano mu jeszcze jeden osobny akt (Desideria Janusii Radziwill), w którym nadano mu nowe ziemie i niemały coroczny dochód. Oczekiwanych stanowisk namiestnika szwedzkiego i dowódcy armii jednak nie dostał.
Krótko po podpisaniu aktu z 17 sierpnia powstała przeciw niemu opozycja, która urosła w siłę po zatwierdzeniu drugiego dokumentu. Litewski historyk Antanas Tyla podkreśla, że większość szlachty litewskiej nie wyobrażała sobie życia państwowego bez sejmu, elekcyjnego króla i dotychczasowych przywilejów.

Rezultaty unii kiejdańskiej
Już 11 sierpnia De la Gardie zwrócił się do carskich dowódców Czerkaskiego i Ordin-Naszczokina z informacją o zwycięstwach w Koronie i objęciu Litwy opieką króla Szwecji. Żądał zaprzestania marszu Rosjan w głąb terytorium Litwy. 13 sierpnia o poddaniu się Litwy pod opiekę Szwedom doniesiono szwedzkiemu królowi. 18 i 19 sierpnia szwedzcy dowódcy zaczęli wystawiać listy gwarancyjne zamkom, miastom i powiatom, aby ochronić je przed zajęciem przez wojska carskie. Na to, że w oczach Szwedów umowa kiejdańska nie była zupełnie bez znaczenia, wskazuje fakt, że z rozkazu De la Gardie’go w Rydze i Inflantach odbyły się uroczyste nabożeństwa. Szwedzi łupili kraj, ale go nie niszczyli i nie mordowali ludności.
Prawdopodobnie najważniejszym bezpośrednim następstwem aktów kiejdańskich było ocalenie Księstwa Żmudzkiego, a także części powiatów wiłkomierskiego, upickiego i kowieńskiego od podboju kozacko-rosyjskiego wraz ze wszystkimi jego następstwami: paleniem miast, obiektów kultu, wywożeniem mieszkańców. Kiejdany stały się schronieniem dla uchodźców, drugim po Królewcu. To tu nie było Moskali, to tu kierowali się wilnianie.

Pamięć
XIX-wieczna litewska historiografia znajdowała się pod dużym wpływem Polaków, a więc umowę kiejdańską oceniano negatywnie, a Janusza Radziwiłła nazywano zdrajcą. Twierdził tak nawet zwykle antypolski Simonas Daukantas (Szymon Dowkont), który zarzucał Radziwiłłowi, że nie bronił Wilna.
Gdy rozpoczęło się litewskie odrodzenie narodowe, na przełomie XIX i XX w.
spojrzenie na Radziwiłła i umowę kiejdańską zaczęło się zmieniać. Z literatury litewskiej zniknęły oskarżenia o zdradę, za to wysunięto możliwe pozytywne skutki zerwania unii lubelskiej. Ewolucję poglądów widać w twórczości litewskiego poety i księdza Jonasa Maironisa. W Opowiadaniach o przeszłości Litwy (Wilno 1891) pisał jeszcze propolsko: Smutne dni nastały w Polsce i na Litwie; powstali co prawda w tym czasie prawdziwi obrońcy ojczyzny jak Stefan Czarniecki, Jerzy Lubomirski, ale mimo to ciężko było coś poradzić, bo w samym królestwie nie było żadnej władzy. Jednak w wydaniu z 1905 r. pisał pozytywnie o Januszu Radziwille, docenia jego rolę w zawarciu umowy i ubolewał z powodu jego nagłej śmierci. Autor twierdził, że Radziwiłł byłby w stanie powstrzymać polonizację Litwy.
Litewski pogląd stopniowo stawał się samodzielny. Jeszcze na początku XX w. nie było jasne, jak oceniać Radziwiłła i umowę kiejdańską oraz reagować na opublikowany po raz pierwszy w 1886 r. Potop Henryka Sienkiewicza 31 sierpnia 1905 r. w artykule redakcyjnym „Lietuvių laikraištis“ („Gazeta Litewska“) napisano, że pewien czytelnik zwrócił się z prośbą o napisaniu szerzej o Radziwille, który w powieści Sienkiewicza jest przedstawiony jako sprzedawczyk. Redakcja poprosiła młodych historyków, aby pomogli Litwie zrozumieć jego postępowanie, nie tylko je usprawiedliwić, ale i znaleźć w jego czynach pierwsze przebudzenie ze snu litewskiego ducha.
W odrodzonym państwie litewskim Janusz Radziwiłł stał się najważniejszą postacią spośród członków tego rodu, a umowie kiejdańskiej poświęcono niemało uwagi. W 1924 r. wykładający na Uniwersytecie Witolda Wielkiego w Kownie rosyjski historyk Pavel Gronskij zbadał i pozytywnie ocenił akt z 17 sierpnia 1655 r. O umowie kiejdańskiej i Radziwille bardzo pozytywnie pisał m.in. historyk i ewangelik reformowany Jonas Yčas w 1930 r. Jeden z najbardziej znanych, płodnych i utalentowanych historyków młodego pokolenia Adolfas Šapoka obronił na Uniwersytecie Witolda Wielkiego rozprawę habilitacyjną Umowa kiejdańska z 1655 r. albo Szwedzi na Litwie (1939).
Janusza Radziwiłła upamiętniano pomnikami, nadaniem jego imienia jednostkom wojskowym lub organizacjom. W 1927 r. litewski 1. Pułk Huzarów otrzymał imię hetmana wielkiego litewskiego Janusza Radziwiłła i sztandar z dewizą Nugalėsim ar mirsim (Zwyciężymy lub umrzemy). Od 1931 r. żołnierze pułku na pagonach nosili monogram JR i książęcą koronę. Charakterystyczne, że Radziwiłł pokonał w tym przypadku innego słynnego wodza, zwycięzcę spod Kircholmu z 1605 r., Jana Karola Chodkiewicza. Według napisanego w 1935 r. przez Balysa Sruogę utworu powstało libretto do wystawionej w1937 r. opery Radziwiłł Perkun (kompozytor J. Karnavičius, reżyseria A. Oleka-Žilinskas).
Miejscowości związane z Radziwiłłami z linii dubińsko-birżańskiej, a szczególnie z Januszem Radziwiłłem – Kiejdany, Birże – zyskały szczególny status. W 1931 r. w Birżach przed ruinami pałacu Radziwiłłów z inicjatywy władz miejskich stanął pomnik księcia Janusza (rzeźbiarz Juozas Zikaras). W jego odsłonięciu uczestniczył m.in. minister oświaty oraz przedstawiciele wspomnianego pułku huzarów. Podczas rekonstrukcji zamku birżańskiego w latach siedemdziesiątych XX w. pomnik przeniesiono do zamkowego muzeum.
Znajdujące się w kościele ewangelików reformowanych w Kiejdanach sarkofagi Radziwiłłów stały się swoistym obiektem narodowego kultu, prawdziwymi relikwiami. Odwiedzano je uroczyście z okazji największych świąt, a ich wizerunki rozpowszechniano na pocztówkach. W 1929 r. Litwini ze Szwecji dla uczczenia unii z 1655 r. ofiarowali kościołowi luterańskiemu w Kiejdanach odlany w odlewni Bergholtz klockgjuteri AB dzwon. Odlano na nim wizerunek Karola Gustawa, a wręczenia daru dokonał sekretarz poselstwa szwedzkiego na Litwie.
Ponieważ za właściwą umowę uznawano akt z 17 sierpnia 1655 r., oczywiste zdawało się, że zła unia z Polską została zamieniona na lepszą ze Szwecją. Z powodu konfliktu z Polską
o Wilno antypolsko nastawione społeczeństwo litewskie retrospektywnie wiązało z unią ze Szwedami możliwość lepszej, bardziej zachodniej, bogatszej i oświeconej historii, prawie takiej, jaką mieli za sobą znajdujący się długo pod władaniem Szwedów Estończycy i Łotysze. Poglądy Litwinów na interesujący nas temat nie były jednak wyłącznie pozytywne. Wykładowca Uniwersytetu Witolda Wielkiego, ksiądz ewangelicko-reformowany docent P. Jokubėnas w wydanej w 1927 r. książce o Januszu Radziwille pisał, że jego postępowania nie można usprawiedliwić. Bez zastanowienia przyjął szwedzką protekcję. Ale mimo to nie można mu zarzucić, że po uprzednim zastanowieniu i przemyśleniu zdradził swoją ojczyznę.
Gdyby wiedziano, że prawdziwa umowa to akt z 20 października, to stosunek do niej nie byłby tak pozytywny. Niestety, jak wspomniano, aż do połowy XX w., a nawet później nie wiedziała tego większość historyków, a co dopiero ogół społeczeństwa. Stało się tak też dlatego, że artykuły Šapoki zostały ogłoszone dopiero w 1938 i 1940 r., tj. pod koniec istnienia państwa i w czasie pierwszej sowieckiej okupacji. Obronioną przez niego w 1939 r. rozprawę planowano wydać w 1941 r., ale realizację zamysłu uniemożliwiły wojna
i okupacja. Drukiem praca ukazała się dopiero w 1990 r.
W okresie sowieckim umowę kiejdańską na Litwie traktowano niejednoznacznie. W historiografii nadal mylono akty z 17 sierpnia i 20 października. Umowę krytykowano, ponieważ skierowana była przeciw Rosji i powstaniu kozackiemu. Jednak w historiografii późnego okresu sowieckiego dzięki Broniusowi Dundulisowi, a szczególnie Antanasowi Tyli powrócono do przedwojennej oceny, traktującej umowę jako coś nieuchronnego i świadomie wybranego przez szlachtę, a Janusza Radziwiłła uznano za dalekowzrocznego
i tragicznego polityka i patriotę.
Wraz z odzyskaniem niepodległości wróciły też międzywojenne oceny Janusza Radziiwłła i umowy kiejdańskiej. Zaczęto znów upamiętniać rocznice jej zawarcia, organizowano jubileuszowe konferencje naukowe, pisano o nim, stawiano mu pomniki.
W 1999 r. stacjonujący w Rukle (Rukło, lit. Rukla) Pułk Szkoleniowy Wojska Litewskiego otrzymał imię hetmana wielkiego litewskiego Janusza Radziwiłła. To samo imię nosi wydział zamiejscowy Kolegium Kowieńskiego w Kiejdanach. W 2006 r. w Kiejdanach stanął pomnik Radziwiłła, przedstawiający jego postać nad symbolizującą skarb państwa strzaskaną skrzynią z wyszczerbionym zamkiem (autor Algirdas Bosas). Pomysłodawcy pomnika w ten sposób pośrednio bronili Radziwiłła przed oskarżeniami o zawłaszczenie skarbu wielkiego księstwa. Przeciwnie, twierdzą oni, że Radziwiłł zabierając skarb do Kiejdan ocalił go, a miasto zostało nawet stolicą Litwy. A przecież Radziwiłł nie mógł przejąć kontroli nad skarbem, bo podskarbim wielkim litewskim był jego przeciwnik Gosiewski. Radziwiłł zabrał tylko 100 tys. złotych zebranych na obronę Wilna. Pomnik nie pozytywnie ukazuje umowę kiejdańską. Przedstawiono na nim litewskich i szwedzkich żołnierzy, wyryto nazwisko De la Gardie. Dwie wyciągnięte ręce, splecione w uścisku, oznaczają porozumienie Radziwiłła i De la Gardie’go. Zdaniem twórców, symbolizują one współpracę Litwy i Szwecji oraz doniosłość umowy kiejdańskiej.
Umowa kiejdańska do dziś budzi wiele emocji w historiografii i pamięci Polski i Litwy. Ostatnio jednak ocena Janusza Radziwiłła oraz unii kiejdańską w coraz mniejszym stopniu zależy od przynależności narodowej badaczy. Nawet litewscy historycy twierdzą,
że do tej umowy przywiązuje się zbyt dużą wagę – wszak obowiązywała tylko kilka miesięcy i nie miała żadnych szczególnych następstw (E. Meilus). Gdyby nawet miała trwać dłużej, to nie przyniosła by ze sobą rozkwitu wielkiego księstwa.

Aivas Ragauskas
Profesor Litewskiego Uniwersytetu Pedagogicznego w Wilnie, zajmuje się dziejami Wielkiego Księstwa Litewskiego i historią Wilna w epoce nowożytnej. Napisał m.in. Vilniaus miesto valdantysis elitas: XVII a. antrojoje pusėje 1662–1702 m. (2002, Elita władzy Wilna w drugiej połowie XVII w. – lata 1662–1702).

Czy istniała polsko-litewska staropolska sztuka wojenna?

Mirosław Nagielski

Kanony staropolskiej sztuki wojennej zostały wypracowane już na przełomie XV i XVI w. W XVII stuleciu została ona wzbogacona o wiele nowych elementów, czego potwierdzeniem były zwycięstwa pod Kircholmem, Kłuszynem, Chocimiem czy Wiedniem.

Husarz, mal. Józef Brandt, fot. Wikimedia Commons

W XVII w. organizacja i struktura armii litewskiej i koronnej były podobne. W Wielkim Księstwie Litewskim, podobnie jak w Koronie, armia składała się z sił państwowych i niepaństwowych. Te pierwsze podlegały władzom centralnym, tj. królowi i hetmanom; drugie władzom samorządowym bądź osobom prywatnym. Oddziały podległe władzom centralnym to pospolite ruszenie (na Litwie służba ziemska). W odróżnieniu od pospolitego ruszenia w Koronie, litewską służbę ziemską władca mógł podporządkować hetmanom, regimentarzom lub innym dowódcom, dzielić je i kierować na zagrożone granice Wielkiego Księstwa Litewskiego. Ponadto w litewskiej armii były oddziały zaciężne formowane na podstawie decyzji sejmu lub konwokacji litewskich, wybrańcy, żołnierze dymowi lub łanowi oraz chorągwie Tatarów litewskich zobowiązane do służby wojskowej ze względu na posiadane dobra ziemskie. W Koronie zamiast Tatarów istniało wojsko zaporoskie rejestrowe, podległe hetmanom.
Specyfiką Wielkiego Księstwa Litewskiego było powoływanie pod broń ziemian, bojarów i Kozaków z dóbr królewskich, którzy byli zobowiązani do służby z powodu użytkowania ziemi na zasadzie tzw. powinności konnej. Tak jak w Koronie, w trudnych sytuacjach do służby powoływano oddziały ochotnicze, które nie wchodziły w skład sił regularnych i nie pobierały wynagrodzenia. Na Litwie te oddziały stanowiły istotne uzupełnienie regularnej armii, która nie była duża z powodu ograniczonych przychodów skarbu.
Siły samorządowe, powoływane przez sejmiki i miasta, składały się z oddziałów powiatowych wystawianych przez magistraty miast królewskich, wybrańców oraz jednostek prywatnych, czyli chorągwi nadwornych magnatów litewskich. W Koronie dochodziły do tego także wojska ordynackie związane z funkcjonowaniem majoratów, zobowiązanych do wystawienie na potrzeby Rzeczypospolitej określonej liczby żołnierzy.
Należy podkreślić, że w odróżnieniu od Korony, która od przełomu XV i XVI w. wystawiała chorągwie w ramach obrony potocznej, a od 1563 r. wojsko kwarciane dla obrony południowo-wschodniej granicy przed Tatarami, na Litwie do 1648 r. nie było stałych sił zaciężnych poza załogami twierdz. Zaciągi prowadzono w razie wojny, a po zakończeniu działań rozpuszczano je.

Jazda i piechota
Zarówno w wojskach koronnych, jak i w litewskich jednostki jazdy narodowej (husaria i Kozacy, zwani połowy XVII w. pancernymi) dominowały nad piechotą. W XVII w., podczas wojen ze Szwecją, zwiększyła się liczebność piechoty zaciągu cudzoziemskiego, która
w coraz większym stopniu zastępowała dominującą w wieku poprzednim piechotę polsko-węgierską.
Wojskowość litewską od koronnej odróżnia większa liczba dragonii, czyli konnej piechoty. Było to wojsko nowego rodzaju, które na Litwie pojawiło się już w 1618 r. Podczas wojny z Moskwą w połowie XVII w. dragoni stanowili prawie 40 proc. armii litewskiej; w tym czasie w armii koronnej dragonia nie przekraczała 20 proc.
Zarówno w Koronie, jak i na Litwie, malała liczba ciężkiej kawalerii (husarii). Jej stany podniosły się w latach panowania Jana III Sobieskiego, co należy wiązać z konfliktem z Turcją. Na Litwie i w Koronie od połowy XVII w. zaciągano chorągwie lekkie, co jest związane z walkami z Kozakami Bogdana Chmielnickiego i Tatarami oraz Moskwą. Przykładowo w czwartym kwartale 1654 r. w kompucie koronnym służyło 12 rot tatarskich i 11 wołoskich (2408 koni), co stanowiło ponad 20 proc. składu jazdy zaciągu narodowego. W kompucie wojska Wielkiego Księstwa Litewskiego z listopada 1663 r. było 12 rot typu wołosko-tatarskiego, co świadczy o tym, że mimo zakazu ich formowania formułowanego w wielu konstytucjach uchwalanych na sejmach walnych, zaciągi kontynuowano. Było to spowodowane małymi kosztami zaciągu, niskim żołdem służących w niej żołnierzy (31 zł podczas gdy husarz otrzymywał 51 zł, a rajtar 65 zł) oraz wszechstronnością na polu walki. Wojsk tych używano do rozpoznania i działań pościgowych.

Hetmani i naczelne dowództwo
Także w organizacji naczelnego dowództwa, tj. pozycji hetmanów koronnych
i litewskich, było wiele wspólnych elementów. Różnił się za to zakres ich władzy. Przykładowo hetman polny litewski nie podlegał hetmanowi wielkiemu, jak to było w Koronie, co często wzbudzało chaos przy organizacji zaciągów oraz w trakcie prowadzenia działań wojennych. W połowie XVII w. rywalizacja hetmanów na Litwie doprowadziła do tego, że w armii litewskiej powstały dwie odrębne dywizje prawego i lewego skrzydła. Dowodzący nimi hetmani rzadko ze sobą współpracowali, co przyniosło opłakane skutki w pierwszym okresie wojny z Moskwą w latach 1654–1655.
Już w XVI w. w siłach zbrojnych Korony i Litwy poza urzędami hetmańskimi wykształciły się inne dygnitarstwa i urzędy wojskowe, a osoby, które je piastowały, wchodziły w skład sztabu hetmańskiego. W pracach dotyczących wojen Stefana Batorego z Moskwą Henryk Kotarski szczegółowo przedstawił organizację dowodzenia w wojskach koronnych i litewskich. Obok pisarzy, oboźnych, cejgwartów, inżynierów, szancmistrzów, chirurga, kapelana obozowego, prowiantmagistra, stanowniczego czy profosa dowództwo tworzyło jeszcze wiele osób. W połowie XVII w. w ścisłym gronie sztabu hetmana był pisarz polny, generał artylerii, strażnik i oboźny wielcy oraz polni.

Jaki przeciwnik, taka strategia
Podstawowe elementy staropolskiej sztuki wojennej omówił Otton Laskowski, skupiając się jednak na wojskowości koronnej od XVI w. po czasy Jana III Sobieskiego. Jednym z istotnych elementów kształtujących staropolską sztukę wojenną było ukształtowanie wschodniej granicy Rzeczypospolitej i sąsiedztwo tatarskie. Rozległa przestrzeń wymuszała strategię wielkiego rozmachu i wielkich rozstrzygnięć, strategię manewru i ruchu, strategię ducha na wskroś zaczepnego. Dążenie do szybkiego stoczenia rozstrzygającej bitwy wynikało również z ograniczonego budżetu: hetman często dysponował armią opłaconą zaledwie na jeden, dwa kwartały służby, więc musiał jak najszybciej pobić przeciwnika, zanim wojsko rozjedzie się do domu. Stąd preferowane działania jazdy komunikiem, czyli bez taborów. Szybkość i umiejętność wyzyskania specyfiki teatru działań były jedną z istotnych przyczyn sukcesów sił polsko-litewskich w XVI i XVII w.
Związki między wojskowością polską i litewską sięgają czasów panowania pierwszych Jagiellonów. Obie strony łączyła wtedy przede wszystkim wojna z zakonem krzyżackim, ale już wtedy zwracano uwagę na odrębności kształtującej się sztuki wojennej Korony i Litwy. Strategie obu armii kształtowały się pod wpływem zagrożeń: moskiewskiego (Litwa) oraz tatarskiego (Litwa i Korona). W Consilium rationis bellicae hetman Jan Tarnowski pisał, że w wojskowości polskiej i litewskiej widać nie tylko współdziałanie poszczególnych rodzajów kawalerii, ale także innych rodzajów broni, przede wszystkim piechoty. Oczywiście zarówno teatr działań wojennych, przeciwnik, jak i jak własne możliwości powodowały, że sztuka wojenna była dostosowywana do realnych możliwości skarbowo-militarnych Korony i Litwy.

Podobieństwa i różnice
Warto zwrócić uwagę na działania wojenne z okresu panowania dwóch ostatnich Jagiellonów. Przykładem wspólnego wysiłku Korony i Litwy były zmagania z Moskwą i batalia pod Orszą (8 września 1514 r.). W składzie sił Konstantego Ostrogskiego znajdowały się zaciężne oddziały litewskie i służby ziemskiej wielkiego księstwa, a także kilka tysięcy zaciężnej jazdy i 3 tys. piechoty z Korony. Litwinami dowodzili hetmani Ostrogski i Janusz Radziwiłł, na czele oddziałów z Korony stał kasztelan biecki Janusz Świerczowski,
a nadwornymi i pocztami możnych dowodził Wojciech Sampoliński. Aż 40 proc. armii stanowili husarze, 25 proc. kopijnicy, po 15 proc. kusznicy i łucznicy, a 5 proc. jeźdźcy uzbrojeni tylko w broń sieczną. Taki skład armii był uwarunkowany tym, że strona moskiewska dysponowała głównie jazdą lekką, nieposiadającą uzbrojenia ochronnego. Natomiast w piechocie zaciężnej Ostrogskiego większość żołnierzy była uzbrojona w rusznice, co wyraźnie odróżniało siły polsko-litewskie od przeciwnika, niemal całkowicie pozbawionego broni palnej. To oraz brak uzbrojenia ochronnego były głównymi przyczynami klęski sił moskiewskich.
W uzbrojeniu polskich oddziałów zaciężnych i litewskiej służby ziemskiej istniały istotne różnice. Z badań Marka Plewczyńskiego wynika, że w piechocie koronnej rusznice zaczęły wypierać kusze już w końcu XV w., a zastąpiły je całkowicie po wojnie pruskiej w 1522 r.
Był to efekt wykorzystania doświadczeń piechoty węgierskiej, czeskiej i niemieckiej. W oddziałach jazdy polskiej widoczna była redukcja uzbrojenia ochronnego na modłę zachodnią. Coraz częściej ochroną były jedynie napierśniki i napleczniki; w drugiej połowie XVI w. kopijnicy całkowicie porzucili uzbrojenie ochronne, przekształcając się w jazdę husarską. W wojsku litewskim, które nie znało doświadczeń zachodnich, znaczenie broni palnej było wówczas dużo mniejsze niż w armii koronnej. Udział zaciężnych oraz Koroniarzy w wojnach na wschodzie wpływał na modernizację sił litewskich, które dostosowały się do przemian zachodzących na zachodzie Europy.

Wpływy zachodnie
Recepcja przez siły polsko-litewskie nie tylko zachodniego uzbrojenia, ale i taktyki stanowiła rezultat kontaktów z oddziałami zaciąganymi w krajach niemieckich, Czechach i Morawach oraz na Śląsku. Wśród zaciąganych obcokrajowców byli też Pomorzanie, Inflantczycy, Węgrzy, Tatarzy, Mołdawianie i Serbowie. Wynikało to z faktu, że działania wojenne miały miejsce na trzech różnych teatrach operacyjnych: prusko-inflanckim, wschodnim (wojny z Moskwą) oraz południowo-wschodnim (walki z Tatarami). W latach 1506–1574 cudzoziemcy stanowili 21 proc. żołnierzy, najwięcej wśród nich było Niemców, Czechów, Rusinów i Ślązaków. Przynosili oni nowe rozwiązania w zakresie taktyki i organizacji wojska, najnowsze elementy uzbrojenia zaczepnego i ochronnego oraz artykuły wojenne.
W XVI w. z państw i lenn jagiellońskich zaciągnięto 21 tys. żołnierzy niepolskiego pochodzenia i 132 rotmistrzów, natomiast z krajów podporządkowanych Habsburgom ok. 11 tys. żołnierzy i 41 rotmistrzów.
Jak wspomniano, obecność cudzoziemców w armii polsko-litewskiej wpływała na jej organizację i strukturę, ale nie należy przeceniać siły oddziaływania zachodnich wzorców. Niechęć szlachty do obcych, brak środków na zaciąganie kosztownych oddziałów z Zachodu oraz kształtowanie struktury armii przez szlachtę na sejmach to główne przyczyny tego, że mimo licznego udziału żołnierzy pochodzenia niemieckiego w kampaniach XVI w. wpływ wojskowości niemieckiej na polską nie był tak wyraźny. Przyczynial się do tego fakt,
że w Rzeczypospolitej system zaciągu do jazdy był towarzyski, czyli polegający na doborze żołnierzy przez rotmistrzów, co powodowało odporność na oddziaływanie wpływów obcych.

Litwini w Koronie, koroniarze na Litwie
Wspólne polsko-litewskie kampanie prowadzone na trzech teatrach operacyjnych sprzyjały nie tylko ujednoliceniu uzbrojenia w poszczególnych rodzajach broni, ale i przyjmowaniu podobnych rozwiązań w zakresie taktyki i prowadzenia operacji wojennych. Już podczas kampanii Stefana Batorego w latach 1579–1581 zarówno dowódcy z Korony i Litwy, jak i dowodzone przez nich oddziały w pełni współdziałały. W 1579 r. na Połock ruszyło ponad 50 tys. ludzi. W ich składzie były oddziały zaciężne z Korony i Litwy w sile znacznie przekraczającej 20 tys. koni oraz 26 tys. pocztów magnackich i pospolitego ruszenia ziemskiego.
Dowodzenie tak zróżnicowaną armią było nie lada problemem, ale mimo konfliktów w trzech kolejnych wyprawach Batoremu udało się nie tylko zdobyć Połock i Wielkie Łuki, ale też skutecznie zablokować Psków.
Drugim przykładem współdziałania wojsk koronnych i litewskich oraz recepcji uzbrojenia i organizacji poszczególnych rodzajów broni jest kampania smoleńska Władysława IV z lat 1633–1634. Pod murami Smoleńska znalazło się ponad 24 tys. żołnierzy. Armię Władysława IV tworzyły oddziały husarii, Kozaków, rajtarów, petyhorców (litewska lekka jazda), dragonów oraz piechoty niemieckiej i polskiej. Co istotne, w spisie wojska zaciągi litewskie i koronne wyliczono łącznie, co świadczy o pełnym ujednoliceniu poszczególnych oddziałów zaciąganych w Koronie i na Litwie.
W omawianym okresie na czele wojsk koronnych często stali Litwini, a litewskich koroniarze. Przykłady można mnożyć. W 1621 r. pod Chocimiem polsko-litewską armią dowodził hetman wielki litewski Jan Karol Chodkiewicz, a faktycznym dowódcą wyprawy starodubsko-homelskiej w 1535 r. był hetman wielki koronny Jan Tarnowski. W Inflantach, gdzie główny ciężar walk ze Szwedami brały na siebie roty litewskie pod komendą Krzysztofa Radziwiłła „Pioruna”, w 1601 r. pojawiły się oddziały koronne dowodzone przez hetmana wielkiego koronnego Jana Zamoyskiego. W XVII w. w kompucie koronnym służyło wielu Litwinów, w litewskim koroniarzy było mniej. W drugiej połowie XVII w. w kompucie sił koronnych służyło wielu Radziwiłłów i Sapiehów, stojących na czele nie tylko chorągwi w zaciągu narodowym, ale i cudzoziemskim. Przykładowo kasztelan wileński Michał Radziwiłł dowodził regimentem pieszym zaciągu cudzoziemskiego do połowy 1666 r., a pisarz polny koronny Jan Sapieha był dowódcą nie tylko regimentu pieszego, ale i rotmistrzem dwóch rot pancernych. W kampanii beresteckiej 1651 r. brał udział pułk sapieżyński pod komendą podkanclerzego litewskiego Kazimierza Leona Sapiehy. W sumie za rządów Władysława IV w armii koronnej służyło ośmiu Sapiehów. Decyzje o podjęciu służby w Koronie były złożone i często wynikały z układu sił politycznych w Rzeczypospolitej i walki opozycji ze stronnictwem królewskim.
Wspólne kampanie nie tylko sprzyjały ujednoliceniu uzbrojenia, barwy i rozwiązań w zakresie organizacji i struktury poszczególnych rodzajów wojska w obu komputach, ale tworzyły w miarę spójny obraz wspólnej staropolskiej wojskowości dla Litwy i Korony.

Podsumowanie
Nie oznacza to jednak, że między armiami koronną a litewską nie było różnic. Dotyczyły one zarówno uzbrojenia, jak i organizacji oraz struktury. I choć już w XVI w. widać było tendencje do ujednolicenia uzbrojenia w armii litewskiej na wzór sił koronnych, to na wschodnim teatrze operacyjnym dominowała lekkozbrojna jazda, odbiegająca od dominujących w Europie Zachodniej sił ciężkozbrojnych. Upowszechnienie broni palnej i wzrost znaczenia artylerii spowodowały, że rozstrzygającym rodzajem broni stała się piechota. Mimo to w walkach z Moskwą i Tatarami największą rolę odgrywała jazda, coraz częściej zaopatrywana w broń palną. Słuszny jest zatem wniosek, że ze względu na toczone walki na trzech teatrach operacyjnych wojskowość polska i litewska czerpała z rozwiązań zarówno zachodnich, jak i wschodnich. Nie rezygnowano jednak z lekkiej jazdy pozbawionej uzbrojenia ochronnego z uwagi na jej manewrowość i wszechstronność.
Do schyłku rządów Jana Kazimierza w obu komputach służyło wielu cudzoziemców. Dopiero za panowania królów „Piastów” – Michała Korybuta Wiśniowieckeigo i Jana III Sobieskiego – ich liczba zmniejszyła się.
Reasumując, działania na trzech teatrach operacyjnych powodowały przyjmowanie podobnych rozwiązań w zakresie taktyki, ale także sprzyjały ujednoliceniu uzbrojenia oraz organizacji poszczególnych rodzajów broni w armii koronnej i litewskiej.

Mirosław Nagielski
Profesor w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego, zajmuje się historią wojskowości staropolskiej. Opublikował m.in. monografię bitwy pod Warszawą w 1656 roku (Warszawa 1656 – wyd. I 1994).

Uniwersytet Wileński i zasięg cywilizacyjny Europy

Alfredas Bumblauskas
Przeł. Bartłomiej Kowal

Co wspólnego mają ze sobą historia Uniwersytetu Wileńskiego, zasięg baroku w państwie polsko-litewskim, kościół karmelitów w Mścisławiu nad obecną granicą białorusko-rosyjską, Akademia Kijowsko-Mohylańska, granica osadnictwa Żydów w Imperium Rosyjskim opierająca się o Mariupol nad Morzem Azowskim i obecny front doniecki?

Miniatura Uniwersytetu Wileńskiego w Brukseli, fot. A. Bumblauskas

Przebieg frontu donieckiego znamy wszyscy. Dlaczego mielibyśmy o nim mówić w kontekście historycznym? Zacznijmy od tego, że najbardziej znany współczesny historyk cywilizacji i politolog Samuel. P. Huntington poszukiwał granic cywilizacji zachodniej. Czasami jego idea jest uważana za jedną z najbardziej wpływowych koncepcji końca XX w., a za dowód tego twierdzenia przytacza się fakt, że przewidział on wojny bałkańskie. Według Huntingtona cechami wspólnymi cywilizacji zachodniej są: czerpnie ze spuścizny cywilizacji antycznej, chrześcijaństwo zachodnie (a nie wschodnie), wielość języków, rozdzielenie władzy kościelnej i świeckiej, prymat prawa, pluralizm społeczny, reprezentacja polityczna obywateli i indywidualizm. Jak wiadomo, dla Huntingtona granica cywilizacji zachodniej przebiegała przez Ukrainę i Białoruś. Do cywilizacji zachodniej zaliczał on tylko zachodnie części tych państw. Z Ukrainy znalazły się w jej obrębie tylko Galicja ze Lwowem i Wołyń. Większa jej część pozostawała, jego zdaniem, w zasięgu cywilizacji rosyjskiej. Fakt ten, jak się zdaje, zadecydował o losie ukraińskiej broni atomowej.
Warto zwrócić uwagę na korektę koncepcji Huntingtona, której dokonał znany intelektualista „Solidarności”, historyk, Leszek Moczulski. Przesunął on granice cywilizacji europejskiej dużo dalej na Wschód niż proponował to Huntington. Zdaniem Moczulskiego, granica cywilizacji europejskiej jeszcze w XIX w. obejmowała całą przestrzeń byłego państwa polsko-litewskiego przyłączoną do Imperium Rosyjskiego, a zatem Białoruś i całą Ukrainę.

Punkt Mariupola
Patrząc na mapę, warto zwrócić uwagę na Morze Azowskie (nazwijmy je punktem Mariupola), w którym schodzi się kilka linii nakreślonych przez Moczulskiego. Punkt Mariupola to przede wszystkim granica między chłopskim gospodarstwem indywidualnym i rosyjskim systemem kolektywnego posiadania ziemi przez chłopów. Zaznaczyła się ona wyraźnie po ich uwłaszczeniu i zniesieniu pańszczyzny w Imperium Rosyjskim w 1861 r. Na zachód od tej linii własność ziemi była zindywidualizowana, a więc nie dokonywano okresowej redystrybucji ziemi między członków wspólnoty wiejskiej (mir). Ponadto o Mariupol opiera się granica osadnictwa żydowskiego. Na wschód od tego miasta Imperium Rosyjskie zakazało osiedlać się Żydom
z Polski i Litwy. Gdy pokazałem granicę osadnictwa żydowskiego (1835–1917) w Kijowie, ukraiński historyk Borys Czerkas powiedział, że nigdy nie pomyślałby, że ta granica pokrywa się z granicą byłego hetmanatu. Hetmanat to forma ukraińskiej państwowości pod protektoratem rosyjskim, o której niemal całkowicie zapominamy. O co chodzi? Nawet po przyłączeniu wschodniej Ukrainy do Rosji w wyniku ugody perejasławskiej w 1654 r., jeszcze przez sto lat istniał ukraiński hetmanat, czyli autonomiczny kraj pod władzą kozackiego hetmana mający niezależność od Moskwy. Niektórzy gotowi są myśleć, że lewobrzeżna Ukraina była już wówczas po prostu częścią Rosji,
ale tak przecież nie było. Hetmanat został zlikwidowany dopiero w połowie XVIII w.
To jednak nie wszystko. Punkt Mariupola wyznacza również granicę łacińskiego szkolnictwa. I w tym kontekście również ważny jest hetmanat, w którym za czasów Mazepy obowiązywał system oświaty przyjęty w pierwszej połowie XVII w. w Kolegium Kijowsko-Mohylańskim założonym w 1632 r. przez Piotra Mohyłę. Wzorcem był program nauczania opracowany na wzór programu Uniwersytetu Wileńskiego, ponieważ sam Piotr Mohyła był wychowankiem wileńskich jezuitów, który później przebywając wśród Rusinów, zdecydował się pozostać przy prawosławiu i stworzył system prawosławnej oświaty.
Znaczenie punktu Mariupola dodatkowo uwypukla naniesienie na mapę granicy zasięgu baroku. Wywodzący się od jezuitów system oświaty w zasadzie pokrywa się z nim. Polscy historycy sztuki już dawno doszli do wniosku, że barok wileński (nazywany niekiedy barokiem Glaubitza) jest odmianą baroku sięgającą najdalej na wschód Europy. Glaubitzowski kościół karmelitów w Mścisławiu, leżący blisko 500 km na wschód od Wilna i 100 km na wschód od Dniepru, jest tego najlepszym dowodem. W tym kontekście należy wspomnieć też o „ukraińskim baroku”, który rozkwitł w hetmanacie, tj. w Kijowie
i na Ukrainie lewobrzeżnej. A przecież pochodzenie tego baroku jest jawnie wileńskie, jego architektem był Jan Zaor, znany również jako Iwan Baptysta lub Йоганн-Баптист Зауер, który przybył z Wilna do hetmanatu w końcu XVII w.
Nie przypadkiem polski historyk Stanisław Alexandrowicz zwracał uwagę, że Uniwersytet Wileński był najdalej na wschód wysuniętą rubieżą zachodniej cywilizacji. Granica jego wpływów pokrywała się z innymi granicami rozdzielającymi dwie cywilizacje.

Uniwersytet Wileński i duch Europy
Często mówi się, że między uniwersytetem i kulturą europejską można postawić znak równości. Uniwersytety tworzyły tożsamość Europy. Granice łacińskiego systemu oświaty, na którego szczycie są uniwersytety, to granice Europy. Idea uniwersytetów jako cieszących się autonomią miejsc badań naukowych i nauczania, która była fundamentem ich historii, obecnie jest szczególnie aktualna, ponieważ często pragmatyczne, komercyjne podejście do uniwersytetu pogrąża ową fundamentalną ideę uniwersyteckiego poszukiwania wiedzy.
Uniwersytet Wileński powstał w drugiej fali powstawania tego typu uczelni i przez długi czas był uniwersytetem o najszerszym zasięgu oddziaływania. Pod względem bezpośredniego zasięgu oddziaływania nie miał sobie równych
w Europie – Uniwersytet Wileński kreślił granice cywilizacji europejskiej. Założony został jako 112. uniwersytet w Europie. Polacy nie bez przyczyny szczycą się, że przez 200 lat najbardziej na Wschód wysuniętym punktem cywilizacji zachodniej i łacińskiej sieci uniwersytetów był Uniwersytet Jagielloński. Po nim tę rolę pełnił Uniwersytet Wileński, a później, w 1755 r., status ten przejął Uniwersytet Moskiewski. Mówimy „najbardziej wysunięty na Wschód”, czyli peryferyjny, jednak za czasów jezuitów tak nie było. Ratio studiorum było systemem, który obowiązywał na każdym uniwersytecie jezuickim, wszędzie wprowadzano ten sam system i studia tego samego poziomu. Nie bez przyczyny na Uniwersytet Wileński przybywała profesura wywodząca się z odległych krajów, od Hiszpanii do Norwegii, a zasięg jego wpływu był olbrzymi, sięgał aż do Kijowa i nad Dniepr.
Jak udowodnić, że Uniwersytet Wileński w trakcie pierwszego stulecia działalności (do pechowego 1655 r., gdy rosyjscy najeźdźcy splądrowali Wilno) należał do setki najlepszych europejskich uniwersytetów? Bardzo prosto. W sumie uniwersytetów było 112 i do połowy XVII w. liczba ta nie przekroczyła 150. Nie porównujmy Uniwersytetu Wileńskiego z uniwersytetami protestanckimi, takimi jak w Wittenberdze, Genewie, Lejdzie, Bazylei, Cambridge czy Oxford. Było ich w połowie XVII w. około 40. Uważa się je zwykle za pionierskie, związane z postępem naukowym w Holandii czy Anglii. Odrzućmy też 40 katolickich uniwersytetów włoskich, które działały bez przerwy od średniowiecza. Jednak z pozostałymi 70 Uniwersytet Wileński może śmiało konkurować, tym bardziej, że z tego grona można łatwo odrzucić 30 takich, które w XVII w. zostały zamknięte i nikt o nich nawet nie pamięta. To oznacza, że konkurentów Uniwersytetu Wileńskiego jest około 40.
Niczym nie ustępowała wileńska Alma Mater innym placówkom, gdyż postacie reprezentujące Uniwersytet Wileński w pierwszej połowie XVII w. to osoby zasłużone i wybitne. Jeśli nazwiska niewiele komuś mówią, to niech wie, że Logica Marcina Śmigleckiego została doceniona nie tylko na uniwersytetach jezuickich, ale też w Anglii. Dokładnie to samo moglibyśmy powiedzieć o Macieju Kazimierzu Sarbiewskim (1595–1640), uwieńczonym w Rzymie przez papieża „laurem poetyckim”. Można jeszcze wspomnieć o Zygmuncie Lauksminie (1596/1597–1670), autorze podręczników retoryki i muzyki oraz o wielu innych – całej plejadzie jezuickich profesorów, którzy publikowali w XVII w. w Europie Zachodniej. Przypomnijmy jeszcze naszego świętego – męczennika Andrzeja Bobolę (1591–1657). Jak twierdzi litewski historyk Edvardas Gudavičius, święty to ważniejszy tytuł niż „wielki”, zatem nie powinno dziwić współczesne upamiętnienie świętego pamiątkową tablicą w kościele św. Jana w Wilnie. Wszystko to pozwala twierdzić, że Uniwersytet Wileński w połowie XVII w. musiał należeć do setki najlepszych europejskich uniwersytetów.
Jako jedna z najlepszych europejskich uczelni, Uniwersytet Wileński wprowadzał nas również w świat baroku, który na wschodzie sięgał Filipin, Makao (portugalskiej kolonii w Chinach) czy Goa w Indiach. Do wejścia na Litwę owego barokowego, łacińskiego świata w przyczynił się Mikołaj Krzysztof Radziwiłł „Sierotka”, budując w Nieświeżu kościół jezuicki wzorowany na rzymskim kościole Il Gesù. Radziwiłł został też jednym z pierwszych pielgrzymów w historii Litwy – udał się do Egiptu i Ziemi Świętej; zainicjował również dokładny opis kartograficzny Wielkiego Księstwa Litewskiego.
Z nim możemy wiązać nie tylko początek baroku, ale i – przez wspólny herb Trąby – naszego pierwszego światowego misjonarza Andrzeja Rudominę, który udał się do Goa, a następnie do Makao, gdzie zajął się działalnością misyjną. Uważa się, że napisał kilka dzieł po chińsku, a zmarł w Chinach w 1631 r.
W ten sposób – za pośrednictwem baroku i Uniwersytetu Wileńskiego – wkroczyliśmy w światowe życie od Filipin do Brazylii, Argentyny, Chile i Meksyku. To, że taka ocena roli Uniwersytetu Wileńskiego nie jest wyłącznie geograficzna, było jasne już wtedy, gdy jezuici zakładali ten uniwersytet.
A i tego nie można pominąć że otwierają się nam tutaj szerokie drzwi do Moskwy, a z niej przez Tartarję będziemy mogli przedrzeć się do Chin. Prócz tego nie należy zapominać o Szwecji i Liwonji, do których to krajów będzie można także się dostać i należy prosić Boga, by zechciał miłosiernem okiem wejrzeć na te wszystkie narody, pisał w raporcie do Rzymu wiceprowincjał jezuitów Francisco Sunyer.

Kulminacja, albo między globalnym i lokalnym
Często na jezuitów patrzy się z góry. Napoleon niszczył uniwersytet jezuickie, nie uważał jezuickich studiów za prawdziwą naukę, ponieważ nie można jej było zastosować na wojnie. To właśnie on odwrócił uniwersytet od Kościoła i skierował ku koszarom. Idea uniwersytetu jako rodzaju akademii sztuki wojennej, od której nie uratował nas nawet duch humanistycznej równowagi Aleksandra Humboldta, przetrwała do współczesności. Dziś bardzo często uniwersytety oceniane są w duchu postępu naukowego czy scjentyzmu, który pojawił się w epoce oświecenia.
Tworząc Uniwersytet Wileński, jezuici myśleli na poziomie światowym, jednak musieli uwzględnić także opinie i oczekiwania litewskiej elity, biskupa wileńskiego Waleriana Protasewicza i magnatów, którzy domagali się, aby litewski uniwersytet był tworzony jako przeciwwaga dla uniwersytetu w Krakowie. W ten sposób po unii lubelskiej chciano wykazać, że Litwa jest samodzielnym państwem. Zatem Uniwersytet Wileński ucieleśnia państwowość Litwy i jednocześnie rozmach o skali światowej.
Na początku XIX w. po rewolucji francuskiej i wojnach napoleońskich w Europie, spośród 150 uniwersytetów pozostały zaledwie 83. Uniwersytet Wileński przeżył już jedno stulecie nieszczęść – od potopu w połowie XVII w. do połowy XVIII w. – dlatego trudno spodziewać się, że w tym czasie mogły dokonać się jakieś szczególne zmiany. Ale pod koniec XVIII w. Uniwersytet Wileński podniósł się z upadku. Co prawda zakon jezuitów skasowano, ale uniwersytet jeszcze pół wieku funkcjonował z byłymi jezuitami. Przykładowo jezuita Marcin Poczobutt założył obserwatorium uniwersyteckie, które w owym czasie trafiło do piątki najlepszych europejskich obserwatoriów i ten wysoki poziom utrzymało przez lata. Nie bez powodu w 1812 r. na drwiące pytanie Napoleona: jakiej to fizyki uczy się w Wilnie?, Jan Śniadecki odpowiedział: takiej samej jak w Paryżu.
Zdaje się, że dotąd nie postawiliśmy pytania, kiedy nastąpił rozkwit Uniwersytetu Wileńskiego. Na początku XIX w. najsłynniejszym wychowankiem uniwersytetu, najczęściej opisywanym na świecie według WorldCatIdentities był Adam Mickiewicz. Obok niego – Juliusz Słowacki i cała plejada przedstawicieli nauk przyrodniczych – Śniadeccy, czy Frank. Dlatego za moment kulminacyjny jestem skłonny uważać pierwsze trzydziestolecie XIX w. W owym czasie na uniwersytecie pracował historyk rangi europejskiej Joachim Lelewel, którego dzieło Historyka(1815) jest początkiem teorii nowoczesnej historiografii. A stulecie Poezji Adama Mickiewicza w 1922 r. uroczyście upamiętnił Józef Piłsudski, zapraszając syna poety Władysława i w ten sposób demonstrując, że dla polskiego Uniwersytetu Stefana Batorego niezmiernie istotna jest cała historia Uniwersytetu Wileńskiego.
Polski Uniwersytet Stefana Batorego przynajmniej pod jednym względem potwierdza także, że były tu kreślone granice cywilizacji zachodniej. Profesor Marian Zdziechowski założył tu Instytut Naukowo-Badawczy Europy Wschodniej. Można powiedzieć, że Zdziechowski był jednym z pierwszych sowietologów na świecie.
Nie sposób nie wspomnieć także Czesława Miłosza, w którego twórczości znajdujemy przemyślenia na temat wolności, komunizmu, cywilizacji zachodniej i Europy Środkowej. A przecież to on powiedział: Jest błogosławieństwem, jeżeli ktoś otrzymał od losu takie miasto studiów szkolnych i uniwersyteckich, jakim było Wilno, miasto dziwaczne, barokowej i włoskiej architektury przeniesionej w północne lasy i historii utrwalonej w każdym kamieniu, miasto czterdziestu katolickich kościołów, ale i licznych synagog;
w owych czasach Żydzi nazywali je Jerozolimą Północy. Słowa te wypowiedział
w 1980 r., podczas ceremonii wręczenia Nagrody Nobla.
Trzeba przyznać, że niemała część historii Uniwersytetu Wileńskiego nie znalazła należnego miejsca w litewskiej pamięci. Dopiero obecnie dawny uniwersytet trafia na właściwe miejsce w narodowej narracji. Najlepszym tego dowodem jest zespół architektoniczny Uniwersytetu Wileńskiego w parku Mini-Europa w Brukseli. Jedynie Litwa reprezentowana jest tam poprzez swój uniwersytet.

Alfredas Bumblauskas
Profesor Uniwersytetu Wileńskiego, zajmuje się dziejami Wielkiego Księstwa Litewskiego, jego spuścizną i pamięcią kulturową. Opublikował m.in. Wielkie Księstwo Litewskie. Wspólna historia podzielona pamięć (Lietuvos Didžioji Kunigaikštija ULB, Vidurio Rytų Europa, 2011, wyd. polskie 2013).

Dwa razy barok: Wilno i Warszawa

Piotr Ługowski

Architektura barokowa w Polsce przypada na dwa stulecia, począwszy od panowania Zygmunta III Wazy aż czasy stanisławowskie. Przyglądając się dwóm ówczesnym stolicom Rzeczypospolitej – Warszawie i Wilnu, można prześledzić, jak zmieniała się architektura w obu częściach państwa.

Wilno, kościół kanoników laterańskich p.w. Piotra i Pawła na Antokolu, fot. P. Jamski

W pierwszym stuleciu baroku główną rolę odgrywali architekci włoscy. Za sprawą dworu Wazów sprowadzeni zostali do Warszawy, a następnie do Wilna architekci Matteo Castello (ok. 1560–po 1629) oraz Constante Tencalla (1590–1646). Obaj pochodzili znad jezior lombardzkich (canton Ticino), obaj wcześniej pracowali w Rzymie. Tencalla przy Bazylice św. Piotra, zaś Castello u boku krewnego Carla Maderny m.in. przy świątyniach Santa Susanna czy San Andrea della Valle. Już przed 1619 r. Matteo Castello odnotowany został jako budowniczy zamku królewskiego w Warszawie. Zawdzięczamy mu ukończenie pięciobocznego korpusu zamkowego powstałego z fundacji Zygmunta III
z dominującą na osi wieżą. Monarcha był także fundatorem licznych obiektów sakralnych. Wzniósł kaplicę Carów Moskiewskich (1620, proj. Matteo Castello) oraz zlokalizowany na Starym Mieście, w sąsiedztwie kolegiaty św. Jana, powstały w latach 1609–1620 kościół jezuitów prowincji litewskiej, który do 1668 r. pełnił funkcję prywatnego kościoła dworskiego Wazów.
Równocześnie z fundacjami warszawskimi Zygmunt III podjął się fundacji Wilnie. Wybudował kaplicę św. Kazimierza przy katedrze wileńskiej (1623–1631), która miała podkreślać związek dynastii Wazów z Jagiellonami. Jej budowniczym był Tencalla. Miała kwadratowy rzut i była przykryta kopułą, zaś wnętrze ozdobiono okładziną kamienną oraz figurami królów w niszach. Pierwotne wyposażenie zniszczone przez Moskali w 1655 r. odnowiono w latach 1678–1692 przy udziale Michelangelo Palloniego (1637–1712), który wykonał freski, i Giovanniego Pietra Pertiego (1648–przed 1714), autora dekoracji sztukatorskiej. Dzieło przywołuje na myśl w pierwszej kolejności kaplicę Zygmuntowską, a następnie rzymskie Capella Sistina i Capella Paolina przy Santa Maria Maggiore. Z Tencallą badacze wiążą także wileński kościół karmelitów trzewiczkowych p.w. św. Teresy (1634–1652), świątynię której fasada jest najlepszym rzymskim importem ówczesnej Rzeczypospolitej. Po powrocie do Warszawy Tencalla pracował dla zakonów i magnaterii,
a także zaprojektował i wzniósł kolumnę Zygmunta III powstałą z fundacji Władysława IV.
Z końcem panowania Zygmunta III w orbicie dworu monarszego pojawił się rzymianin Giovani Battista Gisleni (1600–1672) – muzyk i architekt królewski, który na ziemie korony wprowadził świeży powiew rzymskiego, dojrzałego baroku. W Warszawie pojawił się najprawdopodobniej ok. 1630 r. Jemu zawdzięczamy projekt wystroju Gabinetu Marmurowego w na Zamku Królewskim (1643). W początku lat pięćdziesiątychtych Gisleni zaprojektował w Warszawie m.in. kościół brygidek św. Trójcy przy ul. Długiej (niezachowany), który dał początek warszawskim świątyniom ścienno-filarowym, a okazała fasada wywodząca się z rzymskiego Il Gesù, oddziaływała na późniejsza architekturę, nie tylko stołeczną. W 1652 r. Gisleni pojawił się także w Wilnie, gdzie wraz z przybyłym z Rzymu rzeźbiarzem Franceschiem de Rossim zaprojektował dla bp. Jerzego Tyszkiewicza jego nagrobek (ostatecznie zrealizowane zostało jedynie popiersie autorstwa De Rossiego, od XVIII w. w katedrze wileńskiej). Pobyt w Wilnie zaowocował także innymi drobnymi realizacjami.

Warszawa, kościół wizytek Opieki św. Józefa Oblubieńca Niepokalanej Bogurodzicy Maryi, fot. P. Ługowski

Perła sztukatorstwa europejskiego
Dziełem wybitnym, nie mającym swojego odpowiednika w architekturze warszawskiej jest kościół kanoników laterańskich św. Piotra i Pawła na Antokolu. Świątynia powstała z fundacji wojewody wileńskiego i wielkiego hetmana litewskiego Michała Kazimierza Paca, który pragnął wznieść kościół jako wotum za zwycięstwo nad Moskwą. Budowę rozpoczęto w 1668 r., a prace trwały do 1676 r. Kierowali nimi najpierw krakowski budowniczy Jan Zaor (zm. 1672), a następnie Giovanni Battista Frediani (ok. 1630–po 1693). Kościół wybudowany został na planie krzyża łacińskiego, z kopułą umieszczoną na skrzyżowaniu nawy i transeptu. Dla oceny wartości artystycznej szczególne znaczenie ma powstały w latach 1677–1684 wystrój sztukatorski świątyni. Bardzo bogata dekoracja pokrywająca wszystkie ściany i sklepienia kościoła realizowana była przez sprowadzonych przez Paca znad jezior lombardzkich Giovanniego Pietra Pertiego oraz Giovanniego Marię Galliego. We wnętrzu świątyni poza bogatą dekoracją ornamentalną znajduje się ponad 600 postaci wykonanych w stiuku. Zarówno sposób kształtowania wizerunku osób, jak i draperii wskazuje na bardzo dobrą znajomość włoskiej, zwłaszcza rzymskiej, rzeźby kręgu Gianlorenza Berniniego i Alessandra Algardiego. Kościół konsekrowano w 1701 r. Zdaniem badaczki świątyni, można ją z powodzeniem umieścić wśród największych arcydzieł sztukatorstwa tej epoki.

Wilno, kościół misjonarzy Wniebowstąpienia Pańskiego, fot. W. Boberski

Tylman i włoska mafia budowlana
Jedną z ważniejszych osób, które odcisnęły piętno na architekturze warszawskiej był Holender Tylman van Gameren – nadworny architekt marszałka wielkiego koronnego Stanisława Herakliusza Lubomirskiego. Jego działalność w Warszawie datuje się od początku lat siedemdziesiątych XVII w. Był autorem projektów licznych pałaców (przebudowa wnętrza zamku Ujazdowskiego, przebudowa tzw. Pałacu Sandomierskiego, pałac Gnińskich i pałac Kotowskich, pałac Krasińskich). Do jego ważniejszych stołecznych realizacji sakralnych należy kościół i klasztor bernardynów na Czerniakowie oraz monumentalny kościół sakramentek na Nowym Mieście. Obie świątynie założone na planie krzyża greckiego przykryte zostały kopułami. Elewacje świątyń dosyć oszczędne w wyrazie, o linearnej artykulacji zaznaczonej za pomocą pilastrów toskańskich i gzymsów. Kościół czerniakowski pełnił funkcje mauzoleum rodowego Lubomirskich, a także mauzoleum
św. Bonifacego, którego doczesne szczątki spoczęły w konfesji ustawionej wewnątrz świątyni. Wnętrze ozdobione zostało malowidłami freskowymi ujętymi bogatą dekoracją stiukową. Kościół sakramentek, dominujący w krajobrazie rynku Nowego Miasta, posiada wnętrze całkowicie odmienne od świątyni czerniakowskiej. Jest ono spójne z architekturą zewnętrzną, ubogie w dekoracje, o wstrzemięźliwym detalu architektonicznym. Wszystko to składa się na klasyczne ujęcie barokowej architektury, które będzie kontynuowane z powodzeniem w kolejnym stuleciu.
Poza wybijającym się Tylmanem, stołeczne środowisko architektoniczne tworzyła grupa architektów pochodzących znad jezior lombardzkich, głównie z Valsoldy – krainy położonej nad jeziorem Lugano. Profesor Mariusz Karpowicz nazwał ich włoską mafią budowlaną, która całkowicie zdominowała środowisko architektów czwartej ćwierci XVII w. Na jej czele stali Isidore Afaitata z Albogasio, a następnie Giuseppe Simone Bellotti z San Mamete. Z ich inicjatywy do Warszawy przybyły rodziny artystyczne Bellottich, Ceronich, Solarich i Fontanów. Spośród „ojców chrzestnych” na szczególną uwagę zasługuje Giuseppe Simone Bellotti. To właśnie on był projektantem jednej z największych świątyń warszawskich – kościoła misjonarzy św. Krzyża przy Krakowskim Przedmieściu. Ta ścienno-filarowa świątynia budowana była w latach 1679–1696 z fundacji prymasa Michała Stefana Radziejowskiego.
W momencie konsekracji nie ukończono jeszcze jej dwuwieżowej fasady. Prace budowlane kontynuował Giuseppe Fontana (1737), a następnie jego syn Jakub, który w połowie XVIII w. nadał fasadzie późnobarokowy kształt. Największy ruch budowlany miał miejsc w ostatniej ćwierci XVII i pierwszej ćwierci XVIII w. Wówczas powstały świątynie reformatów (1668–1680 proj. Isidore Afaitati lub Giuseppe Simone Bellotti), franciszkanów (1679–1698, 1713–1733, proj. Giovani Battista Ceroni, wyk. Domenico Ceroni, Giuseppe Fontana i Jakub Fontana), kapucynów (1683–1693; proj. Agostino Locci, wyk. Carlo Ceroni) i Paulinów (1707–1730, proj. Giuseppe Piola, wyk. Francesco Ceroni).
Do pewnego stopnia monopol Włochów w Warszawie został przełamany za sprawą Wettynów z początkiem XVIII w. August II Mocny ukierunkowany na Francję w 1710 r. utworzył w Warszawie służbę architektoniczną – Bauamt, która stanowiła polski odpowiednik drezdeńskiego Oberbauamtu (Saskiego Urzędu Budowlanego), założonego w latach dziewięćdziesiątych XVII w. Ten z kolei odzwierciedlał Batiments du Roi – służbę architektoniczną Ludwika XIV. W związku z powstaniem urzędu budowlanego do Warszawy przybywali z Saksonii liczni architekci, artyści i rzemieślnicy, którzy znajdowali pracę przy realizacjach związanych z dworem królewskim. Dotyczyło to głównie budowli świeckich finansowanych ze szkatuły Augusta Mocnego, a później Augusta III. Z czasem niektórzy architekci podejmowali prace na rzecz magnaterii, głównie przy modernizacji rezydencji. Budowa obiektów sakralnych nadal pozostawała domeną Włochów.
Architektura XVII w. w obu ośrodkach opierała się głównie na architektach włoskich, jak i na wzorcach pochodzących z Italii. Zwłaszcza widoczne jest to na początku wieku, kiedy ci sami, rzymscy architekci działający z fundacji Wazów projektowali zarówno w Warszawie, jak i w Wilnie. W drugiej połowie stulecia sytuacja się zmieniła. Do Wilna sprowadzeni zostali architekci za pośrednictwem magnaterii (głównie Paców i Sapiehów), która pozyskiwała ich również z Warszawy (np. Frediani). Możliwe, że cześć artystów przybyła także dzięki koneksjom rodzinno-towarzyskim osób już pracujących. W Warszawie do głosu doszli valsoldczycy kontynuujący zbieżny z tylmanowskim, klasyczny wariant w architekturze sakralnej, który będzie praktykowany przez kolejne pokolenie, do końca panowania Wettynów. Warszawska architektura rezydencjonalna XVIII wieku, tworzona głównie przez Sasów, ukierunkowana była na Francję. W Wilnie z końcem lat dwudziestych XVIII w. Włosi niemal całkowicie znikają ze środowiska architektonicznego.
W Wilnie na przełomie XVII–XVIII w. trwał ożywiony ruch budowlany. Powstały wówczas świątynie na planie podłużnym dominikanów św. Filipa i Jakuba (1690–1718), misjonarzy Wniebowstąpienia Pańskiego (1695–1730), jezuitów św. Rafała (1715–1730). Budowano także kościoły na planie centralnym. Wystarczy wspomnieć ośmioboczny kościół trynitarzy Pana Jezusa na Antokolu z fundacji Kazimierz Jana Sapiehy wzniesiony w latach 1694–1716 przypuszczalnie według projektu Giovaniego Battisty Fredianiego. Jego współpracownik Giovanni Pietro Perti nadzorował prace budowlane oraz wykonał wystrój sztukatorski.
Jedną z ostatnich świątyń zaprojektowaną przez nieokreślonego włoskiego architekta (według abrysu rzymskiego) był kościół wizytek Serca Pana Jezusa. Wzniesiony został na planie krzyża greckiego w latach 1729–1737. Druga faza budowy przypadła na pierwsza połowę lat czterdziestych. Widniejąca na kracie tamburu kopuły data 1744 wskazuje zakończenie prac przy jej wznoszeniu.
Równocześnie z kościołem wileńskim, w Warszawie również powstawał kościół sióstr wizytek, wznoszony z fundacji Elżbiety Sieniawskiej, żony hetmana Adama Mikołaja Sieniawskiego. Budowniczym i zapewne projektantem świątyni był Carlo Antonio Bay. Tu też możemy wyodrębnić dwie fazy budowy świątyni. Pierwsza przypadła na lata 1728–1736. Druga realizowana w latach 1755–1761 finansowana była przez Zofię Sieniawską i jej męża wojewodę ruskiego Augusta Aleksandra Czartoryskiego. Na uwagę zasługuje zaprojektowana przez Baya monumentalna kolumnowa fasada świątyni. Jej plastyczne ukształtowanie uzyskano poprzez wysuwanie płaszczyzny ściany spomiędzy kolumn tworzących strukturę elewacji. Szczyt o rokokowym już charakterze wybudowany został po 1755 przez ówczesnego najwybitniejszego architekta pochodzenia włoskiego – Jakuba Fontanę

Wilno, kościół pojezuicki św. Jana Chrzciciela i Jana Ewangelisty. Zespół ołtarza głównego, fot. P. Jamski

Nowe ukierunkowanie Wilna
Od końca lat dwudziestych XVIII w. miejsce Włochów zaczęli zajmować architekci pochodzący z niemieckojęzycznych krajów Europy środkowej: Austrii, Śląska i Niemiec południowych, a także z Bawarii. Już w 1728 r. odnotowany jest w Wilnie architekt Abraham Wurtzer. Momentem przełomowym był rok 1737, kiedy miasto nawiedził ogromny pożar, który strawił znaczną część miasta. Konsekwencją pożogi było zniszczenie wielu budowli sakralnych. Niedługo potem nastąpiło wzmożenie ruchu budowlanego z jednoczesną zmianą kierunków w architekturze. Do Wilna przybywali kolejni architekci, przede wszystkim Johann Christoph Glaubitz, a przed połową stulecia Franz Hoffer, Joachim Herdegen i Johan Tobias de Diderstein.
Na szczególną uwagę zasługuje Glaubitz, który na szeroką skale wprowadził do Wilna rozwiązania stylistyczne proweniencji habsbursko-niemieckiej. Pochodził ze Śląska i był protestantem wyznania ewangelicko-augsburskiego. W latach 1732–1733 przebywał
w Gdańsku gdzie odbywał praktykę czeladniczą w warsztacie Gottfrieda Förstera. Do Wilna przybył po pożarze w 1737 r. i swoją prace rozpoczął od odbudowy w latach 1739–1743 zboru ewangelicko-augsburskiego. Dosyć szybko stał się czołowym architektem miasta. Był też angażowany przez wileńskie zakony, także poza Wilnem, na terenie Wielkiego Księstwa Litewskiego. Prowadząc restauracje świątyń wileńskich, architekt wprowadzał znaczne ich modyfikacje, łącznie z przekształcaniem całych brył budowli, nadając im lekkie sylwety w duchu późnego baroku i rokoka.
W latach 1741–1743 Glaubitza zatrudniono do prac przy kościele benedyktynek św. Katarzyny Aleksandryjskiej. Zaprojektował nową fasadę, a także wybudował szczyt nad łukiem tęczowym. Szczególnie tam widoczna jest różnica pomiędzy prostą, skromną artykulacją korpusu kościoła, pozostałości po wcześniejszej fazie budowy, a ozdobnym zaproponowanym przez Glaubitza zwieńczeniem. Architekt wprowadził także malownicze górne kondygnacje wież fasady, o smukłej sylwecie z falującymi gzymsami, narożnymi pilastrami przechodzącymi u dołu w wolutę, które stały się charakterystyczne dla architektury barokowej Wilna. Do najciekawszych dzieł Glaubitza należy zaliczyć fasadę kościoła jezuitów św. Jana Chrzciciela i Jana Ewangelisty, która podziwiać możemy z dziedzińca Uniwersytetu Wileńskiego. Powstała ona w latach 1745–1748. Dolna jej partia tworzy wysoki boniowany cokół na którym nadbudowane są wyższe kondygnacje kolumnowe, zwieńczone niewielkim szczytem. Kolumny, umieszczone na rożnych płaszczyznach, przeplatają się z pilastrami, obejmując otwory okienne.
Ważnym obiektem jest również kościół misjonarzy powstały w latach 1694–1730. W latach 1750–1756 świątynia przeszła gruntowną modernizację przypisywaną Glaubitzowi, m.in. poprzez podwyższenie wież do wysokości aż 48 m oraz przekształcenie szczytów i oprawy okien w duchu rokoko. Jak wykazują badacze, architektura kościoła stanowi syntezę dwóch epok: dojrzałego baroku (przed 1730) oraz fazy rokokowej (1750–1756) przez co jest doskonałym przykładem tego co działo się także z wielu innymi świątyniami.
Do wybitnych projektów wileńskiego mistrza należy włączyć także budowę w latach 1753–1754 wspaniałej kopuły kościoła jezuitów św. Kazimierza.
W miejsce zniszczonej przez pożar w 1749 r. kopuły, architekt zaprojektował wielostopniową falującą czaszę oświetloną lukarnami, z latarnią zwieńczoną mitrą książęca. Kopuła stała się wzorem dla innych realizacji na terenie Wielkiego Księstwa Litewskiego.
Omawiając architekturę wileńską, należy także wymienić dwa sztandarowe obiekty zlokalizowane poza Wilnem, ważne dla omawianego typu, a jednocześnie wiązane z Glaubitzem. Są to: sobór św. Zofii w Połocku (1738–1762) oraz nieistniejąca cerkiew bazylianów w Berezweczu (1756–1763). Zwłaszcza falująca fasada tej ostatniej przykuwała uwagę swoim dynamizmem oraz rzeźbiarskim charakterem.
W przedstawianej problematyce nie może zabraknąć charakterystycznych dla Wilna rozbudowanych przestrzennie zespołów ołtarzowych. Powstawanie nowych struktur ołtarzowych wiązało się z koniecznością odbudowy wystroju świątyń po pożarach, zwłaszcza po wielkim pożarze w 1737 r. Wówczas to powstało nowe wyposażenie do czterech kościołów jezuitów, dwóch dominikańskich, karmelitańskich (św. Teresy i Wszystkich Świętych), bernardynów św. Anny oraz cerkwi św. Ducha. Ze względu na łatwopalność materiału rezygnowano z drewna na rzecz ołtarzy murowanych, w których wykonywano stiukowe marmoryzacje i rzeźby. Te rozbudowane struktury ołtarzowe wywodzą się od dekoracji teatralnych zwanych Theatrum Sacrum przygotowywanych
w świątyniach na różne uroczystości religijne. Charakteryzują się wieloplanowością, perspektywicznym ujęciem, ażurową strukturą, przez którą otrzymujemy otwarcia na kolejne plany. Do najwybitniejszych dzieł należy zespół ołtarzy w prezbiterium kościoła św. Jana (Glaubitz, 1739–1745) oraz zespół ołtarzowy w kościele dominikanów św. Ducha (Hoffer, 1753–1760). Wileńskie zespoły ołtarzowe wybijają się na tle małej architektury Rzeczypospolitej. W stołecznej Warszawie jeśli możemy mówić o wieloplanowości struktur ołtarzowych (oczywiście nie na skale wileńską) to jedynie w dwóch przypadkach. Mam na myśli kościół bernardynów św. Anny (Carlo Antonio Bay, ok. 1730) oraz kościół karmelitów Wniebowzięcia NMP (Bay, po 1737; Plersch, 1749) W obu świątyniach pierwszoplanowa kolumnowa struktura ołtarzowa ustawiona w połowie prezbiterium w części centralnej otrzymała drugi plan z wizerunkiem odnoszącym się do wezwania świątyni.
Podsumowując działalność Glaubitza, przez którego pryzmat widoczny jest ogół tendencji panujących w architekturze, można zacytować prof. Jerzego Kowalczyka: bryły świątyń czynił niezwykle smukłymi poprzez nadbudowę wież, wieńcząc je ażurowymi hełmami, podwyższał fasady, wznosił wysokie bogato ukształtowane ściany szczytowe nad prezbiteriami i transeptami. Kopułom nadawał bogate w sylwecie formy. Kruchtom i kaplicom nadawał podobne bogate formy z kolumienkami i kopułkami. Zmieniał charakter wnętrz przez późnobarokowe ołtarze o architekturze scenograficznej oraz dynamiczne formy chórów muzycznych. Nie wprowadzał innowacji w strukturze sklepień i układach przestrzennych wnętrz świątyń, gdyż w Wilnie nie miał ku temu okazji. Nie wzniósł od podstaw żadnego kościoła, tylko starsze odbudowywał i modernizował. Glaubitz przystroił miasto w szatę koronkowych, malowniczych ekspresyjnych form. Wilno stało się jednym z nielicznych miast europejskich, na którym tak silnie piętno wywarł jeden twórca. Warto dodać, iż to właśnie prof. Kowalczyk jako źródła inspiracji dla wielu z omówionych budowli wskazał włoską architekturę Guarino Guariniego, która przyszła do Wilna przefiltrowana przez formy stylistyczne śląsko-austriackie i południowo-niemieckie.
Barok wileński drugiej tercji XVIII w. stanowił swoisty fenomen. Nigdzie indziej na terenie Rzeczypospolitej w architekturę nie wprowadzono takiej ekspresji form, malowniczości, dynamizmu oraz rzeźbiarskiego charakteru. W literaturze ukonstytuowało się pojecie „barok wileński” jako samodzielny nurt w architekturze barokowej. Rozprzestrzeniony na tereny Wielkiego Księstwa Litewskiego stanowi ważny kierunek na architektonicznej mapie Europy środkowej.
Barok wileński trwał do czasów stanisławowskich. Wówczas za sprawą takich architektów jak Carlo Spampani, Marcin Knackfuss, Józef de Sacco oraz Wawrzyniec Gucewicz całkowicie z nim zerwano na rzecz klasycyzmu, który był reprezentowany zarówno w Warszawie, jak i w Wilnie. Transfer artystów pomiędzy miastami spowodował, że pod względem artystycznym ośrodek warszawski i wileński ponownie mocno się zbliżyły.

Piotr Ługowski
Historyk sztuki, pracuje w Wojewódzkim Urzędzie Konserwatora Zabytków
w Warszawie, związany również z Instytutem Sztuki PAN. Zajmuje się dziejami architektury.

Lublin

Robert I. Frost
przeł. Michał Kopczyński

Przywilej około unii Wielkiego Księstwa Litewskiego z Koroną wystawiony w Lublinie 1 lipca 1569 r. jest dokumentem niezwykłym, a warstwie treściowej radykalnym. Nie jest długi, składa się jedynie z 20 punktów. Większość z nich dotyczy różnych aspektów przyszłych stosunków między Koroną a Wielkim Księstwem Litewskim. Mowa jest między innymi o wspólnej elekcji przyszłych monarchów (punkt czwarty), zakazie odrębnego obierania wielkiego księcia Litwy (punkt piąty), wspólnych sesjach sejmu i radach senatu (punkt ósmy). Jest też stwierdzenie zapowiadające ustanowienie wspólnej waluty (punkt dwunasty).

Unia lubelska (fragment), mal. Jan Matejko, fot. Wikimedia Commons

O radykalnym charakterze dokumentu przesądza punkt trzeci, który następuje po krótkim przedstawieniu historycznego tła związku obu państw (punkt pierwszy) i zapewnieniu (punkt drugi), że poprzednie akty unii – stare spisy, jak je określono – nie oddają prawdziwego ducha związku między Koroną i Litwą: wszakoż iż się nieco w nich widzi być różnego od dobrego i szczerego braterstwa dufania. Punkt ten świadczy,
że uznano siłę argumentów wytaczanych przez Litwinów w długiej litanii skarg przeciw protekcjonalnemu traktowaniu wielkiego księstwa w starych spisach oraz w debatach o naturze unii. Jak ujął to Mikołaj Radziwiłł „Czarny”, na sejmie warszawskim 1563–1564, trudno rozmawiać o braterstwie, kiedy wedle starych spisów Litwa miała się Koronie podporządkować, być posłuszną i gotową do służby (subici, obedire, servire).
Punkt drugi przygotował grunt dla punktu trzeciego, stanowiącego jądro aktu unii:
Iż już Krolestwo Polskie i Wielkie Księstwo Litewskie jest jedno nierozdzielne i nierożne ciało, a także nie rożna, ale jedna spolna Rzeczpospolita, która się
ze dwu państw i narodow w jeden lud zniosła i spoiła.
Kluczowym słowem jest w tym kontekście partykuła już. Punkt trzeci stanowi, że akt z 1569 r. ma za zadanie sprecyzować czym jest istniejąca już unia, a nie próbować tworzyć jakąś całkiem nową relację między stronami. Użycie partykuły już było gestem w kierunku aktywistów ruchu egzekucyjnego od dawna wzywających do wcielenia w życie unii, która, jak mówiono, przecież istnieje, ale nie została w wystarczający sposób wprowadzona w życie. Jeśli jednak spojrzeć głębiej, to użycie partykuły już okazuje się znaczące, ponieważ reszta tego punktu w sposób fundamentalny odrzuca interpretację starych spisów przyjętą przez zwolenników ruchu egzekucyjnego i wskazuje, że Litwini rozstrzygnęli na swą korzyść dyskusję na temat natury unii, która trwała od samego początku. Istota unii była taka jak od dawna już postulowali Litwini.

1569 r. jako zwycięstwo Litwinów
Twierdzenie, że akt z 1569 r. był zwycięstwem Litwinów, może się wydawać przewrotne w świetle traumatycznego doświadczenia, jakim było inkorporowanie do Korony Podlasia i województw ukrainnych po tym, gdy w marcu reprezentanci Wielkiego Księstwa Litewskiego w ślad za Mikołajem Radziwiłłem „Rudym” opuścili obrady sejmu. Zamieszanie wywołane dramatycznym pomniejszeniem terytorium wielkiego księstwa oraz dzieje długiej i bezowocnej kampanii prowadzonej przez czołowych magnatów litewskich w celu przywróceniastatus quo ante często odwracało uwagę historyków od sprawy bardziej zasadniczej, zawartej w punkcie trzecim aktu, czyli zakamuflowanej użyciem słówka już, radykalnie nowej koncepcji unii. Litwini nie mieli szans na odzyskanie utraconych województw także dlatego, że obywatele księstwa nie popierali gremialnie tego postulatu. Średnia szlachta litewska, której zależało na bliższym związku z Koroną, nie miała tutaj żywotnego interesu, bo w odróżnieniu od rodów magnackich jej przedstawiciele nie posiadali w utraconych województwach majątków ziemskich.
Przeciętny szlachcic był jednak z pewnością zainteresowany kształtem stosunków z Koroną. Dobór słów użytych w punkcie trzecim miał więc istotne znaczenie. Zawarte w nim stwierdzenia szły znacznie dalej, niż miało to miejsce w odpowiednich paragrafach unii mielnickiej (1501), która zresztą nigdy nie została ratyfikowana, a także zawierały jedną istotną zmianę w stosunku do propozycji zaprezentowanej sejmowi przez Zygmunta Augusta 24 marca 1569 r. Z dokumentu mielnickiego do aktu lubelskiego zaczerpnięto dwa kluczowe elementy: stwierdzenie, że zawierając unię, Korona i Litwa zlały się w jedno, niepodzielne i nieróżne ciało, tworząc wspólny naród (gens), wspólny lud (populus), braterstwo i jedną wspólną radę. Propozycja marcowa oparta była na mielnickim sformułowaniu: Iż już Korona Polska i Wielkie Księstwo Litewskie jest jedno nierozdzielne i nie rożne ciało, a także jest nierożna ani dwojaka, ale jedna Rzeczpospolita, ktora się ze dwu narodu w jeden lud zniosła i spoiła.
Pierwsza część tego sformułowania została powtórzona w lipcu, ale słowa ani dwojaka usunięto, wstawiając w zamian stwierdzenie, iż Rzeczpospolitą tworzyć będą nie tylko dwa narody, ale też składać się będzie ze dwu państw.

Dwie koncepcje unii
Zmiana była istotna i stanowiła klucz do przełamania impasu, który długo hamował negocjacje. Aby sobie to uświadomić, należy odrzucić tradycyjny pogląd, zgodnie z którym unia przed 1569 rokiem miała charakter jedynie personalny lub dynastyczny i była na tyle luźna, że trzykrotnie ją zrywano na skutek niezależnych elekcji na wielkoksiążęcy tron Świdrygiełły (1430), Kazimierza Jagiellończyka (1440) i Aleksandra (1492). Rozumowanie to oparte jest na wątpliwych podstawach. Historycy od dawna spierali się o znaczenie niejasnego słowa applicare użytego w akcie krewskim z 1385 r., pytając przy tym o konsekwencje owego włączenia wielkiego księstwa do Korony i odwołując się do anachronicznych nowożytnych koncepcji suwerenności i państwowości. Krewo nie było jednak prostą umową między dwoma dynastiami; występuje w nim jeszcze jedna strona, którą jest wspólnota polityczna Królestwa Polskiego (communitas regni). Tak więc dla polityków polskich wstąpienie Jagiełły na tron w 1386 r. ustanawiało relację silniejszą niż prosta unia personalna. Stąd właśnie wzięła się wśród polskiej elity politycznej opinia, że Polska i Litwa złączone zostały unią poprzez akcesję lub inkorporację – koncept znany ówczesnym teoretykom – i w konsekwencji Wielkie Księstwo Litewskie stało się częścią królestwa, co potwierdzono w pierwszym punkcie unii horodelskiej z 1413 r., w którym użyto całej serii łacińskich synonimów informujących, że Litwa została inkorporowana i włączona do polskiego regnum (królestwa). Na wypadek jakichś wątpliwości powtórzono, że Jagiełło raz jeszcze inkorporuje i włącza je do królestwa.
Historycy często ignorują ten punkt aktu unii horodelskiej powołując się na fakt, że w innym miejscu dokumentu mowa jest o wyborze nowego wielkiego księcia po śmierci Witolda, co – jak sugerują – ma świadczyć, że litewska suwerenność i państwowość zostały zachowane. Ale, jak już wskazano, pojęcia „suwerenność” i „państwowość” we współczesnej postaci narodziły się później i w związku z tym są anachroniczne w odniesieniu do średniowiecza. Trafniejsze jest przyjęcie, że umieszczenie tego punktu w dokumencie było celowe i że jego znaczenie należy odczytywać dosłownie. Ważnym pytaniem jest za to, co rozumiano pod pojęciem „inkorporacja”, bowiem nigdzie nie zostało ono sprecyzowane, a jeśli już o tym mówiono, to używając niejednoznacznych sformułowań. Niektóre z łacińskich synonimów – włączając
w to przede wszystkim confederamus – pozwalają sądzić, że inkorporacja nie była równoznaczna z przekształceniem Litwy w jedną z prowincji unitarnego państwa polskiego. W akcie krewskim Jagiełło obiecał przyłączyć Litwę nie do polskiego regnum (królestwa), lecz do korony królestwa polskiego (corona regni poloniae), a więc nie do państwa terytorialnego, lecz podmiotu utożsamianego ze wspólnotą polityczną królestwa tworzoną przez jego obywateli. Najważniejsze spory pomiędzy Polską
a Witoldem, kuzynem Jagiełły, wcześniej jego rywalem, a od ostatniej dekady XIV w. de facto władcą Litwy, dotyczyły niezależnej polityki zagranicznej prowadzonej przez Witolda. W tej sytuacji, wobec nadchodzącego soboru
w Konstancji, ważne było podkreślenie, że unia zachuje jednolity front jako jedno regnum mające spójną politykę zagraniczną wyznaczaną przez Jagiełłę, dziedzicznego najwyższego księcia Litwy. Witold wiedział, że zarówno zwycięstwo na zakonem krzyżackim, jak
i realizacja jego ambitnej polityki dynastycznej na wschodzie nie byłyby możliwe bez pomocy Jagiełły i Polski, dlatego właśnie gotów był zaakceptować te sformułowania, tym bardziej że Jagiełło od samego początku wojny z zakonem nie zaniedbywał regularnych konsultacji z kuzynem i gotów był popierać jego zamiary na wschodzie.
Horodło było w takim samym stopniu dziełem Witolda, co Jagiełły, ale żaden z nich nie kierował się anachronicznymi koncepcjami suwerenności narodowej i państwowej, przez których pryzmat często się ich dziś osądza. Obaj byli politykami myślącymi w kategoriach dynastycznych i właśnie z tych powodów Witold w tym samym stopniu co Jagiełło był architektem unii horodelskiej. Nie domagał się niepodległości dla Litwy, był jedynie zwolennikiem innego modelu unii, która rzeczywiście była „separatystyczna” w tym sensie,
że Witold widział jej cel nie w podporządkowaniu Polsce tożsamości Litwy, lecz utrzymaniu jej przez zachowanie odrębności wielkiego księstwa w ramach unii. Związek polsko-litewski był dla Witolda unią aeque principaliter, w której obie strony mają równy status, a horodelską adopcję 47 rodów litewskich – wszystkie wybrał osobiście – traktował jako stworzenie zarodka litewskiej communitas regni mającej na celu zrównoważenie jej polskiego odpowiednika.
Zderzenie dwóch wizji: preferowanej przez Witolda braterskiej unii pomiędzy równymi partnerami, z polską wizją unii opartej na inkorporacji, która milcząco, a niekiedy jawnie zakładała podporządkowanie wielkiego księstwa Polsce, było przyczyną kolejnych polsko-litewskich konfrontacji: burzy wokół koronacji Witolda (1429–1430), elekcji na tron wielkoksiążęcy Świdrygiełły i Kazimierza Jagiellończyka, gdy Litwini postanowili wcielić w życie zagwarantowaną przez akt horodelski prerogatywę wyboru wielkiego księcia, podkreślając w ten sposób swój specjalny status w obrębie unii. To nie Litwini, lecz Polacy odmówili przewidzianych przez akt horodelski wspólnych konsultacji w latach 1430
i 1440, łamiąc w ten sposób traktat.

Od Mielnika do Lublina
Polacy również inspirowali się wizją braterskiej unii między ludami, a pojęcie to można znaleźć w pismach Jana Długosza i to mimo jego lekceważącego stosunku do Litwinów. Zdawano sobie sprawę, że stawianie w stosunkach z Litwinami na ostrzu noża kwestii inkorporacji może doprowadzić do całkowitego zerwania unii. Powracające przez cały XV w. dyskusje nie doprowadziły jednak do uzgodnienia formuły zadowalającej obie strony. Unia mielnicka była najbliżej przełamania impasu, ale nigdy nie weszła w życie. Inkorporacyjny model związku między obu państwami leżał u podstaw żądań ruchu egzekucyjnego domagającego się w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XVI w. realizacji postanowień unii, ale lekceważąca sugestia kanclerza wielkiego koronnego Walentego Dembińskiego na sejmie warszawskim 1563–1564, że Litwa jako prowincja jednolitego państwa polskiego powinna odtąd nazywać się Nowa Polska, jedynie rozeźliła Litwinów. Jak ujął to zgryźliwie Mikołaj Radziwiłł „Czarny”, on również pragnął wzmocnienia unii, ale nie na tych warunkach.
Dopiero wpływ myśli republikańskiej pozwolił na wypracowanie wspólnych ram opartych na wizji braterskiej unii. W dokumencie mielnickim mówiono, że Królestwo Polskie i Wielkie Księstwo Litewskie utworzyły jedno ciało, by stać się jednym narodem (gens) i jednym ludem (populus), ale natura owego ciała pominięta została milczeniem. Z kolei idea jednego narodu mogła być interpretowana w ten sposób, że Litwini po prostu staną się Polakami. W przeformułowanym w marcu 1569 r. fragmencie aktu mielnickiego utrzymano koncepcję wspólnego ciała politycznego, ale w odróżnieniu od wcześniejszych zapisów uznano odrębność dwóch narodów, a odwołując się do republikańskiego pojęcia lud (populus) zasugerowano, że stworzą one wspólnotę polityczną unitarnej Rzeczypospolitej.
Koncepcja zjednoczonej Rzeczypospolitej pozostawiała przestrzeń dla istnienia dwóch państw. Zmiana punktów odniesienia pozwoliła więc w pełni uznać status Litwy jako odrębnego i równego w związku państwa, a jednocześnie stworzyła silną podstawę, która pozwoliła utrzymać unię aż do 1795 r. Koncepcja ta stała się również źródłem rewolucji ustrojowej, która dokonała się po śmierci Zygmunta Augusta w 1572 r.
Zachowanie atrybutów państwowości – odrębnych ministerstw, armii, prawa i sądownictwa oraz urzędów dała namacalne dowody równego statusu, którego Litwini domagali się od tak dawna. Formuła ta sprawdziła się w praktyce, zapewniając nieprzerwane istnienie jednej z najdłużej w dziejach funkcjonujących unii.

Robert I. Frost
Profesor Uniwersytetu w Aberdeen, zajmuje się historią regionu bałtyckiego,
a szczególnie dziejami Rzeczypospolitej. Opublikował m.in. The Oxford History of Poland and Lithuania, vol. 1: The Making of Polish-Lithuanian Union, 1385–1569 (2015).

W szczęściu i nieszczęściu. Małżeństwo Zygmunta Augusta i Barbary Radziwiłłówny

Raimonda Ragauskienė
przeł. Bartłomiej Kowal

Dziś 1547 r. na Litwie pamiętany jest przede wszystkim jako data wydania Katechizmu Marcina Mażwida, pierwszej książki w języku litewskim. Jednak w owym czasie w Wielkim Księstwie Litewskim to doniosłe wydarzenie kulturalne minęło w zasadzie bez echa. Prawdziwą sensacją dla szlachty był ślub króla Polski i wielkiego księcia Litwy Zygmunta Augusta z przedstawicielką magnackiego rodu Radziwiłłów, Barbarą Radziwiłłówną. Połączone unią personalną państwa – Wielkie Księstwo Litewskie i Królestwo Polskie – ogarnęła niespotykana dotąd fala protestów. Zygmunt August potrzebował ponad roku, aby przekonać opozycję do uznania małżeństwa, a ponad trzech lat, by doprowadzić do koronacji żony.

Śmierć Barbary Radziwiłłówny, mal. Józef Simmler, fot. Wikimedia Commons

Wyjątkowa historia miłości Zygmunta Augusta i Barbary Radziwiłłówny oraz walki o prawo do niej pozostawiła wyraźny ślad w kulturze historycznej Polski oraz państw dziedziczących spuściznę Wielkiego Księstwa Litewskiego i nawet dziś wywołuje żywiołowe reakcje. Główni uczestnicy owych wydarzeń wciąż są sprzecznie oceniani, a w świadomości ludzi nadal funkcjonują ich zmitologizowane wizerunki.
Zygmuntowi Augustowi, ostatniemu męskiemu przedstawicielowi dynastii Giedyminowiczów-Jagiellonów, już w dzieciństwie zapewniono trony wielkiego księstwa (w 1529 r. w Wilnie) i Królestwa Polskiego (w 1530 r. w Krakowie). Żaden spośród władców Polski nie miał tak prostej drogi do władzy. Szlachta wiązała z Zygmuntem Augustem niemałe nadzieje, jednak odmienne w każdym z krajów. Jednym
z oczekiwanych kroków było zawarcie stosownego małżeństwa. Od późnego średniowiecza władcy Polski i Litwy interesy państwowe realizowali, korzystając ze skuteczności dyplomacji. Nikogo nie dziwiły małżeństwa dynastyczne
z partnerami dobieranymi w innych krajach wśród osób o tej samej pozycji. Był to jeden z uznanych sposobów regulacji stosunków międzynarodowych, pozyskania sojuszników i przedłużenia dynastii. Królowa Bona Sforza planowała znaleźć synowi żonę we Francji, aby w ten sposób ograniczyć wpływy Habsburgów w Europie. Pomysłu tego nie udało się jej zrealizować – w 1543 r.
w Krakowie odbyły się uroczyste zaślubiny młodego Jagiellona z Elżbietą Habsburżanką, córką króla Czech i Węgier Ferdynanda I. Natychmiast po przybyciu do Krakowa Elżbietę dotknęła niechęć teściowej. Młodziutka, dobrze wykształcona, lecz nieśmiała królewna nie była w stanie obudzić w mężu poważniejszych uczuć, tym bardziej, że już przed ślubem doświadczył on uciech cielesnych. Czasu także miała na to niewiele: przez dwa lata małżeństwa para wspólnie spędziła raptem dziesięć miesięcy.

Incognito na Litwie
Już w lipcu 1543 r. Zygmunt August udał się na Litwę, pozostawiając chorą żonę w Polsce. Oficjalnie wyjazd motywowano budową rezydencji w Wilnie, jednak w rzeczywistości młody władca chciał odpocząć od małżeńskiego życia i ciągłych wyrzutów ze strony królowej matki. W sierpniu 1543 r. przybył do Grodna, lecz do Wilna się nie śpieszył: polował i objeżdżał należące do wielkiego księcia dwory. Było to na rękę przedstawicielom młodego pokolenia Radziwiłłów, odepchniętym od wpływów przez królową Bonę. Do Zygmunta Augusta przybyli niewiele od niego starsi dwaj bracia stryjeczni, Mikołajowie „Czarny” i „Rudy”. Wraz z przyszłym królem nie tylko polowali, ale też objaśniali mu sytuację na Litwie, planowali opozycję wobec Bony. W ich obecności w Zygmuncie obudziły się ambicje władcy.
W październiku 1543 lub między kwietniem i lipcem 1544 r. w stolicy Wielkiego Księstwa Litewskiego doszło do brzemiennego w skutki spotkania Zygmunta Augusta z wdową po wojewodzie trockim Stanisławie Gasztołdzie Barbarą Radziwiłłówną. Młodzi ludzie musieli znać się nawzajem już w dzieciństwie, gdy królewska rodzina przebywała na Zamku Dolnym w Wilnie. Piękna Barbara oczarowała Zygmunta, który, według relacji współczesnych, zaczął odwiedzać wojewodzinę trocką, by odbyć „cnotliwe rozmowy”. Nie wiadomo,
czy już wtedy Zygmunt August poddał się namiętności. Jeśli doszło wówczas do czegoś poważniejszego, oboje skrzętnie to ukrywali. Wiele zmieniło się po sejmie brzeskim w 1544 r., który można nazwać sądem na królową Boną i sejmem zwycięskim dla Zygmunta Augusta i Radziwiłłów. Młody królewicz za cenę konfliktu z matką wywalczył sobie status samodzielnego władcy Wielkiego Księstwa Litewskiego. Choć dotąd stara królowa walczyła o prawa syna do obu tronów, to teraz nie chciała przekazania mu władzy na Litwie. Stosunki Augusta z matką pogorszyły się na długo przed ujawnieniem jego związku z Barbarą i nigdy potem się nie poprawiły.
22 października 1544 r. Zygmunt August wraz z Elżbietą Habsburżanką już jako wielki książę litewski przybył do Wilna. Królewicz otaczał żonę miłością – współcześni odnotowali odmienioną sytuację królowej, pisali o ich wspólnych polowaniach. Mogła to być tylko inscenizacja, mająca na celu zamaskowanie związku z Barbarą, ale władca mógł też postępować szczerze, ponieważ pragnął potomka. Jednak królową dręczyły choroby: cierpiała na epilepsję,
a w przesiąkniętym wilgocią zamku wiosną 1545 r. zachorowała na zapalenie dróg oddechowych. Gdy Zygmunt August wyjechał do Krakowa, udręczona atakami epilepsji Elżbieta zmarła w Wilnie, nie ukończywszy 19 lat. Jej śmierć oznaczała przełom w stosunkach Barbary i Zygmunta Augusta.

Potajemny ślub króla
Romans Zygmunta Augusta i Barbary, rozpoczęty w 1543 lub 1544 r., po śmierci Elżbiety Habsburżanki rozkwitł. Według kronikarza król August, gdy pochował ciało swej żony królowej, ponieważ był młodym mężczyzną i nie mogąc powstrzymać przyrodzonej namiętności wobec kobiet, jął kochać Barbarę Radziwiłłównę […] i król zaczął do niej chodzić nocami, w tym celu urządziwszy sobie przejście od pałacu do jej domu. Rzeczywiście, w 1544 r. na terenie zamku dolnego rozpoczęto budowę. W pierwszym etapie przy zboczu góry zamkowej powstał pałac Mikołaja „Rudego”, a pod koniec 1545 r. przy samej górze wzniesiono mur oporowy i urządzono podziemną galerię z kratami. Prawdopodobnie przez to przejście Zygmunt August przedostawał się do Barbary. Wzmocnieniu więzi sprzyjała atmosfera bali i maskarad. Kilka razy polowali, odwiedzali też Troki, dobrze znane Radziwiłłównie. Władca chciał założyć tu letnią rezydencję. W 1546 r. na zbudowanym przez włoskich mistrzów luksusowym statku Zygmunt August
i Barbara pływali po trockich jeziorach. Nawet w aktach Metryki Litewskiej
z lata 1546 r. zaznaczono, że sąd książęcy nie odbył się, ponieważ Zygmunt August
zajęty był wieloma ważnymi sprawami władcy. Zakochaną parą zupełnie zawładnęły uczucia. Król nie spieszył się z wyborem narzeczonej spośród rodzin królewskich, choć udawał, że szuka: w końcu 1546 r. wysłał na europejskie dwory zaufanego dworzanina Stanisława Lasotę.
Wiosną 1547 r. Zygmunt August był już zdecydowany na ślub z Barbarą, choć rozumiał możliwe konsekwencje tego kroku. Opisana w Metryce Litewskiej historia nacisków obu Mikołajów Radziwiłłów na Zygmunta Augusta to materiał na operetkę. Zatroskani, że władca w niedługim czasie wyjedzie do Polski objąć tron, prosili go, by nie czynił despektu ich krewnej i porzucił Barbarę. Król przez pewien czas ponoć zaprzestał chodzenia do wojewodziny, ale w końcu uległ namiętności i udał się do niej w nocy.
U Barbary zastali go bracia Radziwiłłowie, więc poczęli czynić wyrzuty. Wówczas władca oświadczył, że jego wizyta przyniesie im wielki zaszczyt, sławę i korzyść. Wezwany naprędce ksiądz udzielił ślubu. W rzeczywistości o królewskiej decyzji poślubienia Barbary przesądzili nie Radziwiłłowie, lecz płomienna miłość. Kierowany nią król poślubił potajemnie Barbarę w połowie lipca 1547 r. w Wilnie, nocą, w obecności obu Radziwiłłów i Stanisława Kieżgaiły.

Walka o uznanie małżeństwa i koronację Barbary
Królewskie małżeństwo trwało zaledwie cztery lata, a w ich trakcie młodzi małżonkowie musieli stawić czoło wielu przeciwnościom. W grudniu 1547 r., gdy wiadomość o nim ogłoszono publicznie, parze przyszło się zmierzyć z silnym oporem szlachty. Skrystalizowało się kilka ośrodków opozycji w Polsce i na Litwie. O ile opozycja w Wilnie objawiała się słabiej, to w Polsce Zygmunt August musiał walczyć o uznanie żony na sejmie w Piotrkowie w 1548 r. Na sejmie zawiązało się tymczasowe sprzymierzenie szlachty i części magnaterii, obawiających się wzmocnienia władzy królewskiej, w sojusz z egzekucjonistami weszli przeciwnicy Radziwiłłów i pielęgnowanej przez nich idei samodzielności Wielkiego Księstwa Litewskiego. Indywidualizm Zygmunta Augusta i chęć swobodnego wyboru żony tylko za przyzwoleniem Boga burzył przyjętą w monarchii tradycję. Senatorowie złościli się, że król zawarł małżeństwo bez ich aprobaty i zgody rodziców, że wybrał na żonę swoją poddaną. Szlachta – niebezpodstawnie – obawiała się wzrostu wpływu magnatów, przede wszystkim Radziwiłłów.
Na sejmie i za jego kulisami ostro atakowano i samą Barbarę. Otwarcie stwierdzano: nie chcemy rozpustnej królowej. Lata 1548-1549 były okresem tworzenia czarnej legendy. W paszkwilach Barbarę przedstawiano jako wiedźmę i ladacznicę, pisano o jej miłosnych czarach, rozpuszczano pogłoski o rozwiązłości Radziwiłłówny, a nawet o stosunkach kazirodczych. Skłonność do rozpustnego życia miała odziedziczyć po matce, a do jej kochanków zaliczano mężczyzn ze wszystkich stanów – od senatorów do służących. Unoszono się gniewem z powodu domniemanej bezpłodności Barbary, dziwiono się królewskiej namiętności do tej, której diabeł żywot zapieczętował.
Choć Barbary Radziwiłłówny nie można nazwać wcieleniem niewinności, to na wizerunek, jaki malowano podczas sejmu piotrkowskiego, z pewnością nie zasłużyła. Według najnowszych ustaleń, królowa zmarła na raka szyjki macicy, którego głównym sprawcą jest wirus brodawczaka ludzkiego – infekcja przekazywana drogą płciową. Zmiany rakowych ulegają progresji w wyniku wczesnych stosunków płciowych lub wielu partnerów. Radziwiłłówna pierwszy raz wyszła za mąż, gdy miała 14 lat, ale w źródłach brak pewnych informacji o jej innych partnerach z wyjątkiem obu małżonków. Oczywiście mogła ich mieć, gdy została wdową. Na pewno nie chorowała na chorobę weneryczną, zatem wirusem brodawczaka mogła się zarazić od mężów, zapewne od Zygmunta Augusta. Nie było tajemnicą, że jeszcze przed pierwszym ślubem królewicz lubił towarzystwo kobiet. Złą opinię Barbara zyskała przede wszystkim z racji przedmałżeńskich relacji z Zygmuntem Augustem.
Mit o rozwiązłości Barbary okazał się tak żywotny, że tylko w nieco zmienionej formie został w XX w. opowiedziany na nowo przez polskich historyków. Chociaż w źródłach nie znaleźli argumentów, powtarzali insynuacje przeciwników Barbary i twierdzili, iż jej swobodne obyczaje wynikały z wychowania
i że takie zachowanie było charakterystyczne dla magnatek z Wielkiego Księstwa Litewskiego, szczególnie z rodu Radziwiłłów. Najbardziej znany XX-wieczny badacz królewskiego małżeństwa Zbigniew Kuchowicz na długo umocnił bezpodstawne twierdzenie o lekkich obyczajach Radziwiłłówny i jej chorobie wenerycznej. Do jego zasług należy zaliczyć uściślenie przyczyn śmierci i zwrócenie uwagi na możliwy wpływ choroby na stan psychiczny władczyni. Ogólnie rzecz biorąc, praca Kuchowicza obfituje w nieścisłości i twierdzenia bez oparcia w źródłach; historyk kiepsko orientował się w realiach Wielkiego Księstwa Litewskiego, nie zgłębiał źródeł, nie korzystał z litewskiej historiografii, w której już wówczas dobrze opisano prawne położenie szlachcianki i magnatki z Wielkiego Księstwa Litewskiego w XVI w. Z manierą godną literatury pięknej, a nie badania naukowego, pisał on o silnym pociągu płciowym królowej i jej bezpłodności. Krytyki naukowej nie wytrzymują też twierdzenia Kuchowicza o swobodnych obyczajach magnatek litewskich, o wolności seksualnej na dawnej Litwie, które dziś są powtarzane
w polskiej literaturze, nawet naukowej.
Wobec sprzeciwu współczesnych wobec Barbary nie powinna dziwić scena, która wydarzyła się podczas sejmu w 1548 r.: cała izba poselska i dworzanie padli na kolana przed władcą i błagali go, by odwołał przysięgę ślubną. Zygmunt August pozostał nieugięty,
a jeśli zwątpił w jakiejś kwestii, to tylko co do korony. Z powodu zdecydowanej postawy króla, podziałów wśród opozycji, dzięki przekupieniu niektórych jej przedstawicieli oraz działalności stronników władcy sejm ostatecznie zakończył się zwycięstwem króla. Królewskie małżeństwo zostało zatwierdzone, tylko kwestię korony dla Barbary odłożono na później. Król wciąż działał zdecydowanie i w końcu wprowadził żonę na Wawel. Choć na początku 1550 r. choroba Barbary się zaostrzyła, a wszelkie marzenia o potomstwie upadły, Zygmunt August nie zrezygnował z koronacji żony. W 1550 r. na sejmie w Piotrkowie król obdarzył hojnie królewszczyznami i urzędami magnatów, zarówno tych wiernych, jak i należących do opozycji, czym ostatecznie rozbił koalicję części magnatów i szlachty. Nadeszła chwila triumfu: 7 grudnia w Krakowie na Wawelu Barbara Radziwiłłówna została koronowana.
Triumf nie trwał długo. Zaledwie po sześciu miesiącach królowa zmarła. Odeszła na Wawelu, na rękach ukochanego męża. Barbara konała w męczarniach, ale do ostatniego jej tchu był z nią i opiekował się Zygmunt August, nie brzydząc się nawet bijącego od chorej nieznośnego smrodu, którego nie mogli znieść wszyscy dokoła. Poświęciwszy żonie tyle sił, władca wypełnił też jej ostatnią wolę: pochował żonę nie w Krakowie, w Polsce, gdzie doznała tylu upokorzeń i obmów, lecz na rodzinnej Litwie, w Wilnie, gdzie spędziła dzieciństwo i spotkała miłość swojego życia. 22 czerwca kondukt pogrzebowy wkroczył do Wilna, a po nabożeństwie żałobnym ciało Barbary Radziwiłłówny spoczęło w krypcie katedry św. Stanisława, obok pierwszej żony Zygmunta Augusta. O wielkiej miłości świadczy napis na srebrnej tabliczce, włożonej do trumny Barbary: zmarła przedwcześnie, ale gdyby i była w starszym wieku, August by mówił, że zmarła przedwcześnie. Ostatnim gestem król potwierdził siłę swoich uczuć, a Barbary nie zdołał i nie chciał zapomnieć. U schyłku życia Zygmunt August pisał: to prawda, że szczęście krótko miała, jakiego, jeśli taka byłaby Wola Boża, życzylibyśmy zaprawdę dłużej.

Barbara – wymarzona kobieta Zygmunta Augusta
Historia królewskiego małżeństwa potwierdza, że tych dwoje ludzi było sobie po prostu przeznaczonych. Barbara Radziwiłłówna „kupiła” Zygmunta Augusta całością swojej osoby: wyglądem, zachowaniem, wykształceniem, zainteresowaniami. Wiele świadczy o jej wyjątkowym wyglądzie, najprawdopodobniej spełniała wymogi XVI-wiecznego kanonu piękna: miała jasną karnację, wdzięczną twarz i wyjątkowo wyraziste oczy. Widać to z rysowanego około 1553 r. portretu autorstwa Lucasa Cranacha młodszego, choć odbiega on od wizerunku niezwykłej piękności, który utrwalił się w świadomości historycznej dzięki namalowanemu w XIX w. tzw. portretowi z Mańkowiczów. Ważny jest jeszcze jeden portret, namalowany przez nieznanego artystę, na którym kobieta przedstawiona jest bez nakrycia głowy i w ciąży. W 1904 r., gdy na aukcji dzieł sztuki w Paryżu sprzedawano ten portret, zaprezentowano czarno-białe zdjęcie obrazu z podaniem autora dzieła i opisem portretowanej. Ponieważ cechy osoby na portrecie przypominają wizerunek pędzla Cranacha, istnieje niemałe prawdopodobieństwo, że przedstawia on ciężarną Barbarę, zapewne jeszcze z okresu, gdy była żoną Gasztołda.
W opisie podano, że królowa była ruda. Ten kolor włosów był charakterystyczny również dla innych Radziwiłłów z Birży i Dubinek, np. takie włosy miał brat Barbary, nazywany „Rudym”, czy też jego prawnuk Janusz II. Portret świadczyłby o tym, iż Barbara Radziwiłłówna była płodna.
Jak na owe czasy, Barbara była dość wysoka – 160,2 cm wzrostu – i szczupła. Co ważne, swoje zalety podkreślała kosmetykami i pachnidłami. Podobnie jak Zygmunt August lubiła się kąpać. Z tym zamiłowaniem królowej można wiązać przekonanie trwające w świadomości mieszkańców okolic Wilna aż do XIX w., którzy miejsce królewskiej rezydencji w Wirszupie (Viršupis) nazywali Łaźnią Barbary. Naturalną urodę Barbary podkreślała imponująca garderoba i biżuteria: pierścienie, złote łańcuszki. Wszystko to połączone było subtelnie i ze smakiem; nie bez przyczyny zagraniczni dyplomaci zachwycali się elegancją Radziwiłłówny. Obdarzona dobrym, wysublimowanym gustem Barbara wyglądała bardzo atrakcyjnie, dostojnie i bez wątpienia pociągająco.
Pochodząca z wpływowego rodu Radziwiłłów kobieta otrzymała wykształcenie stosowne dla kobiet tamtej epoki, świetnie pisała po polsku (zachowało się 51 listów jej autorstwa), znała język ruski, była w stanie zrozumieć litewski. Nie bez powodu Zygmunt August obdarował ją srebrnym kałamarzem. Oczywiście, wykształceniem nie dorównywała małżonkowi, jednak oprócz podobnego wieku łączyły ich także wspólne zamiłowania. Byli świetnymi tancerzami, interesowali się końmi i psami, uwielbiali jazdę wierzchem
i polowania. Wspominany w źródłach muszkiet Barbary tylko potwierdza jej hobby. Wyjątkowa jest także należąca do niej, wysadzana cennymi kamieniami
plansza do gry w warcaby. Barbara, dopóki pozwalało jej na to zdrowie, była aktywna i ruchliwa, tworzyła grono swoich klientów, rozdawała im ziemie ze swojego posagu, przed Zygmuntem Augustem wstawiła się za niejednym swoim dworzaninem czy szlachcicem.
Radziwiłłówna bardzo różniła się od Bony Sforzy, która zdominowała Zygmunta Augusta na wiele lat. Nie była taka władcza, a nawet nie chciała taka być. Był to bez wątpienia jeden
z ważniejszych jej przymiotów w oczach króla.

Następstwa królewskiego ślubu
Choć Zygmunt August był przede wszystkim politykiem, jednak był także człowiekiem, dla którego nic, co ludzkie, nie było obce. Poślubiając Barbarę, zachował się nie jak król, lecz jak przeciętny mężczyzna, nawet nie ze swojej epoki. Małżeństwo z Radziwiłłówną pod wieloma względami rzeczywiście było niekorzystne, szczególnie dla Korony Polskiej. Tutaj królowa Bona miała rację. Przy wyborze małżonków dla władców najważniejszy był status społeczny, aspekty finansowe i polityczne. Zygmunt August wybrał sobie partnerkę o niższym statusie, okazując wyjątkową przychylność jednemu z rodów magnackich Wielkim Księstwie Litewskim – Radziwiłłom.
Król z małżeństwa nie wyniósł żadnej korzyści finansowej, wręcz przeciwnie. Walka o uznanie żony, a później także o jej koronację, przyniosła niemałą stratę królewskiemu skarbowi, rozdano królewszczyzny, nadano wiele nowych godności, a gdy ich brakowało – rozdzielano nawet zapewnienia ich przekazania w przyszłości. Przez pewien czas Zygmunt August musiał zdać się na magnaterię, odkładając żądania egzekucjonistów. W historiografii można się spotkać z opinią, że w zamian za zgodę prymasa Mikołaja Dzierzgowskiego na koronację żony, Zygmunt August w 1550 r. ogłosił surowy edykt skierowany przeciw innowiercom.
Jednocześnie zawarte z miłości małżeństwo Zygmunta Augusta i Barbary Radziwiłłówny przyniosło wielkie szczęście obojgu małżonkom, bez względu na to, że nie doczekali się potomstwa. Niecodzienne małżeństwo i jego dramat po wsze czasy stał się symbolem wielkiej niegasnącej miłości, nie ustępując w niczym szekspirowskiej historii Romea i Julii.
Królewski ślub nie był katastrofą dla wielkiego księstwa, a wręcz przeciwnie, przed państwem otworzyły się nowe możliwości. Litwa wzmocniła swoją pozycję niezależnego państwa w złączonych unią krajach. Wilno odzyskało status realnej stolicy Wielkiego Księstwa Litewskiego. Najbardziej dzięki temu małżeństwu na litewskiej arenie politycznej zyskał ród Radziwiłłów i jedna z najwybitniejszych postaci historii Litwy – Mikołaj Radziwiłł „Czarny”. Jeśli małżeństwo Barbary Radziwiłłówny i Zygmunta Augusta trwałoby dłużej, jeśli doczekaliby się potomstwa, być może teraz mówilibyśmy o innej historii Litwy, a już na pewno o innym wariancie unii lubelskiej. Ale to pozostaje przedmiotem historii alternatywnej.

Królewskie małżeństwo w kulturze
Odmienne następstwa królewskiego małżeństwa w Koronie i Wielkim Księstwie Litewskim zadecydowały, że ta barwna i wyjątkowa historia miłosna oraz główni jej uczestnicy w dzisiejszej kulturze historycznej Polaków i Litwinów są oceniani odmiennie. Jeśli w Polsce Zygmunt August jest uznawany za jedną najważniejszych postaci XVI w., to na Litwie patrzy się na niego sceptycznie. Uznawane są jego zasługi w modernizacji państwa i przeprowadzaniu reform (pomiara włóczna czy reforma administracyjno-prawna), zainicjowanie planu przyłączenia Inflant do Litwy czy wzmacnianie pozycji Wilna jako stolicy Wielkiego Księstwa Litewskiego oraz uczynienie z wileńskiego pałacu ośrodka kultury renesansowej. Jednak te i inne ważne dokonania w niemałej części są równoważone przez rolę króla w narzuceniu Litwie sojuszu z Polską na niekorzystnych warunkach. Dlatego nie brakuje krytycznych głosów o Zygmuncie Auguście jako leniu i unikającemu problemów hedoniście. I tylko dzięki małżeństwu z Barbarą Radziwiłłówną
i walce o uznanie żony Zygmunt August w historycznej świadomości Litwinów traktowany jest jako postać wyjątkowa.
Wizerunek Barbary Radziwiłłówny, która nie dokonała żadnych czynów o wadze państwowej, jest wyjątkowo wyraźny, a oceny jej osoby jeszcze bardziej zróżnicowane. W Polsce jest tylko jedną z całego grona królowych, które zasłynęły w historii. Większą uwagę przywiązywano do osoby Barbary w latach trzydziestych XX w., kiedy Radziwiłłówna wkroczyła na scenę operową i do przeżywającego swój rozkwit polskiego kina. Nową falę zainteresowania wzbudził wspomniany szkic historyczny Z. Kuchowicza z 1976 r., a później,
w 1982 r. jeszcze jeden film – Epitafium dla Barbary Radziwiłłówny w reżyserii Janusza Majewskiego z Anną Dymną w roli głównej. Na przeszkodzie popularyzacji wizerunku Barbary w Polsce stoi fakt, że Radziwiłłówna uważana jest za królową o litewskim pochodzeniu, nie dostrzega się żadnej pozytywnej roli tej władczyni w historii Polski, wciąż żywe są negatywne oceny Barbary. Znamienne jest, że w niemałej części polskich monografii naukowych w indeksie Barbarę można znaleźć pod nazwiskiem Radziwiłłówna, Barbara, a nie, jak przystoi królowym, pod imieniem Barbara Radziwiłłówna.
Na Litwie przeciwnie, można mówić wręcz o swego rodzaju kulcie Barbary Radziwiłłówny. Jej wizerunek we współczesnym społeczeństwie litewskim pozostaje silny i wyraża się w różnych formach. Przez długi czas wizerunek Barbary formowała literatura piękna (od 1971 r., kiedy to ukazał się dramat Juozasa Grušasa Barbora Radvilaitė). Litewski czytelnik może poznać biografię Barbary z ponad 20 większych literackich utworów, nie licząc poezji i mniejszych prac. Także najmłodsi czytelnicy nie mogą narzekać: mają do wyboru nie tylko ilustrowaną książeczkę z opowiadaniem
o królowej, ale też wydaną w 2012 r. przez wydawnictwo Aukso žuvys książeczkę do kolorowania dla dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym Barbara Radziwiłłówna. W latach osiemdziesiątych Barbara wkroczyła na scenę litewskiego teatru i zagościła na prawie wszystkich scenach, a w 1982 r. powstał spektakl telewizji litewskiej. W 2011 r. odbyła się premiera opery o Barbarze, a następnie musicalu. Spektakle nakierowywały uwagę twórców na osobę Radziwiłłówny, a liczne recenzje spektakli wizerunek królowej. Sugestywność jej portretu zwiększała gra aktorska Rūty Stallilūnaitė, Reginy Arbačiauskaitė czy Eglė Aukštakalnytė. Warta podkreślenia jest działalność zespołów interesujących się muzyką i tańcem renesansowym: Banchetto musicale (powstał w 1995 r.), Puelli Vilnensis (1996) czy Flautino (1998). Ich repertuar obejmuje nie tylko rekonstrukcję muzyki i strojów okresu renesansu, ale też uczestnictwo obowiązkowej postaci – Barbary Radziwiłłówny – w rozmaitych przedstawieniach. Popularne są też obchody wydarzeń związanych z życiem królowej, a w różnych miejscowościach na Litwie przy tej okazji odbywały się wybory modelek. W 2003 r. rowerzyści, a w 2011 r. jeźdźcy na konikach żmudzkich powtórzyli trasę konduktu żałobnego Barbary. W 2000 r. Urząd Miasta Wilna ustanowił medale Barbary Radziwiłłówny i Zygmunta Augusta, które są przyznawane osobom najbardziej zasłużonym dla Wilna. W 2001 r. Towarzystwo kawalerów orderu Giedymina ustanowiło medal ku pamięci Barbary Radziwiłłówny.
Temat Barbary jest obecny nawet w litewskiej filatelistyce, a jej wizerunek uwieczniono na znaczku pocztowym wypuszczonym do obiegu w 1996 r. W Wilnie jest ulica Barbary Radziwiłłówny, a na starówce stoi od 1979 r. rzeźba Vladasa Vildžiūnasa Barbara. Trzy wileńskie szkoły podstawowe mają nazwy związane z królową: szkoła podstawowa Zygmunta Augusta (od 1999 r.), gimnazjum Radziwiłłów (od 1994 r.) i szkoła podstawowa Barbary Radziwiłłówny (od 2004 r.). Imię Barbary Radziwiłłówny uwieczniono w dość nietypowy sposób, jak np. nazwami pokoi w hotelach. Temat królowej wykorzystany został nawet w przemyśle cukrowniczym: spółka Rūta produkuje mleczne czekoladki Barbara Radziwiłłówna i Zygmunt August. Nic dziwnego, że w 2009 r., gdy z okazji tysiąclecia Litwy wybierano „100 osobowości tysiąclecia Litwy”, Barbara Radziwiłłówna znalazła się w tym gronie. To tylko podstawowe, ale nie wszystkie odsłony wizerunku Barbary na dzisiejszej Litwie. Już samych artykułów publicystycznych o niej corocznie ukazuje się ponad 20, a są przecież jeszcze wykłady, odczyty i inne imprezy.
Można śmiało twierdzić, że Litwini szczycą się nią. Barbara Radziwiłłówna, choć była królową Polski, została przez Litwinów w pewnym sensie zawłaszczona; traktowana jest prawie jak władczyni narodu, podkreśla się jej litewskie pochodzenie. Niemałą rolę gra tu też niegasnące zainteresowanie społeczne Radziwiłłami, szczególnie z linii birżańsko-dubińskiej. Nie mniej ważne jest, że w życiu królowej istotne miejsce zajmowały terytoria współczesnej Litwy: Wilno, Dubinki, Muśniki i Malaty. Rzecz jasna, tak budowany wizerunek Barbary nierzadko staje się coraz bardziej komercyjną, zmitologizowaną białą legendą. Widocznie realny, ale przecież niepospolity życiowy dramat nie wystarcza.

Raimonda Ragauskienė
Profesor Litewskiego Uniwersytetu Pedagogicznego w Wilnie, współpracowniczka Instytutu Historii Litwy w Wilnie, zajmuje się dziejami Wielkiego Księstwa Litewskiego, historią kobiet i archiwistyką. Opublikowała m.in. biografię Barbary Radziwiłówny (1999, w jęz. litewskim).

Witold Wielki. Apogeum historii Litwy?

Rimvydas Petrauskas
przeł. Bartomiej Kowal

W świadomości historycznej Litwinów czasy Witolda Wielkiego (1392–1430) zajmują szczególne miejsce. To okres litewskiej potęgi, jednak zmącony przeczuciem nadchodzącego powolnego upadku.

Wielki książę litewski Witold, fot. archiwum „Mówią wieki”

Zwycięska bitwa pod Grunwaldem i niedokonana koronacja Witold to dwa ważne, symboliczne punkty narracji historycznej. Szczytowy okres kultu Witolda, na Litwie zwanego wielkim, przypadają na czasy międzywojenne w Republice Litewskiej. Dzień niespełnionej koronacji (8 września) obchodzono wtedy – obok święta niepodległości 16 lutego – jako najważniejsze święto świeckie w kraju. Wizerunek Witolda, ochrzczonego pod imieniem Aleksandra, nie ma sobie równych w litewskiej pamięci historycznej, gdyż był i pozostaje obecny w świadomości przedstawicieli różnych warstw społecznych, wyznań, a później także – narodowości. Jednocześnie wielki książę jest jedną z niewielu postaci historii Litwy, która – choć w nieznaczny sposób – zaistniała w tradycji europejskiej myśli politycznej (Piccolomini, Montaigne).
Jego wizerunek jako wzorowego władcy zaczął się kształtować jeszcze pod koniec jego życia, gdy powstał jego pierwszy życiorys – Pochwała Witolda. Pamięć, a nawet kult Witolda rozwijał się nadal, mimo że wygasła linia Kiejstutowiczów, która byłaby zainteresowana utrwaleniem i pielęgnowaniem jego pamięci. Z czasem wizerunek wielkiego księcia utrwalał się: sekretarz Aleksandra Jagiellończyka Erazm Ciołek, gdy w 1501 roku przemawiał w Rzymie, nazywał go wielkim władcą. Po kolejnych kilku dekadach jego postać uwiecznili w swej twórczości: Mikołaj Hussowski, Michalon Litwin i Maciej Stryjkowski.
W późniejszych czasach Witold zwykle był oceniany wedle tego, na ile odpowiadał oczekiwaniom pokoleń, które po nim przyszły. Różnorodność jego działalności pozwoliła bodaj każdemu na odnalezienie ważnych dla siebie wątków, które niejednokrotnie były w diametralnie różny sposób postrzegane przez różnych autorów. To, co dla jednych było przejawem uprawnionej surowości władcy, inni uznawali za dowód okrucieństwa. Krytycy zarzucali mu, że jego liczne ucieczki nie były przejawem szlachetności, za to manipulacje w kwestii Żmudzi uznawali za nieodpowiedzialne. Tymczasem apologeci dopatrywali się w tych działaniach konsekwencji w realizowaniu z góry ułożonego planu, gdzie docelowe sukcesy usprawiedliwiały wcześniej podejmowane, niejednoznaczne działania. Tak czy owak, we wszystkich tekstach Witold pozostawał najważniejszą postacią w dziejach Litwy.

Litewski monarcha
W roku 1392, po ponad dziesięcioletniej walce o dziedzictwo, stracie ojca, matki i niemal wszystkich braci, po trzykrotnym chrzcie i dwukrotnej zmianie imienia czterdziestoletni Witold nareszcie dopiął swego: jego długoletni konkurent, później jednak zawsze tytułowany bratem, towarzysz niemal dorocznych wspólnych polowań, król polski Władysław II Jagiełło w końcu w Ostrowie uznał prawa Witolda do władztwa nad Wielkim Księstwem Litewskim.
Już w ciągu roku po ugodzie ostrowskiej Witold ujawnił swoje pretensje do praw suwerena, gdy samowolnie zaczął używać tytułu wielkiego księcia. To właśnie w jego czasach tytuł ten stał się oficjalnym określeniem władców Litwy, a jednocześnie państwo przez nich rządzone odtąd zaczęto na trwałe nazywać Wielkim Księstwem Litewskim. Mniej więcej wtedy Witold zaczął bić własną monetę – „denara”, który był nie tylko nieodzownym elementem ekonomicznym polityki monetarnej, ale też deklaracją suwerennej władzy. Narastającaw Witoldzie świadomość bycia władcą znajduje swe odbicie w ikonografii politycznej – w rozwoju jego pieczęci. Początkowo odziedziczony po ojcu piechur z włócznią ustępuje miejsca szlachetniejszemu motywowi jeźdźca. Pod koniec XIV wieku powstaje nowy typ pieczęci: tzw. Wielka Pieczęć, gdzie obok rodowego jeźdźca (Pogoni) pojawiają się herby ziem (trockiej, wołyńskiej i smoleńskiej), które wskazują na status suwerena. W końcu w 1407 roku zaprojektowana zostaje majestatyczna pieczęć Witolda: postać na tronie symbolizowała pełnię władzy suwerennego władcy. Dynamika Witoldowej sfragistyki pozostawała w relacji z innymi ważnymi wydarzeniami początku XV wieku. Ok. 1408 roku zakończono budowę rezydencji na zamku w Trokach. Jej świetlicę zdobiło malowidło ścienne obrazujące dialog władcy z poddanymi. Niektóre murowane rezydencje wielkoksiążęce przebudowano (Wilno, Troki, Grodno, Kowno, Łuck). Najważniejszą zmianą był jednak początek budowania instytucjonalnej struktury dworu wielkoksiążęcego na wzór zachodni. W 1395 roku, w tym samym roku, w którym Witold po raz pierwszy użył tytułu wielkiego księcia, utworzono urząd marszałka dworu. System dworskich stanowisk, który miał swe początki jeszcze w czasach frankijskich, był stosowany w średniowieczu (z nieznacznymi lokalnymi modyfikacjami) w całej chrześcijańskiej Europie i stanowił element zarezerwowany wyłącznie dla dworów suwerennych władców.
Na dworze Witolda funkcjonowały więc stanowiska typowe dla klasycznych europejskich dworów: marszałek, skarbnik, podczaszy, kuchmistrz, chorąży, herold. Tworząc strukturę organizacyjną typową dla europejskich dworów Witold pretendował do członkostwa w rodzinie suwerennych królów i książąt Europy. Dwór stanowił jednocześnie element symboliczny władzy rezydencjalnej, niejako scenę, na której publicznie prezentowano prestiż władcy: uroczyste, uregulowane ścisłą etykietą przyjęcia gości, uczty wydawane na ich cześć, ceremonie pasowania na rycerzy, akty i postacie świąteczne czy egzotyczne (muzykanci, błazny, karły, zwierzyniec). Barwny, podniosły charakter dworu częściowo odzwierciedla osobiste preferencje książęce, głównie chodziło mu jednak o spełnienie wymogów stawianych dworom monarszym i o zaznaczenie swojej obecności w pejzażu politycznym kraju.

Pismo a polityka
Jeszcze jedna instytucja rządzenia odzwierciedla kierunek zmian typowy dla epoki Witolda. Po przyjęciu chrztu nastąpiła intensyfikacja kontaktów sąsiadami, a co za tym idzie – szybki rozwój kultury piśmiennej w społeczeństwie litewskim. Rosnąca aktywność Litwy w polityce międzynarodowej regionu skłaniała do utrzymywania stałych kontaktów z władcami czy wysokimi urzędnikami innych krajów. Wielki książę stanął zatem przed koniecznością skupienia wokół siebie większej liczby ludzi zdolnych do tworzenia dokumentów skierowanych do różnych kategorii poddanych wewnątrz kraju (bojarów, duchownych, mieszczan) oraz do komunikacji pisemnej z zagranicą. Tak ukształtowała się stała grupa pisarzy wielkoksiążęcych, która stanowiła kancelarię władcy. W tym kręgu, w czasie „wojny kancelaryjnej” z zakonem, powstała również nowa naówczas ideologia polityczna. Jako jej przykłady można podać koncepcję wojny sprawiedliwej rozwiniętą w okresie konfliktu Witolda i Jagiełły z Krzyżakami czy argumentację o charakterze narodowym, do jakiej odwołał się w 1421 roku Witold w liście do króla Rzymu Zygmunta: Litwini i Żmudzini to jeden naród, dlatego powinni się znaleźć w jednej wspólnocie politycznej. Dzięki wymianie listów i poselstw dwór Witoldowy stał się integralną częścią systemu komunikacyjnego łączącego europejskie dwory. Kancelaria wielkoksiążęca potrafiła na czas przygotować pisma skierowane do adresatów używających w piśmie różnych języków, a czasem nawet zapewniała przekłady z języków mniej znanych (np. tatarskiego).
Rosnące grono doradców i kancelistów nie zwalniało jednak władcy z koordynowania polityki wewnętrznej, stąd miała ona często charakter spontaniczny i nosiła cechy improwizacji, zależnie od tego jaką informacją (czasem bardzo fragmentaryczną) dysponował władca. Efektywne prowadzenie polityki wymagało więc posiadania grona zaufanych ludzi, i to nie tylko w kraju. Osobiste kontakty Witolda w państwie krzyżackim, Polsce, Czechach i na Węgrzech zapewniały mu nie tylko dostęp do bieżących informacji, ale były narzędziem upowrzechniania wyrazistego, pozytywnego wizerunku władcy. Polscy duchowni i wielmoże szukali jego poparcia krocząc po kolejnych stopniach kariery, zaś panowie czescy w 1421 roku zaprosili go do zajęcia tronu królewskiego.

Rycerski władca
Imię Witolda, szczególnie po zwycięstwie pod Grunwaldem, było coraz częściej powtarzane w Europie. To również przyczyniło się do zacieśnienia stosunków z innymi krajami, nie tylko ościennymi, również tymi dalej położonymi. Była to jednocześnie okazja do nagłośnienia postępów w chrystianizacji Litwy. Chrześcijańską identyfikację władcy podkreślano celowo, np. w liście z 1 maja 1412 roku do infanta kastylijskiego Ferdynanda, gdzie jest mowa o wspólnocie krain w odległych obszarach świata, które walczą z wrogami wiary.
List ten miał dostarczyć iberyjskiemu władcy rycerz kastylijski Alfonso Mudarra, goszczący na Witoldowym dworze. Jego podróż wskazuje, że kultura rycersko-dworska była kluczowa dla wspomnianego systemu komunikacji. W późnym średniowieczu w Europie można obserwować jej schyłek, jednak pozostawała ona swoistym stylem życia, który w najwyższym stopniu łączył szlachetnie urodzonych Europejczyków. Na Litwie kultura rycerska najbardziej rozwinęła się właśnie w okresie panowania Witolda. Ważną częścią życia dworskiego była ceremonia pasowania na rycerzy, a dokumenty wskazują, że odbywano jej na Witoldowym dworze: obok imion bojarów i wielmożów pojawia się łaciński tytuł rycerski – miles strennum.
Praktyki ceremoniału rycerskiego wraz z hojnością wielkiego księcia, z której Witold słynął, uczyniły dwór Witoldowy nowym centrum kultury rycerskiej, co stało się szczególnie czytelne w kontekście wypraw przeciwko tatarom i prawosławnym. Tekst listu, który w 1426 roku Witold wystosował do mistrza zakonu w Inflantach świadczy o tym, że wyprawy na Psków i Nowogród w latach 1426 i 1428 były nie tylko działaniami polityczno-militarnymi, ale także przejawem rycerskiego stylu życia. W tym liście Witold prosił o zgodę na przyłączenie się rycerzy i giermków inflanckich do planowanej wyprawy, gdyby chcieli oni wziąć w niej udział ze względu na rycerskość i inne sprawy. W 1406 roku wraz z Witoldem na Moskwę maszerowali holenderscy i burgundzcy heroldowie, włączając w ten sposób dwór Witoldowy do mapy podróży heroldów Europy. Przebywający na nim rycerze z innych krajów nie zrywali kontaktów ze swoimi byłymi seniorami, a po powrocie do ojczyzny stawali się zaufanymi wielkiego księcia litewskiego. Uczestnictwo w wielkiej polityce ułatwiało rozwiązywanie kwestii lokalnych, jak to miało miejsce przypadku powołani na soborze w Konstancji diecezji żmudzkiej w okresie, gdy terytorium Żmudzi ciągle było przedmiotem sporu między Litwą a Zakonem. Niezamierzonym wynikiem takich kontaktów było pojawienie się awanturnika o imieniu Baltazar, podającego się za syna Witolda i w tym charakterze podróżującego po bardziej odległych dworach Europy Zachodniej. Zatem Witold był rozpoznawalnym, ale jednak dalekim władcą. Utrwalała się jednak zasada, że dwór Witoldowy był przystankiem na trasach podróży europejskich szlachetnie urodzonych i miejscem poselstw wysyłanych przez królów i książąt Europy.

Zamysł koronacji
Witold nieustannie utrwalał swój wizerunek suwerennego monarchy i starał się uczestniczyć w najważniejszych wydarzeniach polityki europejskiej. Jego wysłańcy: wielmoża Jerzy Giedygołd, sekretarz Mikołaj Sapieński i delegacja żmudzka uczestniczyli w soborze w Konstancji, za pośrednictwem księcia Zygmunta Korybutowicza utrzymywał kontakty z Husytami itp. Litwa nigdy przedtem i nigdy potem nie była tak aktywna politycznie. O tym, że utrzymywał on stosunki z Bizancjum, świadczy wielka mapa Konstantynopola (membrana maxima) wyrysowana na zamówienie Witolda przez włoskiego zakonnika, geografa Cristofora Buondelmontiego. Niestety, zabytek ten nie zachował się do naszych czasów. Jak żaden inny władca litewski Witold utrzymywał stałe kontakty także z postaciami pretendującymi do roli najwyższej (uniwersalnej) władzy – papieżem i cesarzem. One właśnie doprowadziły Witolda do ostatniego wielkiego projektu politycznego – zamysłu pozyskania korony królewskiej.
Kwestia ta była rozważana na arenie międzynarodowej ówczesnego Zachodu, dlatego czynnik międzynarodowy stanowił kluczowy element genezy nowego królestwa. W porównaniu z dziejami koronacji Mendoga – władcy Litwy z połowy XIII wieku, sytuacja w Europie zmieniała się diametralnie. W późnym średniowieczu mapa polityczna Europy miała już swoje trwałe zarysy, nie powstawały nowe królestwa, a raczej odwrotnie – budowano unie dynastyczne. Wbrew popularnym w historiografii hipotezom jakoby koronacja była marzeniem Witolda „od zawsze” wydaje się, że dopiero po propozycji tronu złożonej wielkiemu księciu przez panów czeskich na początku lat dwudziestych w jego otoczeniu zaczął dojrzewać zamiar zabiegania o koronację. Ważnym impulsem mogło być też nadaniu Witoldowi przez papieża Marcina V w 1418 roku tytułu „wikariusza apostolskiego” oraz mianowanie go protektorem arcybiskupstwa i kapituły ryskiej. Znaleziono także niezbędnego partnera projektu – Zygmunta Luksemburskiego, zabiegającego o władztwo Cesarstwa Rzymskiego króla Czech i Węgier.
Przygotowanie do takiego kroku wymagało działań symbolicznych. Podobnie jak inni monarchowie europejscy, Witolda także był rex ambulans – monarchą wędrującym. Większą część czasu spędzał on na podróżach między swoimi dworami i zamkami. Niemniej nawet uwzględniając tę okoliczność zadziwia ówczesna aktywność Witolda. Oto kilka faktów z życia zaawansowanego w latach, kończącego ósmą dekadę życia księcia, z okresu między 1426 a 1429 rokiem. W 1426 roku wielki książę podjął wyprawę wojskową w kierunku Pskowa. W tym samym roku w październiku krótko odwiedził Łuck, a w 1427 roku podróżował na trasie: Troki–Podlasie––Mińsk–Kryczów–Smoleńsk–Kijów––Ostróg–Łuck–Włodzimierz–Horodło–Brześć–Mielnik–Drohiczyn––Grodno–Kowno–Nowogródek–Wilno. Zatem w ciągu roku wielki książę pojawił się w najważniejszych punktach Wielkiego Księstwa, poza Połockiem i Witebskiem, gdzie przebywał rok wcześniej. W 1428 roku podjął jeszcze jedną wyprawę militarną, tym razem przeciwko Nowogrodowi Wielkiemu.
Kulminacyjnym punktem tych podroży był zjazd władców europejskich na zamku w Łucku w 1429 roku (jedyna wizyta władcy Rzymu w całych dziejach Litwy). Spotkanie to było demonstracją polityczną, mającą nadać większą rangę polityczną upublicznieniu pomysłu koronacji. Po tym, jak panowie polscy, pod wpływem Jagiełły, wyjechali z Łucka, nastąpił bodaj najpoważniejszy kryzys w relacjach Jagiełły i Witolda (oraz Witolda z Polską) od 1392 roku. W korespondencji nie szczędzono sobie nawzajem inwektyw. Z drugiej strony wymiana tajnych poselstwa świadczy o dążeniu do normalizacji stosunków. Nie dziwi zatem fakt, że jesienią 1430 roku przybywający na Litwę Jagiełło został przez Witolda przyjęty jak stary przyjaciel i krewny, któremu umierający wielki książę powierzył opiekę nad żoną i poddanymi.
Jeśli chce się zrozumieć, na co liczył Witold gdy zamierzał zneutralizować przeszkody w dążeniu do korony królewskiej, warto zwrócić uwagę na projekt dokumentu koronacyjnego, który wieźli posłowie króla rzymskiego Zygmunta. Ujawnia on motywy, jakimi kierował się w podejmowaniu tak wyjątkowej decyzji – koronacji nowego króla. Zygmunt wywyższał Witolda i jego następców do rangi wieczystych królów Litwy, a kraj do godności królestwa. Czynił tak powołując się na autorytet władzy cesarskiej – mundi monarchiae. Taki awans spotkał Witolda w uznaniu jego zasług na polu szerzenia chrześcijaństwa, zaś on sam tytułowany był apostolus domini – apostołem Pańskim. Dalsza część dokumentu potwierdza, że zasługi na rzecz chrześcijaństwa są jedynym usprawiedliwieniem dla powołania nowego królestwa. Jest tam mowa o tym, że odtąd Witold i jego następcy mają być nazywani królami na całym świecie, a jako tacy nie mogą być niczyimi poddanymi ani wasalami, nawet świętego cesarstwa, są bowiem tarczą (clipeus) przeciwko poganom. Polityczne skutki powołania nowego królestwa nie były – jak się wydaje – dla samego Zygmunta w pełni czytelne. Mimo aktywnego wsparcia i działań przygotowawczych zakrojonych na szeroką skalę (regulacje prawne, kucie koron, wysokiej rangi poselstwo prowadzone przez biskupa magdeburskiego), dręczony wątpliwościami Zygmunt wysłał koronę niebezpieczną drogą przez Polskę, co w końcu zadecydowało o niepowodzeniu projektu.
Co skłoniło Witolda do tak upartego dążenia do korony pod koniec życia? Nie chodziło mu na pewno o zerwanie unii z Polską, bo ta mogła być zachowana również między królestwami. Może motywem było zapisanie się w historii na trwałe przez kogoś, kogo burzliwe, pełne sukcesów życie polityczne dobiegało końca: ostateczne utrwalenie osiągniętych celów i początek tworzenia legendy? Połączenie wątków świeckich i sakralnych jego władzy (za czym przemawia seria darowizn na rzecz Kościoła, jakich dokonał Witold w roku 1430): wizerunek suwerennego władcy chrześcijańskiego do przekazania przyszłym pokoleniom? Cała ta historia ujawnia gotowość Witolda do tego, by uzyskać i utrwalić własny status najwyższego suwerena we własnym kraju na naszej ziemi, w naszym domu, w naszej ojczyźnie – jak pisał w jednym z listów.

Dziedzictwo
27 października 1430 roku w Trokach zmarł władca, który mógł się poszczycić długim i pełnym sukcesów panowaniem. Władca Litwy, Rusi i Żmudzi, drugi człowiek w Królestwie Polskim, elekt Korony Czeskiej, protektor biskupów inflanckich, wielkiego księcia moskiewskiego (własnego wnuka) oraz chana tatarskiego – wszystko to są osiągnięcia szeroko zakrojonej, dynamicznej polityki Witoldowej. Stanie się wielkim władcą zawsze wymaga czasu i Witold go miał. Późno wywalczył władzę, ale po tym fakcie miał jeszcze czterdzieści lat na realizację swoich celów politycznych. Poza koroną brakowało mu jeszcze jednego elementy, warunkującego udany żywot średniowiecznego władcy – założenia i przedłużenia dynastii. Był dwukrotnie żonaty, ale doczekał się tylko córki Zofii, która jeszcze w dramatycznym roku 1390 wyszła za mąż za wielkiego księcia moskiewskiego Wasyla I, któremu urodziła następcę tronu Wasyla i żonę przyszłego cesarza bizantyjskiego – Annę. Tymczasem tron litewski Witold musiał pozostawić Jagielle i jego potomkom. Mimo to w pamięci Jagiellonów Witold był członkiem ich rodu, wymienianym obok Jagiełły. To na jego cześć wnuk Jagiełły i przyszły wielki książę litewski otrzymał imię Aleksandra.
Najważniejszym elementem dziedzictwa Witoldowego jest jego projekt polityczny – utrwalenie samodzielnej pozycji Litwy w unii z Polską. Z niego wyrasta metafora granic czasów Witoldowych, której używano czasem w XV i XVI wieku w dokumentach. Oznaczała ona idealne terytorium państwa, którego należy obronić. Tradycja przez wieki ukształtowała swoisty kult Witolda i w przekonujący sposób nadała też sens zmianom, jakie zaszły na przełomie XV i XVI wieku. Chwała opiekuna Kościoła i twórcy stanu bojarskiego, imię „świętej pamięci” władcy w nazwach gildii kupców niemieckich, tytuł założyciela wspólnot żydowskich, tatarskich i karaimskich – takie wizerunki Witolda zapamiętały różne grupy wyznaniowe, etniczne i społeczne w Wielkim Księstwie Litewskim. Następnym generacjom o Witoldzie przypominały znaki Witoldowe na pograniczu z zakonem, od jego imienia pochodzące nazwy terenów polowań i dróg, a nawet wymieniana w 1548 roku w księdze rachunkowej Zygmunta Augusta armata Witolda.

Rimvydas Petrauskas
Litewski historyk, profesor na Uniwersytecie Wileńskim.