Władysław Jagiełło w polskiej pamięci historycznej

Piotr Węcowski

Na początku 1386 roku książę litewski Jagiełło jechał do Krakowa. Miał zostać koronowany na króla Polski, ale wcześniej poznać swoją przyszłą żonę Jadwigę Andegaweńską. Przerażona królowa wysłała do niego zaufanego dworzanina Zawiszę z Oleśnicy, „polecając, by go [Jagiełłę] oglądnął, jego urodę i postawę [i] wrócił jak najszybciej i opowiedział dokładnie o jego urodzie, sylwetce i obyczajach”.

Portret Władysława Jagiełły nieznanego malarza, XVIII wiek, fot. archiwum „Mówią wieki”

Jagiełło domyślił się celu tej wizyty i nie tylko życzliwie przyjął posła, ale nawet poszedł z nim do łaźni, żeby [ten] lepiej zobaczył nie tylko jego postać, ale i poszczególne kształty jego ciała. Zawisza wrócił do Jadwigi i uspokoił ją: sylwetka księcia Jagiełły jest zgrabna, kształtna, ciało dobrze zbudowane, wzrost średni, spojrzenie wesołe, twarz podłużna, bez żadnego śladu szpetoty, a obyczaje poważne i godne księcia.
Historię tę opisał niemal 100 lat później Jan Długosz. Nie wiadomo, czy jest prawdziwa, choć wiele za tym przemawia. W każdym razie opowieść dobrze odzwierciedla obawy, jakie Polacy żywili wobec nowego władcy. Jagiełło był nieznanym barbarzyńcą, poganinem, który na dodatek wielokrotnie walczył z Królestwem Polskim. Czego się po nim spodziewać? Ponadto Jagielle długo wypominano pogańską przeszłość i obce pochodzenie. Polacy własnych i dziedzicznych porzuciwszy książąt, którzy od chrześcijańskich przodków ród swój wiedli, z dopuszczenia Bożego i w słusznej karze za grzechy powierzyli rządy obcemu i pogańskiemu książęciu – komentował Długosz.
Królowi zarzucano też faworyzowanie Litwinów. Długosz wielokrotnie wypominał, że Litwę swoją ojczyznę, rodzinę i braci tak dalece miłował, że gdy Królestwa Polskiego nie wahał się narażać na rozliczne wojny i klęski, wszystkie skarby i dochody królewskie poświęcał na obronę i wzbogacenie Litwy. Także Grzegorz z Sanoka w Epitafium Jagiełły podkreślał, że Litwinom szczodra prawica [Jagiełły] raczyła przychodzić z pomocą i często w zamian za łachmany dawała [dostojne] szaty.
W czasach Jagiełły i całym XV stuleciu trudno było pominąć te nieprzyjazne opinie. Ale także zwolennicy króla podkreślali jego pogaństwo i obce, litewskie pochodzenie. W tym jednak wypadku były to jedynie figury retoryczne, które miały podkreślać ogrom dokonań władcy. Działano tu w myśl zasady: mimo że był poganinem obcego pochodzenia, to jednak…

Dobry chrześcijanin
Informacje o pogańskim pochodzeniu Jagiełły miały także uwypuklić zmianę, jaka się w nim dokonała po przyjęciu chrześcijaństwa i polskiej korony. Poseł Mikołaj Lasocki, przemawiając podczas soboru w Bazylei, podkreślał, że Jagiełło po przyjęciu chrztu tak szybko przyswoił sobie podstawy wiary i obyczaje katolickie, że nie było nikogo, kto by się temu ogromnie nie dziwił. Także innych wraz z nim ochrzczonych tak bardzo zachęcał i napominał, iż w krótkim czasie wszyscy wykazali odpowiednią wiedzę. Jednak były i porównania odważniejsze: jeden z ówczesnych kaznodziei przyrównywał Jagiełłę do Konstantyna Wielkiego: tak jak cesarz miał wprowadzić chrześcijaństwo do Rzymu, tak Jagiełło doprowadził do chrztu pogańskich Litwinów. Mikołaj Kozłowski, profesor Uniwersytetu Krakowskiego, przyrównał Jagiełłę do ryczącego lwa, który był srogi z natury, jednak po przyjęciu chrztu stał się najłagodniejszym z ludzi. Zaś w mowie wygłoszonej po śmierci monarchy przyrównywał go do Salomona. Co więcej, uznał, że polski władca przewyższył biblijnego króla. Ten bowiem zbudował Bogu tylko jedną świątynię, tymczasem Jagiełło ufundował metropolię (arcybiskupstwo we Lwowie), siedem kościołów katedralnych, a także niezliczoną liczbę innych kościołów.
Władca nie tylko fundował kościoły; doprowadził także do wskrzeszenia Uniwersytetu Krakowskiego. To drugi po chrzcie Litwy najczęściej w Polsce wspominany czyn Jagiełły. Dążenie króla do odnowienia uniwersytetu podkreślał już Bartłomiej z Jasła w 1390 roku. Zasługi monarchy i jego dotacje dla uczelni były wielokrotnie wspominane. Grzegorz z Sanoka określił władcę znakomitszym od innych książąt budowniczych i darczyńców Akademii w Krakowie, z której kler obficie czerpie wielkie korzyści.
Chrystianizacja Litwy oraz działania fundacyjne Jagiełły wpisywały się w obraz pobożnego i miłującego pokój władcy. W XV wieku podkreślano, że od przyjęcia chrztu król w piątki pościł o chlebie i wodzie, a podczas Wielkiego Postu każdego dnia. W dzień Wieczerzy Pańskiej pokornie umywał stopy 12 żebrakom oraz usługiwał im przy stole. Gorliwie się modlił, uroczyście czcił dni święte, rozdawał liczne jałmużny i zachowywał wstrzemięźliwość zarówno w jedzeniu, jak i w piciu. Wielokrotnie podkreślano, że nie pił wina i był zawsze trzeźwy.

Rycerz
Wkrótce po bitwie grunwaldzkiej w obrazie Jagiełły pojawił się nowy element – pokonanie Krzyżaków. Króla zaczęto określać jako najświetniejszego wojownika (Jan z Ludziska) i sprawcę świetnych polskich zwycięstw (Wincenty Kot). Na początku XVI wieku w wierszowanym poemacie Jan z Wiślicy uznał, że: Sławą tej wojny Jagiełło szczęśliwy/ Przewyższa świetnych przodków najśmielsze porywy,/ Których cnoty umysłu, prawica wsławiła/ Nasz wódz zwycięski, w bojach niespożyta siła. Tę siłę mierzono ilością zabitych wrogów; już w XV wieku kronikarze podawali fantastyczne liczby Krzyżaków poległych pod Grunwaldem. Zdaniem autora jednego z roczników miało zginąć 144 tys. jeźdźców, inny pisał nawet o 160 tys. Bitwę grunwaldzką w XV wieku przypominano też w licznych wierszach. Niektóre były pisane w języku polskim. Pierwszy z nich powstał, jak się wydaje, zaledwie kilka lat po bitwie: Król Włodzisław Polski/ Witold ksiądz wielgi litewski/ Posiekli brodacze,/ Iż leżeli jako kołacze/ Na polu grinwalskiem.
Przedstawienie Jagiełły jako pogromcy Krzyżaków nie za bardzo pasowało do obrazu władcy religijnego, sprawiedliwego i przede wszystkim pokojowego. Wiedziano o tym w otoczeniu króla. W listach wysyłanych z pola bitwy pisarze z kancelarii królewskiej przedstawiali wojnę z Krzyżakami jako sprawiedliwą, a zwycięstwo w niej jako osiągnięte mocą Bożą. Jagiełło był jedynie zbrojnym ramieniem Boga, który ukarał pychę i zbrodnie Krzyżaków. Król pokonał wrogów nie dzięki naszej potędze, ani wojsk liczebności, lecz jedynie dzięki mocy i dobroci Boga, który oby zawsze nas powodzeniem raczył ochraniać. Autor jednego z piętnastowiecznych wierszy grunwaldzkich wyraził to dobitnie: To sama dobroć Boża, a nie moc ludzka ukształtowała losy tej wojny i dała zwycięstwo Koronie Królestwa i polskim zastępom. W ten sposób można było wciąż utrwalać wizerunek Jagiełły jako króla miłującego pokój. Według wielu średniowiecznych autorów monarcha, nawet gdy wojska były już rozstawione, wciąż się modlił. Nie przerwał słuchania mszy świętej i do końca miał nadzieję na pokojowe zakończenie sporu z Krzyżakami. Niestety, pycha i agresja rycerzy zakonnych uniemożliwiły takie rozwiązanie. Konflikt musiał się zakończyć na polu bitwy.
W XV wieku ukształtował się dosyć jasny i pozytywny wizerunek Władysława Jagiełły. Był to król miłujący pokój, sprawiedliwy, miłosierny – słowem, władca idealny. Nawet obce pochodzenie nie zmieniało ogólnej pozytywnej opinii na jego temat. Trzy dokonania Jagiełły były dla średniowiecznych Polaków najważniejsze: chrystianizacja Litwy, odnowienie Uniwersytetu Krakowskiego oraz pokonanie Krzyżaków pod Grunwaldem.

Uwielbienie i krytyka
Pozytywna opinia o Jagielle utrzymywała się przez cały okres nowożytny. Daj nam Boże Jagiełki takiej drugiej dostać/ Jak ta Litewka była, która oświeciła/ Polskę i w Litwie prawdę bożą oświeciła – stwierdzał pod koniec XVI wieku Maciej Stryjkowski. Dla Jana Gołuchowskiego, autora Ikones książąt i królów polskich (1605), Jagiełło był mężem cnotą i zacnością wielką ozdobionym. Wtórował mu Szymon Staropolski, który w Wojownikach sarmackich (1631) przedstawił biogramy mężów słynących męstwem wojennym. Nie zabrakło w nim Jagiełły, którego autor nazywa ojcem ojczyzny i którego wielkością się delektuje: Wielki Jagiełło, mąż sprawiedliwy i szlachetny, zrodzony po to, by być przykładem wszystkich cnót. Pośród przesławnych królów sarmackich jaśnieje jak słońce pośród planet tak dalece, że na całej Północy nie było podobnego mu chwałą. Wielki władca, wielki książę, wielki apostoł swojego narodu, ozdoba i chluba wszystkich królów polskich.
Zasługi Jagiełły podkreślano nie tylko w utworach literackich i dziełach historycznych. W czasach nowożytnych był on także bohaterem licznych dzieł sztuki, uwieczniano go na obrazach i drzeworytach. Nie doczekał się jedynie, o ile wiadomo, pomnika, choć takie plany się pojawiały. W czasach Stanisława Augusta Poniatowskiego projektowano przebudowę Sali Senatorskiej na Zamku Królewskim w Warszawie. Miała ona być m.in. ozdobiona posągami siedmiu najznamienitszych polskich władców, w tym Władysława Jagiełły.
Dopiero schyłek XVIII i początek XIX stulecia przyniosły pierwsze nieśmiałe uwagi krytyczne o Jagielle. Pojawiły się one przede wszystkich w dziełach ówczesnych historyków. Jan Chrzciciel Albertrandi, bibliotekarz króla Poniatowskiego, zarzucał Jagielle słabość rządów i osłabienie władzy królewskiej. Julian Ursyn Niemcewicz w Śpiewach historycznych (1816) krytykował króla za nadawanie szlachcie przywilejów (czym osłabił pozycję monarchy) oraz zarzucał mu niewykorzystanie grunwaldzkiego zwycięstwa. Zdaniem Niemcewicza Jagiełło był gorliwy o wiarę, odważny w boju, hojny aż do zbytku, miał cnoty prywatne, lecz nie posiadał przymiotów potrzebnych wielkiemu monarsze. Słabość i łatwowierność prowadziły go od błędu do błędu. Do tej litanii Jerzy Samuel Bandtkie (1820) dołożył kolejne: zamków ani nowych nie budował, ani starych nie naprawiał, przez zaniedbanie sądów nie był ojcem miast i chłopów.
Zarzuty nie były nowe, wiele z nich pojawiło się już w Rocznikach Długosza. O ile jednak dla Polaków w XVI−XVIII wieku nie miały one większego znaczenia, o tyle pod koniec XVIII wieku i na początku stulecia następnego zarzut osłabienia władzy monarszej w Polsce był istotny. Tak samo ważny jak twierdzenie o lekceważeniu przez króla miast i chłopów. Zaniechania Jagiełły na tym polu były tym wyraźniejsze, gdy porównywało się go z „chłopskim” i „ojczystym” królem Kazimierzem Wielkim.
W pierwszej połowie XIX wieku nie wszyscy przyjmowali te krytyczne opinie na temat Jagiełły, jednak – a może właśnie z tego powodu – w ówczesnej pamięci historycznej bardzo stracił on na znaczeniu. Jeśli pojawiał się np. w dziełach literackich, to najczęściej jako mąż opromienionej świętością Jadwigi Andegaweńskiej. Stał się teatralnym rekwizytem, złożonym w garderobie i czekającym na inne czasy.
Litwin zawłaszczony przez Polaków
Te nadeszły w drugiej połowie XIX wieku wraz ze wzrostem polskiej świadomości narodowej i coraz ostrzejszymi konfliktami polsko-niemieckimi. Obrona przed wynarodowieniem i germanizacją wymagała m.in. sięgnięcia po rekwizyty i postacie z dawnych czasów. Któż nadawał się do tego lepiej niż pogromca utożsamianych z Niemcami Krzyżaków? Jagiełło stał się bohaterem wielu utworów, z powieścią Józefa Ignacego Kraszewskiego (Krzyżacy 1410, 1882) i – przede wszystkim – Krzyżakami Henryka Sienkiewicza na czele. Był też coraz częściej bohaterem malarstwa historycznego. Artyści chętnie przedstawiali Jagiełłę modlącego się przed bitwą pod Grunwaldem (Jan Matejko) oraz przyjmującego dwa krzyżackie miecze (Maksymilian Piotrowski, Wojciech Kossak). Najczęściej przedstawiano jednak samą bitwę (m.in. Jan Matejko, Tadeusz Popiel, Zygmunt Rozwadowski, Wojciech Betley). W 1909 roku Jan Styka z synem Tadeuszem rozpoczęli nawet pracę nad Panoramą grunwaldzką, która miała zawisnąć w krakowskim Barbakanie. Z projektu nic nie wyszło, ale rok później, 15 lipca, odsłonięto w Krakowie pomnik króla Jagiełły. Jego autorem był Antoni Wiwulski, fundatorem Ignacy Paderewski. Odsłonięcie pomnika – praojcom na chwałę, braciom na otuchę − było centralnym elementem obchodów 500. rocznicy bitwy pod Grunwaldem. Zgromadziły one tłumy Polaków ze wszystkich trzech zaborów. Pisano wówczas, że uroczystości były żywiołową manifestacją polskiego narodowego ducha i pozwoliły wprawdzie na chwilę tylko, oddychać wolniej i czuć żywo, gorąco, po polsku. Litwini nie przyjęli zaproszenia na tę ceremonię.
Od tej pory w pamięci historycznej Polaków Jagiełło stał się przede wszystkim symbolem tryumfu nad Krzyżakami–Niemcami i pokonania „teutońskiej pychy”. Na długo. Do tego wizerunku nawiązał m.in. naczelny wódz gen. Władysław Sikorski w 1942 roku: pamiętne w naszych dziejach zwycięstwo [pod Grunwaldem] to dla wszystkich następnych pokoleń aż po nasze czasy było źródłem otuchy, że przyjdzie dzień, gdy pod naszymi ciosami rozpadnie się w proch i w pył ta odwieczna potęga krzyżacka, od sześciu już wieków grożąca zagładą narodowi naszemu.
Taka też myśl przyświecała inicjatorom Roku Grunwaldzkiego, obchodzonemu hucznie w 1960 roku. W PRL Jagiełło doczekał się licznych pomników, został patronem wielu szkół i ulic, bohaterem plakatów, znaczków pocztowych, medali. W propagandzie partyjnej król Władysław stał się jednak nie tylko symbolem „odwiecznego” konfliktu polsko-niemieckiego, lecz także patronem przyjaźni i związków Polski z bratnimi narodami Związku Radzieckiego, czyli z Litwinami, Białorusinami, Ukraińcami

i, rzecz jasna, z samymi Rosjanami. Jagiełło okazał się w ten sposób nie tylko znakomitym wodzem (pokonującym Krzyżaków – Niemców), ale i mądrym oraz przewidującym politykiem, niemal prekursorem sojuszu PRL z ZSRR.
Po 1989 roku oba te skojarzenia straciły znaczenie, a postać Jagiełły zaczęto wykorzystywać w bardziej przyziemnych celach, choćby i w reklamie. Król trafił też na awers banknotu 100-złotowego, na polach grunwaldzkich odbywa się zaś w lipcu coroczny wielki piknik rycerski. Z obrońcy polskości, pogromcy Krzyżaków, apostoła Litwy, odnowiciela uniwersytetu w Krakowie Władysław Jagiełło stał się ikoną popkultury. Ale to już inna historia.

Piotr Węcowski
Polski mediewista, pracuje w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego.

Punkt zwrotny bitwy pod Grunwaldem

Sven Ekdahl
przeł. Michał Kopczyński

Odnaleziony w 1962 roku list z początku XV wieku radykalnie zmienił interpretację polsko-litewskich dziejów w jednym z ich zasadniczych momentów. Dotyczy bitwy pod Grunwaldem i roli, jaką odegrały w niej wojska litewskie dowodzone przez wielkiego księcia Witolda.

Tadeusz Popiel, Zygmunt Rozwadowski, Panorama bitwy pod Grunwaldem (fragment), fot. Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie

W_sławnej kronice Roczniki, czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego Jan Długosz podał długi i barwny opis udziału wojsk litewskich w bitwie pod Grunwaldem. Nie przynosi on Litwinom chwały, zdaniem Długosza jedynie wielki książę Witold i trzy chorągwie smoleńskie zasłużyły na pochwałę za odwagę. Po godzinie walki Litwini uciekli z pola bitwy, nie powstrzymały ich ani wezwania, ani nawet miecz samego Witolda. Większość zbiegów dotarła do ojczyzny, gdzie rozpowszechniała fałszywą wiadomość o klęsce polsko-litewskiej armii oraz śmierci Władysława Jagiełły i Witolda. Kilka godzin później ścigający Litwinów Krzyżacy wrócili na pole bitwy podnieceni zwycięstwem i obładowani łupami, prowadząc licznych jeńców. Jednak ich powrót nie zapobiegł sromotnej klęsce zakonu.
Na ile wiarygodny jest ten barwny opis ucieczki wojsk litewskich? Doświadczenie pokazało, że wiarygodność Długosza jako historyka nie może być przyjmowana bez zastrzeżeń. Choć cieszy się on wielkim autorytetem, a jego twórczość z dumą uznaje się za największe osiągnięcie polskiej historiografii epoki średniowiecza, kronikarz nie może być traktowany na równi ze współczesnym, obiektywnym historykiem. Chwaląc i ganiąc opisywane postacie, nie był bezstronny, przykładów jest wiele. Szczególną ostrożność należy zachować tam, gdzie Długosz opisuje wydarzenia natury politycznej i ideowej, przede wszystkim zaś w tych miejscach, gdzie chodzi o godność narodu kronikarza i wybranych przez niego pozytywnych bohaterów. Wiemy, że ani Długosz, ani jego patron Zbigniew Oleśnicki nie byli przyjaciółmi Litwinów. Warto zwrócić uwagę na fakt, że kronikarz zaczął pisać swe dzieło w 1455 roku, a więc podczas kolejnej wielkiej wojny między Polską a zakonem, w okresie szczególnego napięcia. Litwini odmówili wtedy udziału w wojnie po stronie polskiej i można z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że była to jedna z przyczyn wzgardliwego opisu zachowania litewskich tchórzy pod Grunwaldem.
Mimo tych zastrzeżeń przekazana przez Długosza wersja wydarzeń rozgrywających się na polu grunwaldzkim wywierała przez setki lat − także w naszych czasach − przemożny wpływ na kolejne opisy bitwy. Dzięki autorytetowi kronikarza miano tchórzy, którym obdarzył wojska litewskie, przetrwało niekwestionowane przez stulecia. W nieuchronny sposób pozostawiło głębokie ślady nie tylko w historiografii, lecz także polityce, sztuce i literaturze tworzonej przez kolejne generacje. Przykładowo, podczas sejmu warszawskiego w 1564 roku Polacy wytykali Litwinom ucieczkę z grunwaldzkiego pola. Począwszy od wieku XV, naród litewski wielokrotnie musiał się konfrontować z tą ciemną plamą swej historii.

Głosy krytyczne. Cronica conflictus
Pewne obiekcje wobec jednostronnego opisu zdarzeń mieli badacze krytycznie nastawieni do źródeł. Jacques Lenfant (1724), Jacob Caro (1869), Karol Szajnocha (1877) i Stanisław Kujot (1910) wątpili w wersję Długosza. Pół wieku po ostatnim z wymienionych Stefan M. Kuczyński w monografii Wielka wojna z zakonem krzyżackim w latach 1409−1411 podkreślał, że kronikę Długosza jako źródło historyczne należy czytać krytycznie i ostrożnie.
W efekcie w XX wieku wpływ Długosza na historiografię nieco zmalał. Nowa generacja badaczy przywiązuje coraz większe znaczenie do opisu bitwy zawartego w Cronica conflictus Wladislai, regis Poloniae, cum cruciferis anno Christi 1410 (Kronika konfliktu Władysława króla polskiego z Krzyżakami w roku pańskim 1410). Została ona napisana przez królewskiego sekretarza Zbigniewa Oleśnickiego lub kanclerza Mikołaja Trąbę zapewne pod koniec 1410 roku, niecałe sześć miesięcy po bitwie. Nie ma wątpliwości, że jest to bardzo ważne źródło dla analizy przebiegu bitwy, przedstawia bowiem jej przełomowy moment inaczej niż relacja Długosza. Dowiadujemy się mianowicie, że po godzinie walki Litwini zostali zmuszeni do wycofania się, a ścigający ich Krzyżacy, myśląc, że odnieśli zwycięstwo, opuścili swoje chorągwie. Wkrótce jednak ścigający sami musieli uciekać przed tymi, których ścigali. Kiedy usiłowali powrócić do swoich szeregów, zostali odcięci przez duże siły polskie i albo zginęli w walce, albo trafili do niewoli.
Które z tych dwóch źródeł jest bardziej wiarygodne? Już w 1910 roku Stanisław Kujot uznał wyższość wersji z Cronica conflictus: Owszem, w ucieczce ich kryło się coś z fortelu tatarskiego. Lekka jazda litewska, nie mogąc miejsca dotrzymać wyborowym banderyom nieprzyjaciela, jak często tak tu rozbiegła się małemi gromadami, żeby ujść pogromu i pościgi pomylić. Bez wątpienia niebawem gromadki poczęły się zbierać i mało później niż zwycięzcy znalazły się na polu bitwy, pewnie obok chorągwi Smoleńszczan. Był to zwyczaj litewski, Witołdowi dobrze znany. Podobną opinię wyraził Adam Korta w artykule opublikowanym w 1949 roku w wojskowym czasopiśmie „Nasza Myśl”. On także uznał ucieczkę Litwinów za manewr taktyczny. W 1961 roku litewski historyk emigracyjny Kostas Jurgėla powrócił do wersji wydarzeń opartej na świadectwie Cronica conflictus i analizie Kujota; wcześniej tacy historycy jak Antanas Kučinskas i Juozas Jakštas wypowiadali się w obronie wojsk litewskich.
Trzecim ważnym źródłem jest współczesna wydarzeniom kronika Jana von Posilge, napisana z punktu widzenia krzyżackiego. W kilku linijkach poświęconych bitwie znajdujemy informację, że poganie – tak Krzyżacy mówili o Litwinach − szybko zostali zmuszeni do odwrotu. Polacy przyszli im wtedy z pomocą i zaczęła się wielka bitwa. Ostatecznie najemnicy i „goście” Polaków, atakując z jednej strony, a poganie z drugiej, rozbili odwód krzyżacki dowodzony przez wielkiego mistrza Ulryka von Jungingena.

Przełom w badaniach w 1963 roku
Przełom w badaniach nad bitwą grunwaldzką nastąpił w roku 1963 wraz z publikacją przez piszącego te słowa w czasopiśmie „Zeitschrift für Ostforschung” nowego, nieznanego dotąd źródła. Jesienią 1961 roku opuściłem Szwecję jako świeżo upieczony magister Uniwersytetu w Goeteborgu, by kontynuować studia historyczne na Uniwersytecie w Getyndze i jednocześnie prowadzić badania w znajdującym się tam wówczas archiwum zakonu krzyżackiego. Pewnego letniego dnia 1962 roku trafiłem na list zawierający wzmiankę o wielkiej bitwie – tak nazywano grunwaldzką batalię w ówczesnych źródłach. Napisano go po niemiecku, a adresatem był wielki mistrz zakonu. Nie było ani daty, ani miejsca napisania, ani autora. Mimo to było dla mnie jasne, że list dotyczył udziału wojsk litewskich w bitwie grunwaldzkiej. Było to nadzwyczajne znalezisko, które skłoniło mnie do napisania i opublikowania mojego pierwszego artykułu naukowego.
Choć brakuje daty, a nadawca jest nieznany, list nie jest kopią, o czym świadczą wydłużone kształty pierwszych literoraz staranny wygląd dokumentu. Autor nie chciał zachować anonimowości, bo skorzystał z pomocy wywodzącego się z zakonu pisarza. Był to ten sam pisarz, który przynajmniej w latach 1416 i 1417 pracował na zamku w Człuchowie na Pomorzu. List rozpoczyna formuła: Drogi mistrzu (Liber her meister), co skłania do wniosku, że autor nie był ani członkiem zakonu krzyżackiego, ani kimś zakonowi podporządkowanym, lecz raczej osobą o wysokim statusie, zapewne suwerenem lub ważnym dowódcą oddziałów najemnych. Wyrażenie twoi przeciwnicy (euwir vinde) również wydaje się wskazywać, że autor nie pochodził z Prus. Tę interpretację wzmacnia fakt, że zamek w Człuchowie był głównym punktem zbornym dla krzyżowców i najemników przybywających do Prus. Można założyć, że komendant tamtejszego zamku polecił swemu pisarzowi napisanie listu dla cudzoziemskiego przyjaciela zakonu. Później list wysłano do wielkiego mistrza jako załącznik do innego listu, zapewne napisanego przez komendanta zamku. To tłumaczyłoby zawinięcie blankietu, czysty papier, na którym napisano list, oraz brak oficjalnej pieczęci, miejsca i daty, jak również imienia autora.
Treść listu jest następująca:
Drogi mistrzu, jeśli boska opatrzność sprawi, że przyjdzie ci walczyć z twoimi przeciwnikami, będziesz szykował i ustawiał swoje wojska na wroga, nasza rada jest taka, abyś z gości i najemników, których będziesz miał ze sobą, wybrał tych, których uznasz za sposobnych, i ustalił ze swoimi dowódcami, aby byli posłuszni, a gdy staną w szyku do walki, aby pozostawali w swej formacji. Może się zdarzyć, że twoi wrogowie z rozmysłem pozwolą jednej lub dwóm chorągwiom cofnąć się lub uciekać: będzie to zrobione z premedytacją, w nadziei, że w ten sposób załamie się twoja formacja bojowa, ponieważ ludzie zwykle lubią podejmować pościg, tak jak to miało miejsce w wielkiej bitwie. Upewnij się więc, a jeśli coś takiego miałoby się zdarzyć, tak surowo, jak tylko możesz, obstawaj przy tym, aby twoi ludzie pozostali w swoich szeregach, bo jeśli grupa żołnierzy lub szereg za bardzo uwierzy w zwycięstwo, to niełatwo będzie ściągnąć ludzi z powrotem, bo każdy pragnie podjąć pościg i myśli, że zwycięstwo jest już uzyskane, a nie wiedzą, że może ono być prawie stracone. Z tego powodu radzimy ci stanowczo, abyś tak surowo, jak tylko możesz, trzymał swoich ludzi razem w bojowych formacjach i nigdy nie pozwalał im opuszczać pozostałych, dopóki nie zobaczysz, jak zachowują się wrogie formacje stojące za tymi, którzy uciekają. Ustal starannie ze swoimi dowódcami, aby tego niezawodnie przestrzegali, ponieważ zdarza się w przypadku, gdy 20 lub 30 żołnierzy rusza do pościgu, że powodują oni złamanie wielu formacji, bo choć liczą oni czasem na zysk, to zamiast niego doznają ciężkich szkód.
Widać, że autorem była osoba kompetentna, zainteresowana i posiadająca dużą wiedzę o sztuce wojennej; list stanowi poważne ostrzeżenie i jednocześnie wiarygodną radę. Odnosi się do „gości” i najemników, którzy przybyli do Prus i nie są obyci z taktyką pozorowanej ucieczki z pola walki. To przede wszystkim cudzoziemcy muszą być trzymani razem w formacji bitewnej, aby nie powtórzyło się to, co stało się pod Grunwaldem.
To nowe źródło musi być traktowane z najwyższą powagą. Autor listu przypomina wielkiemu mistrzowi, że Litwini użyli takiej taktyki pod Grunwaldem, wskazuje również, że tylko część wojsk litewskich wzięła udział w pozorowanej ucieczce. Była to zapewne jedna lub dwie chorągwie (tak twierdzi autor dokumentu).
Napisana w Wielkim Księstwie Litewskim Kronika Bychowca wspomina o prawdopodobnej umowie Witolda i Władysława Jagiełły; fakt, że taktyka pozorowanej ucieczki przyniosła powodzenie, może przemawiać za jej istnieniem. Odwrót nastąpił na lewym skrzydle formacji litewskiej, które znajdowało się najbliżej Polaków. Francuskie kroniki mnicha z Saint-Denis i szlachcica Enguerrana de Monstreleta wspominają o tym epizodzie jako o przełomowym momencie bitwy, który doprowadził do klęski zakonu. Obaj autorzy opierali się na nieodległych w czasie od bitwy przekazach pochodzących od Krzyżaków. Historycy nie przywiązywali dotąd należytej wagi do obu kronik ze względu na zawarte w nich błędy w ocenie liczby uczestników bitwy i czasu jej trwania. Jeśli jednak współczesny czytelnik przejdzie do porządku nad mniej istotnymi nieścisłościami, zwróci uwagę na jeden zasadniczy punkt: to sami Krzyżacy uznali właśnie tę fazę bitwy za faktyczny początek klęski.

Wniosek
Nie wdając się w szczegóły, można przyjąć, że pod Grunwaldem część sił litewskich zastosowała taktykę pozorowanego odwrotu, prowokując nieznających takich podstępów „gości” i najemników zakonu, by opuścili formację i ruszyli w pościg. Jednak wkrótce ścigający stali się ściganymi, gdy Litwini zwrócili się przeciw nim. Kiedy uczestnicy pościgu próbowali wrócić do szeregów, zostali odcięci od swoich przez Polaków i rozbici, wkrótce potem duże siły polskie uderzyły z prawej flanki na zdezorganizowany i osłabiony lewy hufiec wojsk zakonnych. W starciu, które się wywiązało (bitwa podczas bitwy), brali też udział Litwini. Rozstrzygnąwszy walkę na swą korzyść, podkomendni Witolda oraz polscy „goście” i najemnicy zdążyli jeszcze wziąć udział w rozgromieniu krzyżackiego odwodu.
List do wielkiego mistrza daje jasne i wysoce wiarygodne wytłumaczenie przebiegu wypadków pod Grunwaldem, a inne źródła wspierają przedstawioną powyżej rekonstrukcję zdarzeń, m.in. wspomniana Cronica conflictus. W badaniach historycznych współczesne wydarzeniom i pozbawione tendencyjności źródła uznaje się za bardziej wiarygodne niż późniejsze tendencyjne kroniki. Opowieść Jana Długosza okazuje się wysoce myląca, fałszywa i poniżająca Litwinów. Dzisiaj, 600 lat po Grunwaldzie, list do wielkiego mistrza, napisany zaledwie kilka lat po bitwie, pozwala obalić starą wersję wydarzeń i rzucić nowe światła na to, co stało się na grunwaldzkim polu w 1410 roku.

prof. Sven Ekdahl
Szwedzki historyk mediewista, znawca dziejów Prus, Polski, Litwy i Skandynawii.

Krzyżacy. Agencja turystyczna z o.o.

Krzysztof Mikulski

Krzyżacy źle zapisali się w historii swoich sąsiadów. Księcia, który ich sprowadził do Polski, oszukali. Zajęli podstępem Pomorze. Litwinów traktowali jak łowne zwierzęta. Ale przyznać trzeba, że byli znakomitymi organizatorami i budowniczymi, a także aktywnie uczestniczyli w handlu. Ponadto stworzyli świetnie prosperującą agencję turystyczną dla bogatych cudzoziemców. Przy ich ofercie dzisiejsze szkoły przetrwania to kolonie dla przedszkolaków.

Krzyżacy na rysunku Elwira Andriollego, fot. archiwum „Mówią wieki”

Założenie państwa krzyżackiego w Prusach było zasługą jednego człowieka – Hermana von Salzy (1209−1239), czwartego wielkiego mistrza zakonu. Był on jednym z najbliższych doradców cesarza Fryderyka II. Mimo otwartego konfliktu między cesarzem i kolejnymi papieżami wielki mistrz cieszył się też wielką estymą w Rzymie. Udanie pośredniczył w kontaktach między zwaśnionymi stronami, zapewniając przy okazji przychylność obu dla swoich dalekosiężnych planów; najważniejszym było poszerzenie stanu posiadania zakonu i stworzenie scentralizowanego państwa. W zamian za wierność Fryderykowi II Krzyżacy otrzymali olbrzymie nadania w Ziemi Świętej. Ale wielki mistrz zdawał sobie sprawę z kruchości władzy krzyżowców na Bliskim Wschodzie, dlatego skwapliwie zabiegał o nowe nadania w Europie.
Krzyżacy posiadali liczne włości na terenie Niemiec i Włoch. Były one jednak bardzo rozproszone i nie dawały podstaw do zbudowania państwa. Pierwsza okazja do zrealizowania tego planu nadarzyła się na Węgrzech. Ówczesny władca tego kraju Andrzej II zaprosił Krzyżaków do Siedmiogrodu (dzisiejsza Rumunia); mieli strzec granicy przed najazdami pogańskich Połowców. Na prośbę von Salzy w 1224 roku papież przejął zajmowane przez Krzyżaków terytorium i nadał im je jako papieskie lenno. Ale król Andrzej szybko zorientował się w tych knowaniach i rok później przepędził rycerzy–mnichów z Węgier.

Państwo z niczego, czyli na papierze
Trudno dzisiaj powiedzieć, czy książę mazowiecki Konrad wiedział o poczynaniach Krzyżaków na Węgrzech. Może był nieświadomy ich wiarołomstwa, gdy w 1226 roku zaproponował im obronę granic swojego księstwa przed pogańskimi Prusami. Organizowane wcześniej wyprawy polskiego rycerstwa do Prus kończyły się fiaskiem, co więcej, Prusowie najechali w odwecie ziemię chełmińską i nawet ją zajęli. Jednak przyjmuje się, że prawdziwym promotorem sprowadzenia Krzyżaków do Polski był książę śląski Henryk Brodaty, który osiedlał na Śląsku licznych osadników z obszaru Rzeszy. Także zakonowi podarował liczne dobra.
Tym razem Herman von Salza postanowił się lepiej przygotować do przejęcia wskazanego terytorium. Już w marcu 1226 roku cesarz Fryderyk II wystawił na jego prośbę bullę, w której oddawał zakonowi w samodzielne posiadanie wszystkie ziemie nadane mu przez Konrada, a także te, które uda się Krzyżakom zdobyć w walce z pogańskimi Prusami. Między historykami polskimi i niemieckimi toczy się spór o autentyczność daty wydania bulli. Dokument został ujawniony dopiero w 1235 roku, kiedy pozwoliły na to warunki polityczne. Jednak znając doświadczenia z Węgier i dyplomatyczny kunszt wielkiego mistrza, możemy przypuszczać, że dokument powstał wcześniej i został upubliczniony w stosownym momencie.
Aż do 1231 roku Krzyżacy wojowali przede wszystkim na papierze. W 1228 roku otrzymali nadanie ziemi chełmińskiej od Konrada mazowieckiego, dwa lata później porozumieli się z biskupem misyjnym Prus Chrystianem, który próbował nawracać Prusów. W czerwcu 1230 roku został sporządzony dokument, w którym książę Konrad miał oddać Krzyżakom pełne prawa zwierzchnie nad ziemią chełmińską i terenami zdobytymi na Prusach. Sęk w tym, że książę nigdy zapewne tego dokumentu nie podpisał. Wreszcie w 1234 roku Herman uzyskał od papieża bullę oddającą Krzyżakom pełnię władzy nad posiadanymi i zdobytymi w przyszłości na Prusach terytoriami. Polska była wówczas pogrążona w rozbiciu dzielnicowym, a Konrad był zbyt słaby, aby zareagować tak jak niegdyś Andrzej II. Tak czy inaczej, państwo zakonne nadal istniało tylko na papierze.

O ujarzmienie niewiernych
W 1231 roku Krzyżacy założyli pierwszy gród w ziemi chełmińskiej. Jak chce legenda, uczynili to w konarach rozłożystego dębu. Po uzyskaniu od Konrada pełnej akceptacji roszczeń w 1235 roku przystąpili do podboju Prus. Jego tempo było imponujące, do 1249 roku władza zakonu sięgała już północnych krańców Zalewu Wiślanego. W zawartym w tymże roku pokoju dzierzgońskim Prusowie z podbitych terenów uznali władzę wielkiego mistrza, uzyskując w zamian potwierdzenie swojego stanu posiadania. W krucjatach pruskich bardzo aktywny udział brali w tym czasie książęta i rycerstwo z ziem polskich.
Pierwszym władcą chrześcijańskim, który dostrzegł zagrożenie ze strony rycerzy zakonnych, był książę pomorski Świętopełk (panował ok. 1220−1266). Przystąpił on do nierównej walki z zakonem i wspierającym go rycerstwem chrześcijańskiej Europy (także polskim). Przeciw zakonowi wystąpili też zdani dotąd na swoje tylko siły Prusowie. W latach 1242−1248, 1260−1274 i w 1295 roku trzykrotnie wszczynali powstanie przeciw Krzyżakom i trzykrotnie zostali pokonani. Podczas drugiego powstania niemałej pomocy udzielił im książę Mendog, któremu udało się w tym czasie zjednoczyć Litwę. Ale Prusy były już wówczas krzyżackie.

Zbrojne ramię Hanzy
Oprócz Krzyżaków wschodnimi wybrzeżami Bałtyku interesowali się niemieccy kupcy. W 1161 roku uzyskali oni prawo do swobodnego handlu z Gotlandią, a w roku 1189 zawarli pierwszą umowę handlową z ruskim Nowogrodem Wielkim. W końcu XII wieku hanzeaci usadowili się na dobre w Rydze i okolicach (późniejsze Inflanty). Akcję podboju miejscowych pogan przejął zakon kawalerów mieczowych, wspierany przez hanzeatów. Krzyżowcy z Inflant napotkali jednak zdecydowany opór Litwinów, a w 1236 roku zostali rozbici przez Mendoga w bitwie pod Szawlami. Już rok później resztki kawalerów mieczowych zostały przygarnięte do zakonu krzyżackiego przez wciąż aktywnego Hermana von Salzę.
Od 1237 roku władza zakonu rozciągała się już nie tylko na Prusy, ale i na Inflanty. Tamtejsze wielkie miasta stały się członkami związku niemieckich miast handlowych nad Bałtykiem, Hanzy. Przez trzy stulecia (XIII−XV wiek) hanzeaci dominowali w wymianie handlowej między wschodem a zachodem Europy. Wprawdzie ani wielcy mistrzowie krzyżaccy, ani sam zakon nigdy nie zostali członkami tego związku, nazywano ich jednak panami Hanzy. Panowali bowiem nad ujściami wszystkich rzek pozwalających kupcom niemieckim przenikać głęboko w ziemie Polski i Rusi. Zakon bardzo aktywnie uczestniczył w hanzeatyckim handlu, budując w ten sposób podstawy swojej potęgi gospodarczej.

Gdańskie nieszpory
Już u zarania dziejów państwa krzyżackiego w Prusach Wisła była jego najważniejszą arterią komunikacyjną. Podbój był prowadzony najpierw wzdłuż rzeki aż do jej ujścia; nad Wisłą powstały też dwa najstarsze miasta lokowane przez Krzyżaków – Chełmno i Toruń. Wkrótce przynajmniej to drugie stało się handlowym emporium, a toruńscy kupcy opanowali szlaki handlowe łączące Prusy z Krakowem, Rusią Halicką, Słowacją i Śląskiem na południu i wschodzie oraz Flandrią, Anglią, Norwegią i Lubeką na północy i zachodzie. Na przeszkodzie do zdobycia pełnej kontroli nad szybko rozwijającym się handlem wiślanym stali władcy Pomorza Gdańskiego.
Aż do początku XIV wieku zakon walczył tylko z poganami. W 1308 roku to się zmieniło. Krzyżacy wykorzystali konflikt między odzyskującym swoje dziedzictwo Władysławem Łokietkiem a pretendującymi do władzy nad Pomorzem Gdańskim margrabiami brandenburskimi. Gdy ci ostatni oblegli Gdańsk, Krzyżacy przybyli na pomoc rycerzom Łokietka. Zajęli gród, a następnie wycięli w pień rycerzy i mieszczan wspierających brandenburskie roszczenia. Widząc słabość polskiego władcy, w ciągu następnego roku zajęli całe Pomorze Gdańskie, a pretensje margrabiów brandenburskich odkupili za pokaźną sumę. Ujście Wisły znalazło się pod całkowitą kontrolą wielkich mistrzów. Aby tę kontrolę lepiej sprawować, w 1309 roku przenieśli swoją siedzibę z Wenecji do Malborka.

Litewskie safari
Po stłumieniu drugiego powstania pruskiego w 1276 roku głównym celem wypraw krzyżackich stały się ziemie Jaćwingów i Litwa. Kronikarz Piotr z Dusburga zanotował lakonicznie: W roku Pańskim 1283 […] bracia ze wspomnianego domu niemieckiego […] wszczęli wojnę przeciwko narodowi potężnemu, odznaczającemu się nader twardym karkiem i doświadczonemu w walce, który sąsiadował z ziemią pruską i mieszkał na ziemi litewskiej nad rzeką Niemen. Była to jednak dziwna wojna. Rycerze krzyżowi ograniczali się do zdobycia jednej zazwyczaj twierdzy pogranicznej, wycięcia w pień obrońców i uprowadzenia łupów.
Można wręcz zaryzykować tezę, że tzw. rejzy, cykliczne, często coroczne wyprawy wojenne na Litwę, były elementem prowadzonej z rozmachem działalności gospodarczej zakonu. Można je porównać z organizowanymi współcześnie obozami przetrwania czy polowaniami w afrykańskim buszu. Tyle że wówczas były organizowane dla kwiatu europejskiego rycerstwa, celem wypraw byli ludzie i przyświecała im wzniosła idea. Do Prus podążali królowie, książęta i hrabiowie, chcący wypełnić najważniejszą z powinności rycerza chrześcijańskiego – walkę z niewiernymi. Gości z Zachodu z honorami przyjmowali dostojnicy zakonni, najpierw w Malborku na ucztach, potem towarzyszyli im w zwycięskich zazwyczaj wyprawach do kraju ostatnich w Europie pogan, Litwinów. Taka wyprawa mogła się oczywiście zakończyć tragicznie dla krzyżowców – Litwini organizowali zasadzki, potrafili też przedsięwziąć wyprawę odwetową − ale to wszystko było wkalkulowane w reguły rycerskiej gry. Współczesne obozy przetrwania na pewno nie dostarczają tyle adrenaliny co krzyżackie rejzy.

Złote półwiecze
Najważniejszym może efektem związanym z ową turystyką krucjatową była hojność przybywających do Prus krzyżowców. Zakładali oni miasta, fundowali zamki i świątynie, słowem, przykładali rękę do rozkwitu gospodarki państwa rycerzy zakonnych. Sami Krzyżacy, w czasie gdy nie walczyli, zajmowali się handlem na szeroką skalę. Utrzymywali swoich stałych przedstawicieli w Brugii, siedzibie najważniejszego kantoru hanzeatyckiego w Niderlandach. Sprowadzali, podobnie jak kupcy z podległych im miast, sukno, wina i śledzie do Prus, na zachód zaś wywozili miedź ze Słowacji, wosk i skóry z ziem ruskich i Polski. Trudno wręcz ocenić, czy byli bardziej zręcznymi rycerzami, czy kupcami i bankierami.
Apogeum rozkwitu państwa przypadło na drugą połowę XIV wieku. Zawarty w 1343 roku w Kaliszu pokój z Polską na nowo otworzył granice państwa krzyżackiego i Królestwa Polskiego dla kupców hanzeatyckich. Pruskie miasta kwitły. Pod koniec XIV wieku Toruń i Gdańsk liczyły po 20 tys. mieszkańców i należały do największych miast w Europie Środkowej. Mieszczanie z miast pruskich aktywnie uczestniczyli w zjazdach hanzeatyckich. Za pozwoleniem wielkiego mistrza wspierali Hanzę w jej wojnach z królami duńskimi o panowanie na Bałtyku. Świadectwami tego dobrobytu są wspaniałe zabytki architektury gotyckiej z porażającą ogromem rezydencją wielkich mistrzów w Malborku czy zbudowanym z czerwonej cegły toruńskim Starym Miastem na czele.

Koniec turystyki rycerskiej
W czasach świetności zakonu tkwiły zalążki jego nadchodzących problemów. Polska szlachta i mieszczanie bogacili się dzięki handlowi z Europą, ale bardzo doskwierały im cła nakładane przez Krzyżaków. Pamięć o nielegalnym zaborze Pomorza wciąż była żywa w polskiej polityce. Mimo że od panowania Kazimierza Wielkiego ekspansja nadwiślańskiej monarchii skierowała się na wschód, to nad Bałtyk wędrowały towary i surowce przynoszące największe zyski. Zagrożenie ze strony zakonu było coraz mniej odczuwalne, ale próby rozciągnięcia władzy wielkich mistrzów na sąsiednią ziemię dobrzyńską przypominały o wiarołomstwie ich poprzedników.
Coraz mniej opłacalna stawała się też turystyka rycerska. Wraz z rozwojem terytorialnym i wzrostem potęgi militarnej Litwy pod rządami Giedymina i jego potomków rejzy stawały się coraz bardziej niebezpieczne, a odwetowe wyprawy Litwinów docierały daleko w głąb państwa zakonnego. Największym ciosem dla sensu dalszej egzystencji Krzyżaków i ich państwa była chrystianizacja Litwy, rozpoczęta w 1385 roku. Ten proces odbywał się bez użycia miecza, a zapoczątkowało go małżeństwo wielkiego księcia Litwy Jagiełły z polską królową Jadwigą.
Pod koniec XIV wieku Krzyżacy skoncentrowali działania militarne i dyplomatyczne na podboju Żmudzi i zapewnieniu pełnej łączności terytorialnej między dwoma częściami swojego państwa, pruską i inflancką. Te działania były możliwe dzięki toczącej się na Litwie walce o władzę między Jagiełłą a Witoldem. Zakończenie konfliktu między kuzynami okazało się zgubne dla zakonu; ofensywa polskiej dyplomacji doprowadziła do tego, że papież przestał popierać militarne działania Krzyżaków wobec Litwy.
W przededniu pierwszej wielkiej klęski zakonu pod Grunwaldem w 1410 roku jego misja jako zbrojnego ramienia chrześcijaństwa zachodniego wobec pogan była już zakończona. Krzyżakom pozostała walka o utrzymanie państwa, bez pomocy zewnętrznej i wsparcia własnego społeczeństwa skazana na niepowodzenie. Ostateczny cios potędze zakonu zadał bunt własnych poddanych w 1454 roku i poddanie Prus królowi polskiemu, a zarazem wielkiemu księciu litewskiemu, Kazimierzowi Jagiellończykowi.

prof. Krzysztof Mikulski
Polski mediewista i historyk czasów nowożytnych, pracuje na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Krewo i Horodło oczami Litwinów

Stephen C. Rowell
przeł. Michał Kopczyński

Litewskie oceny aktu krewskiego i unii w Horodle, podobnie jak oceny badaczy polskich, zależą od z góry przyjętych opinii o tym, co te dokumenty mogą oznaczać dla współczesnych pretensji politycznych i narodowej dumy.

Władysław Jagiełło, fot. archiwum „Mówią wieki”

Szesnastowieczne kroniki litewskie wspominają, że polscy możni zaprosili wielkiego księcia Jagiełłę, aby się ochrzcił w obrządku rzymskim, poślubił Jadwigę − jedyną córkę króla Kazimierza (tak w oryginale), i został królem całej Polski. Po konsultacji z matką, braćmi i bojarami Jagiełło uczynił to i od tego czasu rozpoczęło się budowanie na Litwie katolickich kościołów. W opisie nie ma nic o innych warunkach aktu w Krewie. Podkreślano za to przejęcie władzy nad Polską przez litewską dynastię i konwersję Wielkiego Księstwa na wyznanie łacińskie, a więc sprawy najdonioślejsze z punktu widzenia Litwinów żyjących na początku XV stulecia. Jednocześnie szesnastowieczne Kronika Wielkiego Księstwa Litewskiego i Żmudzi oraz Kronika Bychowca interpretują nienazwaną i niedatowaną w nich umowę horodelską z 1413 roku w kategoriach dynastycznych. Zgodnie z nimi, gdyby Jagiełło zmarł bezpotomnie, Witold rządziłby zarówno Litwą, jak i Polską, oraz na odwrót. Choć nie ma to pokrycia w treści aktu horodelskiego, jest zgodne z faktycznym przebiegiem wydarzeń po roku 1434. Obie kroniki wspominają także o uhonorowaniu szlachty litewskiej polskimi herbami.

Unia w Krewie?
Historiografia litewska okresu międzywojennego dowodziła, że akt krewski nie był aktem unii sensu stricto, lecz zapisem umowy zawartej przez Jagiełłę, jego krewnych i bojarów z królową węgierską Elżbietą Bośniaczką i szlachtą małopolską. Dotyczyła ona warunków, na których Jagiełło przyjmie tron polski i ożeni się z młodą królową Polski Jadwigą. Zenonas Ivinskis w Historii Litwy do śmierci Witolda Wielkiego pisał: akt z Krewa, od którego rozpoczęły się bliskie relacje Litwy z Polską, nie był ani traktatem, ani aktem unii, jak często się go określa.
Ten wniosek podzielają polscy historycy badający dokument krewski, a nie jego historyczne konsekwencje. Dobrym przykładem jest opinia Marii Koczerskiej: można traktować dokument krewski jako uwierzytelniony protokół poselstwa węgiersko-polskiego do Jagiełły, które zreferowało przebieg poprzednich poselstw.
Łatwo zrozumieć, dlaczego polscy uczeni Władysław Semkowicz i Stanisław Kutrzeba uwzględnili dokument krewski w zbiorze Akta unii Polski z Litwą i dlaczego historycy używają skrótu myślowego, nazywając unią dokument krewski, choć faktycznie nie był to akt unii. Historycy polscy uznawali akt krewski za dowód, że Litwa stała się w 1385 roku na trwałe częścią Polski, powołując się na niejednoznaczne sformułowanie Jagiełły perpetuo applicare. Historycy litewscy zajmowali pozycję obronną. Tak dochodzimy do litewskiego słonia w sklepie z porcelaną, czyli emigracyjnego prawnika z Chicago Jonasa Dainauskasa. Przyjął on za prawdziwe polskie twierdzenie, że dokument krewski był rzeczywistym aktem unii, i zauważył, że Jagiełło występuje w nim zarówno w pierwszej, jak i trzeciej osobie. Dainauskas wyciągnął z tego wniosek, że niecytowany nigdzie współcześnie, zachowany w archiwum kapituły krakowskiej, a nie w archiwum królewskim, dokument był sporządzonym w XV wieku polskim fałszerstwem.
Żaden z argumentów Dainauskasa nie jest prawdziwy, choć biorąc pod uwagę przyjęte przez niego założenia i jednocześnie brak orientacji w realiach epoki, wydają się one logiczne. Ponieważ dokument nie ma charakteru traktatu, czy to międzynarodowego, czy innego, trudno się dziwić, że przy jego sporządzaniu nie zachowano konstrukcji właściwej dla tego rodzaju aktów. Zresztą przestał on mieć znaczenie z chwilą, gdy ochrzczony Jagiełło został władcą (a nie tylko małżonkiem władczyni) Polski i zaczął wcielać w życie jego postanowienia. Akt krewski powrócił w latach czterdziestych XV wieku, gdy wybuchł spór między synem Jagiełły Kazimierzem Jagiellończykiem a polskimi możnymi na temat tego, czy elekt może zasiąść na polskim tronie na własnych warunkach.
Podjęta przez Dainauskasa próba przedstawienia aktu krewskiego jako fałszerstwa, której celem było przeciwstawienie się polskim interpretacjom koronacji Jagiełły, i widzącym w tym fakcie koniec państwowości litewskiej, nie została przyjęta przez główny nurt litewskiej historiografii epoki sowieckiej. Jeszcze w 1970 roku Mečislovas Jučas twierdził, że w traktacie krewskim Jagiełło inkorporował Litwę do państwa polskiego. Polscy feudałowie widzieli ten akt jako włączenie Wielkiego Księstwa Litewskiego do Korony Polskiej, zgodnie z brzmieniem wydanego przez Jagiełłę dokumentu. Twierdzenia Dainauskasa powtórzono w dobrym sowieckim (lub Długoszowym, jeśli ktoś woli) stylu w wydanym w 1996 roku podręczniku autorstwa A. Kuncevičiusa, Z. Kiaupy i J. Kiaupienė: istnieją też próby dowiedzenia, że dokument aktu krewskiego […] jest późniejszym, motywowanym politycznie, fałszerstwem. Historycy nadal dyskutują o autentyczności aktu krewskiego. W ten sposób zasiano w umysłach czytelników ziarno podejrzeń. W roku 2002 dr Kiaupienė wyraziła wprost opinię, że dokument jest jednak autentyczny.


Modernizacja i polonizacja
W 1999 roku w pierwszym tomie fundamentalnej Historii Litwy Eduardas Gudavičius nie traci czasu na omawianie dokumentu krewskiego pod kątem nauki o średniowiecznym dokumencie (dyplomatyki). Interpretuje ten akt jako umowę między państwem polskim a wielkim księciem litewskim, a nie Wielkim Księstwem Litewskim jako państwem. Akt krewski nie zniszczył litewskiej państwowości; perpetuo applicare nie oznaczało poddania się Polsce czy przyłączenia do niej […] Applicare oznaczało zwierzchność lenną Królestwa Polskiego nad Wielkim Księstwem jako zewnętrznym wasalem Polski […] Jagiełło jako wielki książę stał się wasalem samego siebie jako króla Polski. Będąca skutkiem wewnętrznej słabości Litwy „słowiańska hegemonia Polski” ustanowiona w Krewie była zagrożeniem dla Wielkiego Księstwa.
Prawdziwe, spisane akta unii powstawały w okolicznościach ważnych dla dynastii Giedyminowiczów (i później Jagiellonów). W Wilnie i Radomiu w 1401 roku (przed ślubem z Anną Cylejską, zawartym w 1402 roku) Jagiełło uzyskał litewskie i polskie potwierdzenie dla swych praw dynastycznych jako król i najwyższy książę. Z kolei unia w Horodle w 1413 roku została zawarta, gdy córkę Jagiełły Jadwigę uznano w Jedlni za dziedziczkę polskiego tronu, a zarazem poprzedziła rozpoczęcie chrystianizacji Żmudzi.
Konsekwencją unii w Horodle było podniesienie narodu politycznego Litwy do statusu równego jego polskim partnerom, którzy przyjęli liderów litewskiego bojarstwa do swych rodów heraldycznych, podobnie jak pokolenie wcześniej królowa Elżbieta Bośniaczka adoptowała swego zięcia Jagiełłę (najjaśniejsza pani, spełnij to zbawienne polecenie, przyjmij wielkiego księcia Jagiełłę za syna i oddaj mu w małżeństwo najukochańszą córkę swoją, Jadwigę, królową polską – cyt. za dokumentem krewskim).
Ivinskis omawiał tekst unii horodelskiej na tle groźby wojny z zakonem krzyżackim i konieczności chrystianizacji Żmudzi – w ten sposób ilustrował wierność Polski i Litwy doktrynie Kościoła katolickiego. Podkreślał przy tym koegzystencję dwóch państw połączonych unią personalną, blisko sprzymierzonych, ale zachowujących wzajemną równość. Nadanie rycerstwu litewskiemu praw, którymi cieszyli się jego polscy bracia, oznaczało, jego zdaniem, początek polonizacji litewskiej szlachty. Na koniec wreszcie zauważył, że porozumienia te stały się fundamentem wszystkich następnych traktatów unijnych.
Gudavičius na swój sposób podążył śladami Ivinskisa, podkreślając przy tym rosnącą aktywność polityczną litewskiej szlachty. Przejęcie polskich struktur politycznych (stworzenie województw trockiego i wileńskiego) służyło wzmocnieniu siły bojarów na poziomie lokalnym. Z kolei ustępstwa Witolda na rzecz Polaków, choć szkodziły Litwie, poszerzały jego osobistą władzę. Traktat wzmacniał pozycję państwa litewskiego i wyznaczał kierunek jego strukturalnego rozwoju. Choć Kuncevičius, Kiaupa i Kiaupienė chwalą traktaty horodelskie za utrzymanie odrębności Wielkiego Księstwa Litewskiego i Korony, to jednak zaznaczają, że położyły one podwaliny pod przyszłe bliższe ideologiczne i społeczne kontakty pomiędzy szlachtą obu krajów, co prowadziło do polonizacji Wielkiego Księstwa.
Podsumowując: od XVI wieku litewskie poglądy na unię z Polską mają dwa różne konteksty. Z jednej strony ustalenia Jagiełły z reprezentantami jego przyszłej teściowej i polskiego możnowładztwa zapisane w dokumencie krewskim, a także formalne traktaty unijne pomiędzy władcami Polski i Litwy oraz ich poddanymi przyjęte w Horodle w 1413 roku są oceniane pozytywnie, jako zapowiedź europeizacji – w dawniejszym języku chrystianizacji – stosunkowo zacofanego Wielkiego Księstwa oraz modernizacji jego struktur państwowych i społecznych. Z drugiej jednak historycy litewscy podchodzą do nich z dużą podejrzliwością jako do zapowiedzi przyszłej polonizacji. Zarówno polscy, jak i litewscy badacze nie doceniają przy tym interesów samej dynastii jagiellońskiej.

Stephen C. Rowell
Brytyjski historyk-mediewista, doktor w Litewskim Instytucie Historii w Wilnie.

Unie w Krewie i Horodle. Co znaczyły dla Polski i Litwy?

Maria Koczerska

Czy 14 sierpnia 1385 roku w Krewie zawarto unię polsko-litewską?
A jeśli nie była to unia, to jakie znaczenie miał dokument wystawiony
tego dnia przez wielkiego księcia litewskiego Jagiełłę?

Akt unii w Krewie, przechowywany w Archiwum Kapituły Katedralnej Krakowskiej na Wawelu

Dokument zachował się w oryginale i od 1385 roku jest przechowywany w Archiwum Kapituły Katedralnej Krakowskiej na Wawelu. To niewielki arkusz pergaminu o wymiarach 33 na 26 cm zapisany pospiesznym pismem w języku łacińskim. Kiedy w 1837 roku znalazł go historyk literatury Michał Wiszniewski, wisiały przy nim jeszcze trzy pieczęcie spośród pięciu przywieszonych przez książąt litewskich, którzy uwierzytelnili akt. Byli to: wystawca dokumentu Jagiełło oraz jego bracia: rodzeni Skirgiełło, Korybut, Ligwen i stryjeczny Witold. Do naszych czasów nie zachowała się żadna z pieczęci, ale doskonale czytelny jest tekst dokumentu. Zarówno pismo, pełne łacińskich skrótów, jak i miejsce przechowywania (kościelne archiwum) wzbudziły podejrzenia litewskiego amatora historii Jonasa Dainauskasa co do autentyczności dokumentu, której nikt wcześniej nie kwestionował. Dokument został na nowo gruntownie przebadany, a jego autentyczność udowodniona. Niepozorna forma świadczy za, a nie przeciw niemu, ponieważ fałszerze starają się nadać fabrykowanym pismom okazałą formę, a skróty są doskonale czytelne dla znawców dawnego pisma. Dokument znajduje się w Archiwum Kapituły Krakowskiej, ponieważ było to miejsce, w którym szlachta przechowywała wszelkie zobowiązania władców na rzecz społeczeństwa – po prostu były tam bezpieczne.

Treść
W dokumencie Jagiełło podaje do wiadomości i potwierdza treść układu w sprawie małżeństwa z królem Polski Jadwigą (nie jest to przejęzyczenie − współczesne źródło podaje, że Jadwiga została koronowana na króla, in regem coronata), który to układ zawarł za pośrednictwem swych posłów z panami polskimi i Elżbietą, królową Węgier, matką Jadwigi. Niespełna 12-letnia Jadwiga, córka Ludwika Andegaweńskiego i Elżbiety, była przedmiotem, a nie podmiotem umowy krewskiej, choć musiała wyrazić zgodę na małżeństwo. Dokument krewski jest uwierzytelnionym przez Jagiełłę i jego braci protokołem pertraktacji w tej sprawie. Ustalenia były następujące: Jagiełło wraz z braćmi, krewnymi, bojarami i mieszkańcami swoich ziem przyjmie wiarę katolicką Kościoła rzymskiego i poślubi Jadwigę, uwolniwszy wcześniej z niewoli litewskiej jeńców chrześcijańskich, a zwłaszcza Polaków, i zapłaciwszy księciu austriackiemu wadium w wysokości 200 tys. florenów za zerwanie kontraktu małżeńskiego. Wielki książę przyrzekał dalej użyć wszystkich swoich skarbów na odzyskanie strat obu państw, zarówno Polski, jak i Litwy. O znaczeniu tego punktu dla Polaków świadczy powtórzenie go w zmienionej wersji − Jagiełło zobowiązuje się własnymi staraniami i kosztami odzyskać wszystkie tereny utracone przez Królestwo Polskie. Warunki kończyło zobowiązanie księcia Jagiełły do przyłączenia na wieczność ziem Litwy i Rusi do Korony Królestwa Polskiego. Owo przyłączenie wyrażono łacińskim słowem applicare; stało się ono przedmiotem debaty historyków. Applicare, „przyłączyć”, było słabszym terminem niż np. incorporare, „wcielić”.
Z treści dokumentu krewskiego wynika, że dotyczy on warunków umowy małżeńskiej, zawartej na bardzo wysokim szczeblu, między sprawującym władzę wielkoksiążęcą na Litwie przedstawicielem dynastii Giedyminowiczów a matką 12-letniej Jadwigi Andegaweńskiej – królowej Polski i panami polskimi. Właśnie dlatego nie powinniśmy nazywać tego aktu unią: nie ma w nim woli połączenia się obu państw. Jednak Jagiełło występuje jako władca patrymonialny Litwy, czyli właściciel państwa, mogący nim rozporządzać w porozumieniu z najbliższymi krewnymi. Możemy więc traktować dokument krewski jako akt prawny, który zapoczątkował związek obu państw. Ale nie był jeszcze formalnym aktem unii.
Notabene nie ma w nim ani słowa o tym, że Jagiełło zostanie królem Polski. Jednak w niezapisanych warunkach umowy musiała się znaleźć taka obietnica, bowiem posłowie polscy już w styczniu zawiadomili wielkiego księcia o prawyborze. To potwierdzono formalną elekcją Jagiełły na króla Polski na zjeździe walnym szlachty polskiej w Lublinie. Wynika z tego, że Jagiełło miał być nie tylko mężem królowej, lecz i królem Polski. Chociaż królem pozostawała Jadwiga, którą dziś nazywamy ze względów językowych królową.

Chrzest, ślub, koronacja
Jagiełło przybył do Krakowa 12 lutego 1386 roku, 14 lutego został ochrzczony w katedrze wawelskiej, otrzymując imię Władysław. W niedzielę 18 lutego odbył się jego ślub z Jadwigą, która w przeddzień odwołała uroczyście swój wcześniejszy ślub z księciem Wilhelmem Habsburgiem, zawarty, kiedy Jadwiga miała cztery lata. Było to możliwe, bowiem zgodnie z prawem kanonicznym sponsalia de futuro (ślub w odniesieniu do przyszłości) stawał się ważny dopiero po fizycznym skonsumowaniu małżeństwa.
Małżonków dzieliła spora różnica wieku. Jadwiga liczyła 12 lat, Jagiełło według wszelkiego prawdopodobieństwa miał lat 24. Wcześniejsze mniemania historyków, że urodził się ok. roku 1350, a zatem w momencie ślubu miał mieć 36 lat, były błędne.
4 marca Jagiełło został ukoronowany na króla Polski. Od tego momentu Polska miała dwóch królów: Jadwigę Andegaweńską i Władysława Jagiełłę. W rzeczywistości władzę sprawował głównie król Władysław, ale Jadwiga miała swój udział w polityce, zwłaszcza w stosunkach polsko-krzyżackich.
Chrzest Litwy odbył się w roku 1387. Trzeba jednak wiedzieć, że chrześcijaństwo od dłuższego czasu tam docierało − w Wilnie znajdowały się klasztory katolickie, a tereny ruskie Wielkiego Księstwa Litewskiego przyjęły wiarę chrześcijańską w obrządku wschodnim już w X wieku. Wielu braci Jagiełły było ochrzczonych, a on sam pozostawał pod wpływem kultury i sztuki bizantyjskiej, czemu dał wyraz, fundując w kościołach polskich freski wykonane w stylu wschodnim. Zachowały się m.in. w kaplicy zamkowej w Lublinie i kolegiacie sandomierskiej.

Wilno i Radom
W 1387 roku Jagiełło nadał bojarom litewskim (tym, którzy przyjęli chrzest w obrządku rzymskim) przywileje na wzór szlachty polskiej − prawo własności ziemi, swobodnego wydawania za mąż córek, pozostawania przez wdowy w majątku zmarłego męża lub swobodnego powtórnego zamążpójścia. W przywileju tym traktował ziemie litewskie jak inne ziemie Królestwa Polskiego: aby nie byli nierówni w prawie ci, którzy podlegają jednej koronie. Można sądzić, że tak traktował Jagiełło zobowiązanie z aktu krewskiego o przyłączeniu Litwy i Rusi do Korony Królestwa Polskiego.
Sytuacja zmieniła się, gdy w 1392 roku Witold otrzymał od Jagiełły zamek wileński. Odtąd jego władza nad Litwą rosła. Pewne jej załamanie nastąpiło w 1399 roku po klęsce w bitwie z Tatarami nad Worsklą. W takich warunkach doszło w 1401 roku do zawarcia układu między Litwą a Polską, który można traktować jako pierwszy akt unii. Nazwa unia wileńsko-radomska wzięła się stąd, że Litwini wystawili dokumenty w Wilnie, a Polacy w Radomiu. Zachowały się trzy akty tej unii: dokument Witolda, akt bojarów litewskich i akt panów polskich. Należy przypuszczać, że istniał jeszcze dokument Władysława Jagiełły, w którym przekazywał on dożywotnio władzę na Litwie Witoldowi. Po jego śmierci władza nad Wielkim Księstwem Litewskim miała wrócić do Jagiełły i Korony Królestwa Polskiego. Warunki unii zawarto w dokumencie Witolda, potwierdzonym przez osobny dokument, w którym Litwinów reprezentowali jako gwaranci biskup wileński, książęta i bojarzy. Polska rada królewska zgromadzona na zjeździe w Radomiu przyrzekała zachować umowę, co gwarantowały przywieszone pieczęcie. W ten sposób przedstawiciele elity rządzącej Polski i Litwy wystąpili jako reprezentanci obu społeczeństw i gwaranci zawartego przez władców układu.

Horodło
2 października 1413 roku w Horodle nad Bugiem spotkali się król Polski i najwyższy książę litewski Władysław Jagiełło oraz wielki książę litewski Witold, a także przedstawiciele elity obu państw. Tym razem Jagiełło i Witold wystawili wspólny dokument, ale w dwóch jednobrzmiących egzemplarzach. Jeden otrzymała strona polska, a drugi litewska. Każdy opieczętowano pieczęciami majestatowymi Jagiełły i Witolda. Wystawiono też dwa inne dokumenty: akt bojarów litewskich, który otrzymali panowie polscy, i akt panów polskich przekazany Litwinom. Wszystkie zachowały się w oryginałach do 1944 roku. Dokumenty litewskie są do dziś przechowywane w Bibliotece ks. Czartoryskich w Krakowie; dokumenty polskie z Archiwum Radziwiłłów w Warszawie, ukryte w 1944 roku w podziemiach pałacu przy ul. Bielańskiej, zaginęły. Teksty znamy dzięki publikacji Stanisława Kutrzeby i Władysława Semkowicza z roku 1932.
Unia horodelska kojarzy się z adopcją bojarów litewskich do polskich rodów heraldycznych, ale inne postanowienia były nie mniej istotne. Wszystkie zostały zawarte w dokumencie Jagiełły i Witolda. Określono w nim status Wielkiego Księstwa Litewskiego wobec Królestwa Polskiego, zasady następstwa polskiego tronu i władzy wielkoksiążęcej na Litwie, postanowienia przywileju Jagiełły dla Litwinów oraz akt adopcji herbowej bojarów litewskich przez szlachtę polską. W dokumencie unijnym wspomniano o nieprzyjacielskim działaniu i podstępach zakonu krzyżackiego oraz podkreślono, że celem połączenia obu państw jest obrona przed tym agresorem.
W pierwszym artykule dokumentu władców potwierdzono przyłączenie Litwy do Królestwa Polskiego z chwilą przyjęcia przez Jagiełłę wiary katolickiej i korony polskiej, co nastąpiło za zgodą jego braci, możnych i bojarów, jak również ponowiono przyłączenie obecnie. Użyto przy tym wielu bliskoznacznych czasowników oznaczających inkorporację: przyswoiliśmy, wcieliliśmy, połączyliśmy, przyłączyliśmy i zjednoczyliśmy (appropriavimus, incorporavimus, univimus, adiunximus, confoederavimus), tak i teraz powtórnie i na nowo przyswajamy, wcielamy, łączymy, przyłączamy i jednoczymy. Taka treść artykułu budzi zdziwienie, ponieważ nie odpowiadała sytuacji politycznej roku 1413. Wielkie Księstwo Litewskie było wtedy w pełni odrębnym państwem pod władzą Witolda, mimo uznawania zwierzchności króla polskiego i najwyższego księcia litewskiego Władysława Jagiełły.
W sprzeczności z tym postanowieniem stoi jeden z następnych artykułów tego samego dokumentu. Dotyczy on następstwa tronu w Królestwie Polskim i Wielkim Księstwie Litewskim po śmierci Jagiełły i Witolda. Po śmierci Witolda Litwa nie miała powrócić pod władzę bezpośrednią Jagiełły, lecz Litwini mieli przyjąć wielkiego księcia wyznaczonego przez króla Władysława lub jego następców za radą (cum consilio) prałatów duchownych i panów świeckich Polski i Litwy. Gdyby zaś pierwszy zmarł bezpotomnie król Jagiełło, to Polacy nie powinni wybierać króla bez wiedzy i rady (sine scitu et consilio) Witolda oraz panów i bojarów litewskich. Widzimy zatem nierówność stron − wielkiego księcia Litwy ma wyznaczać król polski za radą przedstawicieli społeczeństwa litewskiego, podczas gdy Polacy sami sobie wybiorą króla, zasięgając jedynie rady Witolda i Litwinów. W stosunku do postanowień unii wileńsko-radomskiej był to krok naprzód, bowiem po śmierci Witolda miała być zachowana instytucja wielkiego księcia litewskiego, odrębnego od króla polskiego.
Sprzeczność tych artykułów można tłumaczyć następująco: Polakom zależało, aby podkreślić inkorporację Litwy do Polski, zarówno w 1386 roku, jak i w roku 1413, stąd sformułowanie, że nic się nie zmieniło w pozycji prawnej Wielkiego Księstwa Litewskiego wobec Królestwa Polskiego. W rzeczywistości zmieniło się bardzo wiele; wynikało to z trudności zarządzania przez Władysława Jagiełłę rozległym terytorium obu państw, co zmuszało go do podzielenia się władzą z Witoldem.

Królewski przywilej dla szlachty litewskiej
Najwięcej miejsca w dokumencie monarszym poświęcono przywilejowi dla Litwinów. Uzupełniał on postanowienia z 1387 roku o powołaniu na Litwie hierarchii urzędniczej analogicznej do polskiej hierarchii urzędów ziemskich z wojewodami i kasztelanami na czele. W tekście jest wiele odwołań do prawa i praktyki Królestwa Polskiego. Nadanie Litwinom przywilejów szlachty polskiej umocniło ich prawo własności ziemi i swobody osobiste, a zarazem przyczyniło się do ujednolicenia warstwy wyższej obu narodów. Zwiększając rolę bojarów, Giedyminowicze odchodzili od dotychczasowej praktyki opierania się na kniaziach, czyli swych bliższych i dalszych krewnych.
Temu samemu służyła adopcja herbowa bojarów litewskich do rodów polskich. Inicjatywa leżała zapewne po stronie polskiej, ale miała poparcie obu władców. Adopcja rodowa była znana w średniowieczu, ale nigdy i nigdzie w Europie nie przeprowadzono jej na taką skalę. Litwinom mogła ona ułatwić kontakty z całym średniowiecznym rycerstwem, dla Polaków była sposobem zjednania Litwinów do idei unii. Istnieją różne oceny powodzenia adopcji horodelskiej. Rymvidas Petrauskas ustalił, że na 188 możnowładców litewskich z lat 1387−1492 114 miało herby horodelskie − adopcja okazała się sukcesem. Przewidziano też wspólne zjazdy Polaków i Litwinów w Lublinie lub w Parczewie, co miało duże znaczenie w przyszłości.

Dokumenty szlachty polskiej i bojarów litewskich
Dokument panów polskich odwołuje się do 1. Listu św. Pawła do Koryntian, zawierającego pochwałę miłości, co było doskonałym wstępem do aktu adopcji herbowej. Wystawcami dokumentu było 47 polskich rodów heraldycznych, które przyjęły do wspólnoty rodowej 47 bojarów litewskich wraz z ich krewnymi. Polacy przypominali własne zasługi w staraniach o nadanie Litwinom przywilejów, obiecywali pomoc przeciw nieprzyjaciołom, zobowiązali Litwinów do powiadomienia w przypadku wszczęcia wojny. Dokument opieczętowano 47 pieczęciami. Z kolei dokument wymienionych imiennie bojarów litewskich, oprócz przyrzeczenia pomocy Polakom i niewszczynania wojen bez ich wiedzy, zawierał akapit o następstwie tronu w Polsce i na Litwie, analogiczny do tego, który znalazł się w dokumencie monarszym. Brak tego fragmentu w dokumencie panów polskich nie jest bez znaczenia i świadczy o kontrowersjach w tej sprawie wśród polskiej elity władzy.
Warto sobie uświadomić, jak wielu zabiegów wymagało zawarcie tej nowej unii. Przygotowania zaczęły się rok wcześniej. We wrześniu 1412 roku Władysław Jagiełło spotkał się nad Bugiem z Witoldem, a w listopadzie, w Niepołomicach pod Krakowem, ze swoją radą królewską. Wiemy z tekstu dokumentu monarszego, że to Witold wybrał 47 bojarów, którzy zostali adoptowani do polskich rodów, te zaś musiały wcześniej udzielić na to zgody. Samo sporządzenie metalowych tłoków pieczętnych dla Litwinów musiało zabrać dużo czasu. Przez wiele miesięcy trwały dyskusje i spory o treść dokumentów. Ich tekst musiał zyskać aprobatę Jagiełły i Witolda, dopiero wówczas zyskał ostateczną formę.

Po Horodle
Postanowienia dotyczące statusu Wielkiego Księstwa Litewskiego nie wytrzymały próby czasu. Już za życia Witolda, w czasie przygotowań do jego koronacji w 1430 roku, Polacy powrócili do zasady sformułowanej w unii wileńsko-radomskiej, że Litwa po śmierci Witolda wróci do Jagiełły. Analogiczne postanowienie znalazło się też po śmierci Witolda (1430) w unii grodzieńskiej (1432), która oddawała władzę wielkoksiążęcą Zygmuntowi Kiejstutowiczowi. Zamach stanu w 1440 roku, podczas którego zgładzono Zygmunta, doprowadził do przekazania władzy Kazimierzowi Jagiellończykowi, młodszemu z synów Jagiełły. W rozumieniu Polaków miał on być na Litwie namiestnikiem swego starszego brata, króla Polski Władysława III. Jednak Litwini wynieśli go do godności wielkiego księcia, zrywając tym samym unię z Polską. Od 1447 roku, kiedy Kazimierz Jagiellończyk objął tron polski, związek Polski i Litwy miał charakter jedynie unii personalnej, w której oba państwa łączył tylko wspólny władca. Na polsko-litewskich zjazdach w Lublinie i Parczewie w latach 1448 i 1451 Litwini występowali przeciwko sformułowaniom dokumentu monarszego unii horodelskiej, mówili wręcz o jarzmie, pod którym mieli się znajdować wcześniej. Wzrost samoświadomości Litwinów można uznać za pozytywny wynik unii horodelskiej, osiągnięty dzięki nadanym im przywilejom, a także samodzielności w latach 1440−1447. O późniejszym związku z Polską zadecydowało ujednolicenie praw w Horodle i okoliczności polityczne.

prof. Maria Koczerska
Polska historyczka, mediewistka, pracuje w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego

Giedymin. Władca o ludzku łagodny i diabelnie przebiegły

Darius Baronas
przeł. Bartłomiej Kowal

Wielki książę litewski Giedymin (1316−1341) był twórcą potęgi Litwy, znacznie rozszerzył jej terytorium na wschodzie i otworzył Wielkiemu Księstwu drogę do świata zachodniego chrześcijaństwa. To on uczynił Wilno stolicą; jego zasługi dla tego miasta przetrwały w pamięci zbiorowej, a szesnastowieczni kronikarze Wielkiego Księstwa Litewskiego przyznali mu nawet zasługę założenia Wilna. W czasach nowożytnych zaktualizowana wersja tej opowieści stała się elementem pamięci kulturowej nowoczesnego narodu litewskiego. Giedymin jawi się jako poważny mąż stanu, troszczący się o dobrobyt swojego kraju i jego mieszkańców. Czy jest to wersja prawdziwa, czy tylko legendarna?

Giedymin stawia zamek w Wilnie, fot. archiwum „Mówią wieki”

Najbardziej widocznym przejawem polityki zagranicznej władców Litwy w XIV wieku był wzrost terytorialny państwa. W ciągu krótkiego czasu – jednego stulecia − stosunkowo niewielkie państwo (na jego rdzennych ziemiach mieszkało nie więcej niż 200 tys. ludzi) rozrosło się dziesięciokrotnie: sięgnęło Pskowa, Nowogrodu Wielkiego oraz ziem moskiewskich na północy i wschodzie, stepów kontrolowanych przez Tatarów na południowym wschodzie oraz granic Węgier i Polski na zachodzie. Skala ekspansji zadziwia tym bardziej, że odbywała się ona w cieniu wojny z zakonem krzyżackim. Mimo to okoliczności były sprzyjające: polityczne rozbicie księstw ruskich i ograniczone zainteresowanie Złotej Ordy dalekim północnym zachodem. Jednak prawdziwą siłą napędową ekspansji były ambicje nowej dynastii, którą później zwykło się nazywać Giedyminowiczami. W przeciwieństwie do swego brata Witenesa, który miał prawdopodobnie tylko jednego syna, Giedymin spłodził całą gromadkę potomstwa: siedmiu synów i przynajmniej pięć córek. Wszystkim trzeba było zapewnić przyszłość godną książąt i księżniczek. Córkom wystarczał jednorazowy posag w chwili zamążpójścia za władców z Polski czy Rusi; raz wydane za mąż, nie przysparzały już ojcu większych trosk. Wychowane w luźniejszej atmosferze wileńskiego dworu, mogły, jak np. wydana w 1325 roku za Kazimierza, następcę polskiego tronu, księżniczka Aldona, budzić obawy surowych stróżów moralności, jednak Giedymina to już nie obchodziło. Inaczej było z synami, którym trzeba było zapewnić stały dochód, tym bardziej, że oczekiwano od nich współudziału w rodzinnym biznesie. Ponieważ kraj nie mógł zaspokoić potrzeb licznej rodziny, najdogodniejszą drogą była ekspansja na sąsiednie ziemie ruskie.

Ekspansja jako biznes rodzinny
Pierwsza próba zajęcia przez Giedymina księstwa brzeskiego (1316), przyszłej ziemi podlaskiej, nie powiodła się. Książęta halicko-wołyńscy Andrzej i Lew byli jeszcze wystarczająco silni, dlatego Giedymin wrócił tam dopiero ok. 1323 roku, gdy obaj książęta już nie żyli. Cierpliwe przenikanie na ziemie halicko-wołyńskie, do których pretendowali też Polacy i Węgrzy, było kolejną cechą polityki Giedymina. Za ten kierunek odpowiedzialny był syn Giedymina Lubart, który pojawił się na scenie dopiero po otruciu księcia halicko-wołyńskiego Bolesława Jerzego II Trojdenowica, mającego w swych żyłach krew polską, litewską i ruską. Bolesław Jerzy był akceptowany zarówno przez króla Polski Władysława Łokietka, jak i Giedymina; zresztą ożenił się z córką litewskiego księcia Eufemią w 1331 roku. Walki z polsko-litewsko-węgierskie o Wołyń i Halicz zaczną się dopiero po ich śmierci.
Nieco łatwiej przebiegała ekspansja w górnym dorzeczu Dźwiny. Ok. 1320 roku syn Giedymina Olgierd poślubił córkę ostatniego księcia witebskiego, a gdy teść zmarł, odziedziczył całe księstwo. Tak otworzyła się droga ku górnemu dorzeczu Wołgi. Jednak w 1335 roku po pierwszych starciach Litwinów z Rusinami z Moskwy, ekspansja w tym regionie zatrzymała się. Osiągnięto granicę, której nie opłacało się przekraczać. Można więc było się skupić na innych terenach. Nowe perspektywy ekspansji otworzyły się na odcinku kijowskim. Tu reprezentantem interesów Litwy Giedymina stał się jego brat Teodor, którego pobyt w Kijowie został poświadczony w czwartym dziesięcioleciu XIV wieku. Działał tam razem z tatarskim baskakiem, co wskazuje na to, iż umocnienie władzy litewskiego księcia w Kijowie było uzgodnione ze Złotą Ordą. Rozległe ziemie dzisiejszej Ukrainy były kondominium litewsko-tatarskim również za czasów następcy Giedymina, jego syna Olgierda (1345−1377).
Niełatwo ocenić stopień integracji ziem ruskich z państwem litewskim. Przede wszystkim problemem są tereny peryferyjne o statusie kondominium albo luźnego lenna. Takie współczesne określenia, jak „okupacja”, „aneksja” czy „integracja” są zupełnie nieadekwatne do opisu ówczesnych realiów. Za ziemie anektowane można uważać tereny, którymi rządzili książęta (niekoniecznie synowie lub krewni Giedymina) uznający zwierzchnictwo wielkiego księcia litewskiego, zgadzający się dzielić dochodami ze swoich włości oraz niemający możliwości lub po prostu chęci prowadzenia samodzielnej polityki. Pojęcie „przynależność terytorialna” także nie ma wiele wspólnego z rozumowaniem Giedymina i jego współczesnych. Wielkiemu księciu zależało na czymś bardziej namacalnym − dochodach dla siebie i swoich synów. Należałoby więc raczej spytać, czy dostrzegano różnicę polityczną między tym, że jego syn Narymunt otrzymywał dochody z Nowogrodu za świadczone tam usługi wojskowe (1333−1335), a tym, że z Połocka płynęły do niego fundusze z tytułu bycia tamtejszym księciem. Jeśli z Tatarami można było się porozumieć i wspólnie władać ziemiami dzisiejszej Ukrainy, to po co pytać, do kogo te ziemie mają należeć? Litwa czasów Giedymina (a także jego syna Olgierda) nie była państwem, którego władcom zależałoby na ziemiach jako czymś mierzalnym i ściśle określonym. W ich rozumieniu terytorium to przede wszystkim ludzie, którzy płacą daniny i nie przeszkadzają litewskim wojskom w przemieszczaniu się. Plemienny charakter państwa oddaje używany przez Giedymina tytuł – król Litwinów i wielu Rusinów. A tego, że był troskliwym ojcem, dowodzi podział państwa między synów, którego dokonał przed śmiercią.

Wilno – poligon eksperymentalny
Po zdławieniu powstania pruskiego w 1283 roku agresja zakonu krzyżackiego wobec Litwy znacznie wzrosła. Stało się to poważnym wyzwaniem dla dynastii panującej. Było oczywiste, że łupieżcze wyprawy do sąsiednich krajów nie sprzyjają stworzeniu stabilnej struktury społecznej i efektywnych sił zbrojnych. To właśnie potrzeby wojskowe nowej dynastii były podstawowym czynnikiem zmuszającym do prowadzenia nowej polityki wewnętrznej, pobudzającej rozwój gospodarczy. Brat Giedymina Witenes był jednym z ostatnich europejskich władców prowadzących politykę w stylu właściwym wcześniej dla wikingów. Swoimi łupieżczymi wyprawami zasłynął na ziemiach polskich i krzyżackich. Jednak był on też pierwszym po królu Mendogu władcą Litwy, który zaczął nawiązywać kontakty handlowe z niektórymi sąsiadami, przede wszystkim z ryskimi mieszczanami. Gdy w 1297 roku wybuchła wojna domowa między zakonem krzyżackim i arcybiskupem Rygi oraz mieszczanami ryskimi, ci ostatni zwrócili się o pomoc do Witenesa. Pomocy udzielono i w 1298 roku wspólnym wysiłkiem pobito wojska zakonu inflanckiego, a w Rydze osadzono litewski garnizon, który pozostał tam do 1313 roku. Tak oto poganie mieli bronić chrześcijan przed innymi chrześcijanami!
Opisane powyżej wydarzenia znane są od dawna. Dopiero jednak niedawno dowiedzieliśmy się, że mniej więcej w tym samym czasie uchodźcy z Inflant osiedlili się w Wilnie. Najnowsze badania archeologiczne ujawniły, że na obecnym placu archikatedralnego w Wilnie w pierwszej ćwierci XIV wieku powstała dzielnica rzemieślnicza. Zamieszkujący ją ludzie zajmowali się m.in. kowalstwem; znaleziono tu również najwcześniejsze przykłady architektury murowanej, której najbliższe odpowiedniki znane są z terenu Inflant. Wszystko więc wskazuje na to, że stamtąd (a przede wszystkim z Rygi) pochodzili ludzie, którzy je postawili. Hipoteza, że u południowozachodniego podnóża Góry Zamkowej w Wilnie osiedlono kolonię niemieckich rzemieślników (może też kupców?), wygląda na bardziej prawdopodobną, niż założenie, że wspomniane nowinki mogły pojawić się w wyniku żmudnych prób miejscowych majstrów. Zapraszanie rzemieślników z zagranicy było normalne we wszystkich ówczesnych krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Witenes poszedł przetartą drogą, a przy okazji dał przykład swemu bratu i następcy Giedyminowi.
Znamy siedem listów Giedymina z lat 1322−1323, w których zwracał się on do papieża Jana XXII, dominikanów, franciszkanów, Hanzy i mieszczan różnych miast europejskich. Papieżowi skarżył się na czynione przez Krzyżaków krzywdy i ubolewał, że jest przez to zmuszony tkwić w błędzie swoich przodków. Wszystkim adresatom sugerował, że może przyjąć wiarę chrześcijańską. A wszystko służyć miało ociepleniu wizerunku Litwy i przyciągnięciu do niej nowych wysokokwalifikowanych osadników.
Giedymin zapraszał fachowców praktycznie każdego znanego mu zawodu: od zwykłych rolników po kupców i rycerzy. Spośród rzemieślników szczególnie zależało mu na kowalach, kołodziejach, cieślach, młynarzach, ale też przedstawicielach wszystkich innych rzemiosł. Każdemu obiecywał świetne warunki osadnicze. Deklarował, że osiedleni w Wilnie i innych miastach Niemcy będą mogli korzystać ze znanego im prawa miejskiego ryskiego. A może z czasem znajdzie się lepsze rozwiązanie? Chłopom obiecywał, że przez dziesięć lat będą wolni od danin, a następnie będą oddawać tylko tyle, ile zwykło się płacić w innych państwach. Giedymin zapewniał ich także, że na Litwie będą mieli lepsze plony, niż w swoich krajach. Musiało to brzmieć zachęcająco dla ludzi Zachodu, żyjących w początku XIV wieku w warunkach przeludnienia i gospodarczej stagnacji. Aby potencjalni koloniści nie mieli obaw przed osiedleniem się w pogańskim kraju, Giedymin obiecywał im wolność religijną. Przecież otworzył on swój kraj przed cnotliwymi biskupami, księżmi i zakonnikami, którym dał pełną swobodę wykonywania obowiązków duszpasterskich. Zapewniał, że w Wilnie i Nowogródku zbudował franciszkanom kościoły. Nie zapomniał dodać, że osadnicy będą mieli prawo nie tylko swobodnie przybywać, ale też i opuszczać kraj. W końcu wszystkim obiecywał, że zapewni pokój, o którym chrześcijanie dotąd nawet nie myśleli. Wszystkie te obietnice wieńczył kwiecistym zapewnieniem: prędzej żelazo stanie się woskiem, a woda żelazem, niż odwołamy dane słowo. Całą tę lawinę obietnic można uznać za znakomity litewski projekt piarowy.
Odpowiedź na pytanie o konkretne rezultaty tej akcji osadniczej jest bardzo trudna, gdyż brakuje źródeł, które pozwoliłyby określić, kto przyjął zaproszenie Giedymina i osiedlił się na Litwie. Mimo wszystko z pojedynczych wzmianek wynika, że w jego czasach w Wilnie działali franciszkanie, musieli tu być osiedleni niemieccy kupcy, a samo miasto dla kupców inflanckich stało się jednym z przystanków w drodze Ruś południową i tamtejsze rynki. Jednak równie jasne jest, że plan szerszej i głębszej modernizacji Litwy nie został wprowadzony w życie. Przeszkodą stała się odmowa przyjęcia chrztu przez Giedymina.

Oszukać Zachód – mission impossible
W liście do papieża Giedymin akcentował elementarną sprawiedliwość. Walczy z chrześcijanami nie z powodu wrogości wobec wiary chrześcijańskiej, lecz krzyżackich napaści. Ma takie samo prawo do obrony, jak każdy władca chrześcijański. Jeśli tylko papież mógłby ochronić go przed Krzyżakami, władca Litwy jest gotowy podporządkować mu się jak ojcu, podobnie jak to czynią władcy chrześcijańscy. Innym adresatom swoich listów pisał jeszcze wyraźniej, że jest gotowy przyjąć wiarę. Wszyscy mieli odnieść wrażenie, że Giedymin rzeczywiście jest gotowy przyjąć chrzest i tym samym otworzyć swój naród na wiarę chrześcijańską.
Jednocześnie należy zauważyć także to, że wielki książę tworzył atmosferę niepewności. Pisał np., że z niecierpliwością oczekuje na jak najszybsze przybycie papieskich wysłańców i jego wielki niepokój budzi nie całkiem jasny zwodniczy fałsz. Gdy jesienią 1323 roku przedstawiciele Inflant wprost zapytali Giedymina, czy chce przyjąć chrzest, ten wykręcił się odpowiedzią: nim papiescy wysłańcy, których przybycia co dzień wyglądam, nie dotrą do mnie, Bóg jeden wie, co jest w moim sercu. Taka produktywna niejasność (jakby wyraziłby się były minister finansów Grecji Janis Varufakis) nie przeszkadzała Niemcom z Inflant zawrzeć pokoju z Giedyminem. Przecież po przybyciu legaci papiescy z pewnością postawią kropkę nad i.
Jesienią 1324 roku legaci przybyli do Rygi, ale nie spieszyli się do Wilna. Wysłali swoich posłańców, którzy mieli na miejscu wyjaśnić, jak się sprawy mają. Podstawowe pytanie brzmiało, czy władca naprawdę jest zdecydowany na przyjęcie chrztu. Działający w owym czasie w Wilnie dominikanin Mikołaj doniósł im, że wielki książę zmienił całkiem zdanie i nie zamierza się chrzcić. Dlatego podczas audiencji posłańcy zaczęli najpierw gładko opowiadać o wadze, jaką dla papieża ma sprawa Giedymina, i o pokoju. Władca podziękował im za to serdecznie, a następnie zadał rozbrajająco proste pytanie: czy wiedzą, co było napisane w jego listach. Odpowiedzieli, że była w nich wyrażona chęć przyjęcia wiary w Jezusa Chrystusa i chrztu. Delikatna różnica między wiedzą Giedymina a jego intencją, rzekomo znaną adresatom, dawała księciu szerokie pole manewru. Powiedział wprost, że nie kazał pisać o chrzcie. Wyjaśnienia chrześcijan, że przyjęcie wiary to to samo co chrzest, Giedymin zbył powtarzając, że nie kazał pisać o chrzcie, a o tym, że chce być posłusznym sługą Kościoła i słuchać papieża jak ojca, bo, jako człowiek uprzejmy, każdego starszego od siebie człowieka szanuje jak ojca, równych mu wiekiem jak braci, a młodszych jak synów. W końcu, aby uczestnicy dyskusji mieli zupełną jasność, Giedymin wybuchnął: Jeśli kiedykolwiek myślałem o chrzcie, niech ochrzci mnie diabeł! Kozłem ofiarnym uczyniono miejscowego franciszkanina Bertolda, który, pisząc listy, wypaczył myśl władcy i w ten sposób zmylił cały świat.
Przyjacielska rozmowa z wysłańcami legatów była tylko częścią negocjacji. Chcąc wykonać swoją misję do końca i wyjaśnić prawdziwe przyczyny zmiany nastawienia władcy, ustalili, że inspirowana przez zakon krzyżacki żmudzka opozycja i wrodzy katolickiemu chrztowi prawosławni zadziałali jako potężne lobby, które skłoniło Giedymina do wyrzeczenia się myśli o nawróceniu. Posłańcom udało się nawet dowiedzieć, że już podczas ich pobytu w Wilnie władca przez kilka nocy rzewnie płakał z tego powodu. Współcześni badacze takie wyjaśnienia często uznają za prawdziwe. Moje badania pokazują jednak, że wszystkie te informacje zostały przekazane posłańcom przez osoby ściśle związane z dworem wielkiego księcia. Nie można ich więc uważać za obiektywne. Cel był jasny – chodziło o to, by dowieść, że Giedymin jest niewinny, a przyczyna jego postępowania tkwi w niezależnych od niego okolicznościach.
Trik wileńskiego dworu w dużym stopniu się udał. Niemało ludzi rzeczywiście uwierzyło w to tłumaczenie. Papież z kolei miał swoje powody, by zmusić Krzyżaków do przestrzegania pokoju z Giedyminem aż do 1328 roku. W tym czasie, w roku 1325, Giedymin zdążył zawrzeć sojusz z Władysławem Łokietkiem i wspólnie uderzyć na wroga papieża cesarza Ludwika IV Wittelsbacha. W 1326 roku podczas wspólnej polsko–litewskiej wyprawy na Brandenburgię dzicy wojownicy Giedymina pozostawili po sobie wśród miejscowych mieszkańców niezatarte wspomnienia. Oburzenie na papieża w krajach niemieckich wzrosło, ale to nie był problem Giedymina. Wrócił do swojej brutalnej Realpolitik, podobnie jak zakon krzyżacki, który w 1328 roku wznowił wyprawy na ziemie litewskie.

Darius Baronas
Litewski historyk, pracuje w Litewskim Instytucie Historycznym w Wilnie, znawca średniowiecznych dziejów Litwy.

Średniowieczne Mazowsze wobec sąsiadów na północy do 1333 roku

Jan Tyszkiewicz

Średniowieczne Mazowsze obejmowało terytorium mało różniące się od jego obecnego kształtu.Najtrwalsza była granica na północy, wyznaczona przez szeroką strefę zabagnionych puszcz, ciągnących się wzdłuż Narwi. Jedynie Wysoczyzna Kolneńska, ciąg wzniesień od Prus i Jaćwieży ku Mazowszu, zapewniała suchą drogę bez względu na porę roku.

Konrad I Mazowiecki, książę mazowiecko-kujawski na grafice Jana Matejki, fot. Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie

Na północnym wschodzie między Biebrzą i górną Narwią rozciągała się kraina błot i moczarów, które do dziś stanowią obszar pierwotnego krajobrazu. Zachodnie i wschodnie granice Mazowsza kształtowały się w XI–XII wieku, południowe oparte o dolny nurt Pilicy i Wieprza były stosunkowo trwałe.
Dzieje kontaktów średniowiecznego Ma-zowsza z sąsiadami na północy można podzielić na cztery etapy: okres plemienny (do ok. 1000 roku), okres wczesnopiastowski (do 1226), okres piastowsko-krzyżacki (do 1387) i okres jagiellońsko-krzyżacki (do 1525). Kilkanaście lat panowania Andegawenów w Polsce charakteryzowało się stagnacją. W czasach plemiennych rozległe lasy tworzyły szeroki pas dzielący ziemie zasiedlone przez plemiona pruskie od Mazowsza, złożonego również z kilku grup osadniczych, których nazw nie znamy.
Z Mazowsza do Prus wyruszyła w lutym 1009 roku wyprawa misyjna kierowana przez biskupa Brunona z Kwerfurtu. Misjonarze zaczęli nawracać jakieś najbliższe plemię pruskie. Ponieważ niemieckie źródła z początku XI wieku wspomniały o wyprawie w kierunku Litwy, biskup Brunon mógł dotrzeć do południowej Jaćwieży i tam zginął. Kilka dni podróży z Mazowsza wskazuje na akcję na Wysoczyźnie Kolneńskiej. Inne drogi w końcu lutego nie były przejezdne. Ciała bp. Brunona i jego towarzyszy Bolesław Chrobry wykupił i nie podjął żadnej akcji odwetowej.

Okres wczesnopiastowski
Stulecia XI, XII i początek XIII przyniosły znaczne zaostrzenie stosunków sąsiedzkich. Wojny i osłabienie władzy Mieszka II umożliwiły utworzenie na Mazowszu odrębnego księstwa Miecława. Ruska kronika Powieść doroczna pod datą 1047 zanotowała wspólną wyprawę księcia kijowskiego Jarosława i księcia Kazimierza Odnowiciela przeciw Miecławowi. Buntownik, pozostający w sojuszu z pogańskimi Prusami i Pomorzanami, został pokonany. Porozumienie z Niemcami, Węgrami i Rusią pozwoliło Kazimierzowi Odnowicielowi odtworzyć państwo, ale bez Pomorza. Odzyskanie Mazowsza wymagało sojuszu z Rusią i przekazania Jarosławowi pasa ziem na zachodnim brzegu Bugu, od Przemyśla po Brześć i Drohiczyn, zbudowany ok. 1050 roku.
Następne sto kilkadziesiąt lat przyniosło nieustanne najazdy Prusów i wyprawy odwetowe Polaków. Pisali o tym najstarsi kronikarze polscy, Gall Anonim i Wincenty Kadłubek. Po śmierci Bolesława Krzywoustego (1138) utworzono dzielnicę łączącą Mazowsze z Kujawami (1138–1230). Jej obronę przed Prusami i Jaćwingami próbowali organizować książęta krakowscy. Do Prus szły kolejne wyprawy połączonych sił książąt dzielnicowych. Próbowano zorganizować specjalny zakon rycerski (Dobrzyńcy) do powstrzymania najazdów.

Litwini wkraczają do walki
Nowy etap stosunków spowodowało sprowadzenie do ziemi chełmińskiej zakonu krzyżackiego (1226) przez Konrada I Mazowieckiego. Nieporozumienia i konflikty zakonu z sąsiednimi książętami nie zatrzymały podboju Prus. Krzyżacy otrzymywali stale pomoc z Europy i od książąt piastowskich. Współpraca została zerwana z powodu krzyżackiej agresji i zajęcia Pomorza Gdańskiego w roku 1308. Zakon wykorzystał słabość Władysława Łokietka, zakończenie podboju Jaćwieży i małą aktywność Litwy, zajętej zdobywaniem Połocka i sprawami Inflant.
Książęta mazowieccy myśleli o zdobyczach terytorialnych w Prusach. W tym celu Siemowit I ożenił się Perejasławą, córką Daniela księcia halicko-włodzimierskiego ok. 1248 roku i razem z Rusinami zaczął organizować wyprawy przeciw Jaćwieży. Zbliżenie Siemowita I z Danielem sprzyjało koronacji Daniela w 1253 roku na króla Rusi w Drohiczynie nad Bugiem. Jesienią następnego roku Siemowit I i Daniel zawarli w Raciążu porozumienie z Zakonem, przewidujące w przyszłości podział Jaćwieży na trzy części. Zimą 1255 roku wyruszyła kolejna wyprawa skierowana do Jaćwieży. W marcu 1257 książęta piastowscy, pod kierunkiem księcia krakowskiego Bolesława Wstydliwego, rozważali jak zorganizować chrystianizację Jaćwieży.
Wtedy nastąpiła kontrakcja Litwinów. W 1258 roku pod wodzą Trojnata zniszczyli oni okolice Czerska i zdobyli niektóre grody. Siemowit I trwał jednak przy koncepcji ojca, Konrada Mazowieckiego i chciał do Mazowsza dołączyć część ziem jaćwieskich. 15 czerwca 1260 roku zawarł w Troszynie umowę z zakonem, zapewniającą mu tylko szóstą część Jaćwieży. Sojusz Siemowita I z zakonem przewidywał wzajemną pomoc przeciw wspólnym wrogom chrześcijańskim i pogańskim, czyli Kazimierzowi księciu kujawskiemu, Jaćwieży i Mendogowi litewskiemu. Silna wyprawa odwetowa Mendoga w czerwcu 1262 roku, składająca się z kilku korpusów jazdy, uderzyła jednocześnie na księstwo halicko-włodzimierskie nad Bugiem, południowe ziemie krzyżackie, Mazowsze płockie i ziemię chełmińską. Oddziały Trojnata dotarły w pobliże Czerska, po drodze zdobywając Jazdów. Zabito tutaj Siemowita I i wzięto do niewoli jego starszego syna Konrada.
Zniszczenie Mazowsza nadwiślańskiego było duże, ponieważ w sierpniu tego roku dodatkowy najazd łupieski zorganizowali Jaćwingowie i Prusowie. W kolejnym roku zniszczyli Łowicz i okolice. Mazowsze pozbawione księcia padało łupem kolejnych napadów drużyn pruskich i litewskich w latach 1266 oraz 1267.
Wdowa po Siemowicie I Perejesława doprowadziła do uwolnienia syna z niewoli litewskiej dopiero w roku 1264. Nie wypłacono okupu, ale za to zerwano sojusz z zakonem i zaczęto normować stosunki z Litwą. Uwolniony Konrad II został księciem Czerska i Mazowsza nadnarwiańskiego, od Zakroczymia pod Wiznę. Młodszy brat Bolesław II współrządził z matką; po 1276 roku otrzymał własną dzielnicę: Płockie, Gostynińskie, Wyszogród i Rawskie. Szybko wszedł w porozumienie z księciem litewskim Trojdenem i zawarł małżeństwo z jego córką Guademundą Zofią (1279). Nawiązał też kontakty z Władysławem Łokietkiem i Leszkiem Czarnym. W połowie roku 1279 doszło do interesującego zdarzenia w Pułtusku. Książę włodzimierski Włodzimierz wysłał łodziami Bugiem i Narwią transport zboża dla Jaćwieży. Został on zatrzymany i zawłaszczony przez ludzi Konrada II. Szlak wodny z biegiem Bugu odgrywał w XII i XIII wieku ważną rolę w handlu z Rusią. W tym wypadku pomoc dla głodującej Jaćwieży przychodziła niespodziewanie z Rusi.

W cieniu walk o Kraków
Ostatnie ćwierćwiecze XIII stulecia przebiegało w Polsce pod znakiem walk o Małopolskę i Kraków. Liczni książęta zawiązywali koalicję i wciągali do nich książąt ruskich i Litwinów. Wojska Lwa, księcia halickiego i Wasylka, księcia słonimskiego zniszczyły Sochaczewskie i Gostynińskie w latach 1283 i 1285. Konrad II książę kujawski, wspomagany przez oddziały rusko-litewskie próbował zająć Kraków (1285) i niszczył ziemie brata Bolesława II. Książęta ruscy włączyli się po śmierci Leszka Czarnego (30 IX 1288) do walki o Kraków. Rywalizacja o Małopolskę w ostatniej ćwierci XIII wieku szczególnie wyniszczyła Mazowsze. Bolesław II panując nad całym Mazowszem w latach 1294–1313 zmieniał często sojusze (książę Wacław II, Przemysław II, Władysław Łokietek), dbając o utrzymanie całości księstwa i unikanie zniszczeń. W przeciwieństwie do ojca Siemowita I, konsekwentnie utrzymywał przyjazne stosunki z Litwą. Aby ich nie zadrażniać, przepuszczał przez swoje ziemie łupieskie wyprawy Litwinów sięgające Łęczyckiego (1294), Sandomierskiego (1302) i Kaliskiego (1305–1306). Ponieważ wielu Jaćwingów schroniło się przed krzyżakami za Niemnem, najazdów z przełomu XIII i XIV wieku dokonywały zapewne połączone drużyny litewsko-jaćwieskie.

Od zawieszenia broni do sojuszu
Wielki książę litewski Witenes (1295/6–1315) podjął współpracę z arcybiskupem Rygi, wspierając go w zatargach z Zakonem Inflanckim (1298, 1305–1310). Kontakty z Rygą zapewniały Litwie udział w handlu rzeką Dźwiną i podporządkowanie Połocka. Dlatego po roku 1300 Litwini pojawiali się na ziemiach polskich bardzo rzadko. Zawieszenie broni trwało w latach 1300–1321. Porozumienie Bolesława II z Witenesem zostało zapewne poszerzone na Władysława Łokietka, od roku 1308 walczącego zdecydowanie z krzyżakami. W konsekwencji, Witenes przysyłał do Polski niewielkie posiłki. Byli to zapewne różni wojownicy – Litwini, Rusini i Jaćwingowie – podobnie uzbrojeni i ubrani. Interesowała ich zdobycz i brańcy przyprowadzani na Litwę. Podobnie działali Prusowie, uczestniczący w wyprawach krzyżackich przeciw Łokietkowi.
Zagrożenie ze strony związanych sojuszem z zakonem krzyżackim Czech zrównoważył Łokietek zbliżeniem z Węgrami. W roku 1320 wydał swoją córkę Elżbietę za króla węgierskiego Karola Roberta. W procesie krzyżacko-polskim w Inowrocławiu w 1320 roku wszyscy książęta mazowieccy starali się wykazać neutralnością. Łokietek trafnie ocenił, że nie może liczyć na słabych i niezdecydowanych książąt dobrzyńskich i mazowieckich. Jedynym pewnym sojusznikiem w walce z zakonem mógł być Witenes (zm. 1313), a później Giedymin litewski.
Sojusz króla polskiego Władysława i wielkiego księcia litewskiego Giedymina rodził się przez kilkanaście lat. Najpierw doszło do małżeństwa Wacława księcia płockiego z Danutą Elżbietą córką Giedymina (1319–1320). W nadchodzącym starciu Zakonu z Władysławem Łokietkiem książęta mazowieccy nie chcieli brać udziału. Siemowit II książę rawski, sochaczewski i wiski posiadał długą granicę z państwem krzyżackim; Trojden książę czersko-warszawski myślał więcej o sprawach ruskich. Obu książąt wzrost sił Łokietka niepokoił.
W 1323 rozpoczęła się rywalizacja Polski, Węgier i Litwy o przejęcie Rusi halicko-włodzimierskiej po bezpotomnej śmierci jej ostatniego księcia. Na Ruś wyprawił się Łokietek z posiłkami węgierskimi, na ziemie Ponarwia i Pobuża (późniejsze Podlasie) wkroczył Giedymin, pustosząc jednocześnie Mazowsze w 1324. Na tronie halickim osadzono Bolesława syna Trojdena, księcia czersko-warszawskiego i Marii księżnej halickiej. Ale już w 1326 uformowały się dwa wrogie obozy: Zakon z książętami mazowieckimi przeciw Władysławowi Łokietkowi i Giedyminowi. W nadchodzących wojnach Łokietka z Zakonem i książętami mazowieckimi Litwini dawali królowi polskiemu wsparcie zbrojne (1327, 1329). Z pomocą Zakonowi pospieszył król Jan Luksemburski, który zmusił księcia Wacława płockiego do uznania się lennikiem czeskim. Poparł też roszczenia krzyżackie wobec pozostałych księstw mazowieckich, Trojdena i Siemowita II. Bezpośrednia wojna polsko-krzyżacka toczyła się ze zmiennym szczęściem w latach 1330–1332. Jednocześnie lata 1329–1335 były okresem zbrojnych działań i licznych rozejmów między książętami mazowieckimi a zakonem. Mazowsze było stale niszczone, książęta zaś nie chcieli stracić niezależności i zostać lennikami polskimi.
Kazimierz Wielki od 1333 roku konsekwentnie dążył do normalizacji stosunków z Zakonem, co osiągnął dzięki pokojowi kaliskiemu w 1343 roku. W tymże roku Krzyżacy wytyczyli wspólną granicę z Mazowszem. Po 1323 roku Siemowit II poszerzył zapewne swoje terytorium na północ i wschód od Wizny, na pograniczu z Litwą. Giedymin kolejnymi wyprawami na Mazowsze (1336, 1337 i 1340) zapewnił sobie panowanie nad górną Narwią i Pobużu. Droga z Litwy do Małopolski zaczęła prowadzić przez Wołkowysk-Brześć i Lublin. Bezpotomna śmierć Bolesława Jerzego księcia halickiego w 1340 roku wznowiła mazowieckie roszczenia do tzw. Podlasia (nazwa dopiero w XV wieku), czyli sąsiednich ziem dawnej Rusi halicko-włodzimierskiej.
W stosunkach z zakonem kluczowe były skrajne terytoria Mazowsza, ziemia płocka na zachodzie i ziemia wizneńska na wschodzie. Władcy mazowieccy mogli poszerzać swoje terytoria na północ i wschód. Leśna strefa graniczna na północy, nad Narwią, była długo nawiedzana najazdami pruskimi, nieco spokojniejsza dopiero w XIV wieku. Gleby tutaj były mało żyzne. Na północnym-wschodzie, tereny nad dolną Biebrzą i nad dopływami górnej Narwi, zostały wcześnie zasiedlone przez Mazowszan. Od początku XIV wieku obszar ten stanowił przedmiot rywalizacji z Litwą. Od XI wieku Wizna była kluczowym grodem na tym terenie, aż do ostatecznej stabilizacji pogranicza litewsko-krzyżackiego w pokoju melneńskim (1422). Okres jagiellońsko-krzyżacki zapisał się poważnymi

wojnami z zakonem, do których wkład książąt mazowieckich był skromny.
Zarysowany obraz jest niepełny, gdyż uwzględnia konflikty zbrojne i związki polityczne, pomijając inne relacje sąsiedzkie, osadnicze, gospodarcze i kulturalne. Odpowiednie ich uwzględnienie jest potrzebne i wykonalne, ale trudniejsze i wymagające odpowiednio szerokiego pola wypowiedzi. Relacje osadnicze i gospodarcze, sieci dróg i związków handlowych, przepływu ludności, wymagają rozpoznania różnych źródeł i metod badawczych. Jest faktem, że ich treści daleko odbiegają od podręcznikowych wiadomości, którymi jesteśmy tradycyjnie karmieni.

Jan Tyszkiewicz
Polski historyk mediewista, profesor w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego.

Tajemniczy Mendog

Eduardas Gudavičius
przeł. Bartłomiej Kowal

Litwa znajduje się na przecięciu dwóch prostych: poziomej, wzdłuż której leżą państwa bałtyckie, i pionowej, tworzonej przez państwa Grupy Wyszehradzkiej. Do żadnej z nich nie należy w pełni − dla poziomej jest zbyt duża, dla pionowej za mała. Wyznacznikiem może być euro. W sylwestra 2014 roku Litwa należała jeszcze do osi pionowej, a następnego ranka obudziła się już w poziomej. Ciągnąc ten wątek, można powiedzieć, że euro nie jest niczym nowym. Od XIV−XV wieku międzynarodową jednostką monetarną był talar. Litwę w strefę talara wprowadził Zygmunt August.

Mendog, rycina z Kroniki Sarmacji europejskiej, fot. archiwum „Mówią wieki”

W _XIII wieku nie było jeszcze strefy talara, a na Litwie w ogóle nie bito monet. Produkowano je za to we wszystkich sąsiednich państwach. Stąd wniosek, że o Litwie w kontekście przyszłych krajów Grupy Wyszehradzkiej w owym czasie mówić nie sposób. Grupy państw bałtyckich także wtedy nie było, ale od wieków istniało zjawisko, które pozwalało znaleźć wspólny język dowolnym państwom − korupcja. W krąg wielkiej polityki Mendog wkroczył właśnie jako uczestnik korupcyjnego układu. Zanim o tym opowiem, podkreślę, że rozliczał się nie grzywnami, lecz w naturze: złotymi i srebrnymi naczyniami oraz końmi. Takie łapówki wręczali władcy tych państw, w których skarb był ich prywatnym majątkiem. Wczesna monarchia to epoka więzi osobistych. W powstającym państwie litewskim dynastia rządząca pojawia się w źródłach na tle licznego zastępu „szwagrostwa”, rozlewającego się poza granice Litwy na północ i południe.
O pierwszych władcach „krajów wyszehradzkich” najwięcej wiadomo z dwunasto- i trzynastowiecznych kronik narodowych Szymona z Keza, Kosmasa z Pragi i Galla Anonima. Litewska kronika narodowa powstała dopiero w początku XVI stuleciu, ale nie ma w niej pewnych wiadomości o pierwszych władcach Litwy. Prawie wszystko, co wiemy o Mendogu, zawdzięczamy źródłom niemieckim i ruskim, szczególnie inflanckiej kronice rymowanej oraz Latopisowi ipatijewskiemu. W tym ostatnim pojawia się wzmianka o umowie zawartej w 1218 roku między Wołyniem a Litwą. Litwinów reprezentowało pięć grup książąt (21 ludzi), w jednej z nich był Mendog, brat Dowsprunga. To pierwszy znany fakt z jego biografii. Ostatni, jego zabójstwo w 1263 roku, także pojawia się w Latopisie ipatijewskim w formie wzmianki nekrologowej (władca został nazwany wielkim księciem i autokratą).
Prawie 30 lat dziejów Litwy i biografii Mendoga okrywa mgła tajemnicy. A ważnych wydarzeń nie brakowało. Notka nekrologowa w kilku słowach przedstawia karierę polityczną Mendoga od statusu młodszego brata aż do samowładztwa (wyjątkowo chwalebne określenie): Mendog swoją pozycję osiągnął, mordując i wyganiając braci oraz bratanków. Nie znamy szczegółów, ale za Juliuszem Latkowskim możemy powtórzyć, że Mendog zjednoczył Litwę metodą Merowingów.

Cienie we mgle
W XIII wieku funkcjonowały dwa pojęcia „Litwa”: szersze obejmowało całą współczesną Litwę, węższe, „ziemie Litwy”, dotyczyło środkowego biegu Niemna i Wilii. Początkowo włości Mendoga, podobnie jak jego starszego brata Dowsprunga, obejmowały to drugie terytorium. Inflancka kronika rymowana nie podaje żadnych dat, zatem opisywane w niej wydarzenia trzeba porządkować, zestawiając z innymi źródłami. Mendog po raz pierwszy pojawia się w 1245 roku, oblegając krzyżacki zamek Embute w Kurlandii. Było to następstwo tajnego układu z księciem pomorskim Świętopełkiem, ponieważ w lutym 1245 roku ukazały się bulle papieża Innocentego IV, potępiające pomorskiego władcę. Owe bulle pozwalają datować wydarzenia pod Embute na koniec 1244 roku. Oblężenie nie odniosło sukcesu, ale w opisie dalszych walk z lat 1245–1246 kronika nazywa Mendoga najwyższym królem Litwinów. W tych walkach „królewski” siostrzeniec Lingwen pokonał w północno-wschodniej Litwie swoich wrogów, którzy uciekli do Inflant.
Tym razem możemy mówić o koneksjach „szwagrostwa” poza granicami Litwy. Inna sprawa, związane z tymi koneksjami źródła przedstawiają wrogów Lingwena (Gineikę, Tučiusa i Milgrynasa) jedynie jako mniejszych graczy. Kim oni byli na Litwie w 1245 roku? Dla braci z zakonu krzyżackiego byli to dobrzy aborygeni, a Lingwen i król Mendog bez wątpienia byli tymi złymi. Już za czasów pokolenia ojca Mendoga rozszerzające się poza granice Litwy wpływy wielkich ludzi ukazuje kronika Henryka Łotysza, mówiąca o ważniejszych litewskich książętach z pierwszych dwóch dziesięcioleci XIII wieku. Wyłania się z niej obraz wielkiego litewskiego wilka, ciemiężącego zdatnych do ucywilizowania (tj. podbicia i ochrzczenia) ludzi. Po trzech lub czterech latach od historii Lingwena nastąpiły wydarzenia, które ten obraz ukarzą w nieco jaskrawszych barwach. Wysłane przez Mendoga wojsko wdarło się do księstwa smoleńskiego. Dowodzili nim bratankowie Giedymina Towtywiłł (Tautvilas) i Gedvydas (prawdopodobnie synowie Dowsprunga) oraz inny krewny, książę żmudzki Wykint (Vykintas). Mendog ogłosił im, że kto co sobie zwojował, to zatrzyma. Wygląda na to, że Dowsprunga już nie było, zatem Mendog został seniorem patronimii i „szwagrostwa”. Dlatego pozwolił bratankom podbić ziemie spustoszonej przez Tatarów Rusi, a sam zagarnął ich włości, ostatecznie umacniając się jako wielki książę Litwy.

Rodzinny konflikt
Rozpoczęła się wojna domowa. Krewnych Mendoga wsparł książę halicki Daniel (ich siostra była jego żoną): na Jaćwież i Żmudź przybył Wykint z sakwami pełnymi srebra, za nim podążali bratankowie Mendoga z wojami ruskimi i kumańskimi przysłanymi przez Daniela, który swe działania uzgadniał z zakonem inflanckim i biskupem ryskim. Sam książę halicki wdarł się na Ruś Czarną, którą władali Litwini, Towtywiłł spustoszył włości Mendoga, a Wykint umocnił się na północy Żmudzi. Wszystko to miało miejsce w 1249 roku, pod koniec którego Towtywiłł przybył do Rygi, gdzie został uroczyście powitany i ochrzczony.
W roku 1250 na południową część ojczystych ziem Mendoga wtargnął mistrz zakonu inflanckiego Andrzej von Steyer. Chciał się zmierzyć z Mendogiem, jednak król tkwił w swoim zamku. Zostawiwszy otoczonego Mendoga, wojska zakonne spustoszyły popierającą wielkiego księcia Żmudź Południową i zmusiły do poddania Semigalię. Chociaż Steyer był do wyprawy starannie przygotowany, to pod obleżonym zamkiem długo nie zabawiono i szturmu nie przeprowadzono. Być może uznano litewskie fortyfikacje za zbyt trudne do zdobycia. A może były też inne motywy? W końcu Towtywiłła z otwartymi rękami przyjął nie mistrz zakonny, lecz biskup ryski. Litewski książę był siostrzeńcem zwycięzcy spod Szawli Wykinta, na którym krzyżacy nie próbowali się mścić jedynie ze względu na wstawiennictwo sprzymierzeńca obu, księcia Daniela. Innymi słowy, zakon nie zamierzał wybierać z ognia kasztanów dla biskupa. Gdy wojska zakonne odstępowały od zamku Mendoga, układ sił był już inny. Pod zamek sojusznicy podeszli wspólnie, ale co potem?
Latopis ipatijewski poświęca dużo uwagi Towtywiłłowi i podaje, że był protegowanym biskupa ryskiego Mikołaja, natomiast inflancka kronika rymowana, tuba propagandowa zakonu, o Towtywille i biskupie ryskim nawet nie wspomina. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Choć liczono się z Towtywiłłem, to jednak nie uznawano go za liczącego się partnera. Rozumiejąc to, Andrzej von Steyer nawiązał bezpośrednie kontakty z Mendogiem.

Chrzest
Ich początek wyznacza przybycie posłańca Mendoga do mistrza zakonu w drugiej połowie 1250 roku. Mendog przysłał kosztowne dary, a proponował jeszcze więcej, jeśli mistrz zabije Towtywiłła. Von Steyer przyjął dary, ale zamiast zabić Towtywiłła, zaproponował Mendogowi chrzest i wsparcie w uzyskaniu akceptacji tego aktu przez papieża. Przenikliwy mistrz inflancki ożywił w ten sposób ideę, która łączyła uznanie nowo powstających państw z przyjęciem przez nie chrztu. Litwa była ostatnim państwem pogańskim w tamtym rejonie i von Steyer zrozumiał, że jego zakon może wygrać, wdzierając się w tę przestrzeń nie przez główną bramę z mieczem w reku, lecz tylną furtką, posługując się chrzcielnicą. Latopis ipatijewski podaje, że oferując Mendogowi chrzest, mistrz dodał: Jestem twoim przyjacielem.
Po powrocie z Semigalii Andrzej von Steyer został zaproszony przez Mendoga. Mistrzowi towarzyszyła oficjalna delegacja zakonna, a rokowania zakończyły się sukcesem. W lipcu 1251 roku papież Innocenty IV w kilku bullach potwierdził chrzest Mendoga i jego podwładnych, przyjął go pod opiekę św. Piotra, ustalił porządek i wykonawców koronacji. Pomiędzy końcem 1250 a połową 1251 roku zawarto układ między Mendogiem i zakonem inflanckim, przeprowadzono katechizację i chrzest władcy Litwy. Do Rygi przybył wysłannik Mendoga Parbusa, by stąd wyruszyć do papieża, do Mediolanu, w towarzystwie i pod opieką delegatów zakonnych. Innocenty IV, akceptując „korupcyjny” układ między zakonem inflanckim i nowo powstałym państwem litewskim z Mendogiem na czele, postępował tak, jak Otton III postępował z Bolesławem Chrobrym i węgierskim Stefanem Świętym.
Koronacji Mendoga w lipcu 1253 roku towarzyszył akt darowizny Żmudzi dla zakonu inflanckiego. Biskupem litewskiej diecezji misyjnej został brat zakonny ksiądz Kristijonas, a zakon miał przeprowadzić proces konwersji całego kraju. Za korony płacili i inni, ale cena nie była aż tak wysoka, bo ani władca Węgier, ani władca Polski nie mieli konkurenta do tronu spiskującego z dystrybutorem korony. A tymczasem Mendogowego konkurenta wspierali biskup i kapituła Rygi. Mistrz zakonu inflanckiego wybrał władcę realnego, a nie kolaborancką fikcję, i dobrze na tym wyszedł.

Rozgrywka w rodzinie i korona
Papież podkreślił, że chrzczony właśnie kraj Mendog wyrwał z rąk pogan. Oznaczało to, że Towtywiłł, choć stał się chrześcijaninem wcześniej niż Mendog, został zaliczony do pogan. Przyszło mu wraz z wojami Daniela odejść z Rygi na Żmudź, do Wykinta. Towtywiłł, politycznie ograny przez wuja, ale wspierany przez Wykinta oraz Jaćwingów, w końcu lata 1251 roku wyruszył przeciw Mendogowi. Ten, powtarzając wcześniejszą taktykę, zamknął się w zamku Woruta. Pod nim spotkały się więc dwie Litwy: stara i nowa. Starą wspierało wojsko halickie, nową drużyna inflanckich kuszników konnych. Jednak do poważnego starcia nie doszło i wszystko skończyło się na zastraszaniu. Towtywiłł wrócił na Żmudź. Jesienią nastąpił kontratak Mendoga: obległ Towtywiłła w zamku Wykinta w Twerach na Żmudzi. Gdy Mendog został ranny, jego wojska wycofały się. Wojna domowa trwała. W 1252 roku z pomocą księcia Daniela Towtywiłł spustoszył część Litwy. Haliczanie zajęli kilka zamków, ale nigdzie nie zdołali się umocnić i ostatecznie Towtywiłł musiał uciekać na Ruś Halicką. W końcu 1252 roku działania wojenne dobiegły końca, a w 1253 roku Daniela odciągnęła od Litwy wyprawa na Morawy i Śląsk, w której uczestniczyli również Towtywiłł i Gedvydas.
Zapewniwszy sobie chwilę wytchnienia, Mendog koronował się 6 lub 13 lipca 1253 roku. Koronę na jego głowę włożył pełnomocnik papieża, podlegający jurysdykcji zakonu krzyżackiego biskup chełmiński Heidenryk. Korony dla pary królewskiej (zapewne wyrób ryskich jubilerów) przywiózł, według inflanckiej kroniki rymowanej, Andrzej von Steyer. W źródłach nie zanotowano stanowiska najwyższych władz zakonu krzyżackiego wobec układu von Steyera z Mendogiem. Oczywiście mile widziane były zapisy ziemi na rzecz zakonu, ale należy wątpić, by wielkiemu mistrzowi podobało się uznanie państwowości Litwy. Co prawda nie protestował, ale uważano, że mistrz inflancki posunął się za daleko.
W 1252 roku w Inflantach pojawił się pełnomocnik wielkiego mistrza, mistrz krajowy Niemiec Eberhard von Sayn. Latopis ipatijewski podaje, że kapituła zakonu inflanckiego potępiła „korupcję” Andrzeja von Steyera i zmusiła go do wyjazdu do Niemiec. Uczynił to na przełomie 1253 i 1254 roku, przedtem pożegnawszy się z Mendogiem. Było to cieple pożegnanie, w którym udział wzięła także królowa Litwy, znana jedynie z chrześcijańskiego imienia Marta. Żoną Mendoga została dopiero w 1252 roku, gdy pod Twerem poległ jej pierwszy mąż, walczący przeciw Mendogowi książę szawelski Vismantas (Latopis ipatijewski wprost pisze o odebranej Vismantasowi żonie). W tym czasie najstarszy syn Mendoga Vaišelga był już prawie dorosły, zatem nie mógł być synem Marty. Zapewne jego matka (i pierwsza żona Mendoga) była ową nie wspomnianą z imienia królową, częstującą pod koniec 1250 roku delegację zakonną z Inflant, która przybyła na negocjacje w sprawie chrztu. Możemy tylko powiedzieć, że rok później takiej żony Mendoga już nie było. W inflanckiej kronice Marta pojawia się jako gorliwa katoliczka i sprzymierzeniec Niemców, a jej stosunki z Mendogiem charakteryzują się obustronną miłością. Wyjeżdżając, Andrzej von Steyer wyraził radość z powodu szczęśliwie przebiegającej chrystianizacji Litwy.
Pozbywszy się von Steyera, władze zakonu krzyżackiego, chcąc nie chcąc, musiały uznać zawarty przez niego układ, a dobre stosunki między zakonem inflanckim a królestwem Litwy utrzymały się do 1261 roku. Utworzenie na Litwie biskupstwa misyjnego, korzystanie z usług niemieckich skrybów, zgoda papieża na koronację syna Mendoga i funkcjonowanie rady królewskiej pokazują, że na Litwie powstawały struktury państwa feudalnego.

Ziarna niezgody
Jednak była i druga strona medalu: wiążąc się z zakonem inflanckim i oddając mu Żmudź, Litwa wyrzekła się nie tylko perspektywy połączenia plemion bałtyckich, lecz także zjednoczenia całego plemiennego etnosu litewskiego.
W 1236 roku w bitwie pod Szawlami „szwagrostwo” żmudzkich książąt samo rozprawiło się z kawalerami mieczowymi. Nie wiemy, jak wyglądały stosunki Żmudzinów z Mendogiem w szóstym dziesięcioleciu XIII wieku, jednak inflancka kronika rymowana malowniczo opisuje zgodne działania żmudzkich kunigasów pod przywództwem najmądrzejszego z nich, księcia Almenasa. Zaplanował on serię wypraw na słabo umocnioną Kurlandię, dzięki którym żywił swych wojów. Trzymane w stanie gotowości bojowej drużyny i chłopi przez całe lata pięćdziesiąte z sukcesem realizowali plan Almenasa. Spokój na północnym i zachodnim pograniczu pozwolił Mendogowi skoncentrować się na południu i wschodzie. W 1254 roku pogodził się z Danielem Halickim, rok później litewskie drużyny wsparły go w próbie oswobodzenia się spod władzy Złotej Ordy, wyruszając przeciw zamkowi w Zwiahlu. Niestety, Litwini spóźnili się i Haliczanie sami wzięli cały łup, co ponownie popsuło stosunki Mendoga z Danielem. Była to jednak błahostka w porównaniu z innymi następstwami nieprzemyślanej wyprawy na Zwiahel.
Mszcząc się za najazd, Burundaj, jeden z dowódców Złotej Ordy, zimą 1258/1259 roku przygotował wyprawę na Litwę. Do udzialu w niej zmusił Haliczan. Tatarzy bez przeszkód splądrowali ziemie Litwy i Nalszczany, uprowadzając wielu jeńców. Wiemy również, że dowiedziawszy się o potulności Daniela i jego pomocy dla Burundaja, Litwini wdarli się do Nowogródka i pojmali syna Daniela Romana. Przewodził im Wojsiełk, który opuścił prawosławny klasztor; wcześniej prawdopodobnie przebywał w nim mnich Towtywiłł, który w 1254 roku podoporządkował się Mendogowi i wrócił na Litwę. Podążającemu za Burundajem Danielowi nie udało się uwolnić Romana. Litwa była spustoszona, ale niepodbita. Król Mendog ostał się, choć w oczach Litwinów nie był to już ten sam król.
Ponieważ Żmudzini skutecznie realizowali plan Almenasa, inflantczycy w 1259 roku poprosili inne gałęzie zakonu krzyżackiego o pomoc. Połączone wojsko krzyżackie starło się ze Żmudzinami 13 lipca 1260 roku nad jeziorem Durbe, ale poniosło sromotną klęskę. Było to zwycięstwo nie tylko Żmudzinów, ale i wszystkich Bałtów, a jego konsekwencją były powstania w Prusach i Inflantach. Choć Mendog został niedawno pobity przez Tatarów, Żmudzini mimo wszystko zwrócili się do niego, prosząc o przyjęcie ich pod jego władzę w roku 1261. Podali też swoją cenę: król miał przewodzić walce wszystkich Bałtów z niemieckimi przybyszami. Była to walka o zachowanie stylu życia przodków, walka, na rzecz której trzeba było zrezygnować z dotychczasowych wyborów politycznych i którą można było wygrać jedynie pod przywództwem władcy całej Litwy.
Nie miejsce tu na szczegółowy opis działań Mendoga, który w 1261 roku spełnił prośbę Żmudzinów, lecz wkrótce się przekonał, że zbuntowani Bałtowie wcale nie pragną jego władzy. Gdy po śmierci żony Marty Mendog porwał żonę swego szwagra Dowmunta z Nalszczan, doszło do porozumienia pokrzywdzonego z siostrzeńcem Mendoga Treniotą. Jego owocem stało się zabójstwo Mendoga w 1263 roku.
To już nie był Mendog, o którym milczą źródła. Jednak największą tajemnicę króla kroniki kryją akurat w jego końcowym etapie życia. Paradoksalnie nie chodzi o przemilczenie; źródła bardzo dużo o tym mówią. Ale kto i jak to powiedział?
Propozycję Żmudzinów i decyzję Mendoga opisuje Inflancka kronika rymowana, jej głównym informatorem był inflancki brat zakonny i ksiądz, spowiednik królowej Marty Zivertas Tiuringietis (Ziwert z Turyngii?). Po przybyciu na Litwę posłańcy żmudzcy najpierw udali się do wszechwładnego siostrzeńca Mendoga Trenioty, jego dowódcy polowego, który poprosił, by szczegółowo wyjaśnić mu ich zamiary. Treniota miał do wyrównania swoje rachunki z rycerzami zakonnymi, którzy przeszkadzali mu w handlu. Po wysłuchaniu Żmudzinów ogłosił: będziemy błagać Mendoga i grozić mu, dopóki nie zgorzknieje mu jego chrześcijaństwo. Postarano się o rozmowę bez udziału Marty.
Jednak namówiony Mendog znowu stał się przeciwny chrześcijanom i stanął po stronie pogan. Przebywający na Litwie Niemcy zostali zabici lub uwięzieni (za wstawiennictwem królowej Zivertas został uwolniony). Jesienią 1261 roku litewskie wojsko pomaszerowało pod Kieś. Wyprawa się nie udała, a Mendog gorzko wyrzucał Treniocie jego rady. Po powrocie król sam doczekał się wyrzutów ze strony Marty. Odpowiedział na nie desperacko: Wzgardziłem chrześcijaństwem, odepchnąłem mistrza, wybrałem pogaństwo; głupio postąpiłem, lecz nie pozostaje nic innego, jak poprzeć dążenia Trenioty i Żmudzinów.
Nie będę powtarzał od dawna znanych wersji zakonu krzyżackiego i Stolicy Apostolskiej; jedna utożsamia rozpoczętą walkę przeciwko zakonowi z rezygnacją z chrześcijaństwa, druga temu zaprzecza. Sednem zabranej przez Mendoga do grobu zagadki jest jego pozycja polityczna, a nie wyznaniowa. Witold Wielki chrzcił się aż trzy razy, ale kogo interesuje, co czuł, gdy żegnał się od prawego lub lewego ramienia? Obie wersje uczuć Mendoga przedstawiają obie zainteresowane strony, jednak papież Klemens IV powiedział tylko kilka słów, natomiast źródła krzyżackie są w tym względzie znacznie bogatsze. Tylko co po tych słowach, jeśli posłaniec donoszący o chrzcie Mendoga jest nazywany poganinem? Być może milczenie Urbana IV jest bardziej wymowne. Zagadka pozostaje nierozwiązana.

Eduardas Gudavičius
Litewski historyk, emerytowany profesor Uniwersytetu Wileńskiego, badacz dziejów Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Bruno z Kwerfurtu

Andrzej Pleszczyński

Pod koniec zimy 1009 roku – 14 lutego albo 9 marca – gdzieś na pograniczu Polski, Litwy, Prus i Rusi zginął z rąk pogan człowiek niezwykły. Znali go cesarze: Otto III i Henryk II, papieże: Sylwester II i Jan XVII, przyjaźnił się z nim Bolesław Chrobry. Bywał na dworze księcia ruskiego Włodzimierza Wielkiego, a podobno także na dworze króla węgierskiego Stefana I Świętego.

Św. Wojciech przybywa z misją chrystianizacyjną do Prusów, kwatera z drzwi gnieźnieńskich.
Kilka lat po męczeńskiej śmierci św. Wojciecha jego drogą podąży Bruno z Kwerfurtu, fot. Wojciech Kalwat

Bruno z Kwerfurtu oddał życie za sprawę, w którą głęboko wierzył. Tę wiarę dokumentują jego dzieła pisarskie, a zwłaszcza słynny list do Henryka II, który był manifestem antywojennym, mającym nakłonić niemieckiego króla do zaprzestania walki z Bolesławem Chrobrym i zwrócenia się przeciw poganom. Bruno propagował idee pokoju pomiędzy chrześcijanami. Chciał, by państwa chrześcijańskie pozostawały w zależności od cesarza rzymskiego, ale przy zachowaniu szerokiej autonomii. W ten sposób powstałaby w obrębie Imperium Christianum swoista konfederacja krajów połączonych ideami braterstwa i poszanowania odrębności oraz wzajemnej pomocy przeciw wrogom zewnętrznym.
Był marzycielem, ale nie można mu odmówić konsekwencji i poświęcenia w realizacji swych poglądów. Jego działalność i myśli ujawniane w pracach literackich wpisują się w koncepcje pojawiające się od dawna w elitach chrześcijaństwa zachodnioeuropejskiego. Prócz wspomnianych wyżej trzeba wymienić nakaz ewangelizacji pogan, któremu pod koniec pierwszego tysiąclecia patronowały wielkie autorytety: cesarz Otto III oraz papieże – Grzegorz V, a później Sylwester II. Brunona mocno inspirowały także koncepcje religijne północnowłoskiego ruchu eremickiego stworzonego przez świętego Romualda z Camaldoli. Jednak największy wpływ wywarł na niego Wojciech Sławnikowic, dawny biskup Pragi i męczennik zabity przez Prusów w 997 roku.

Zapatrzony w biskupa Wojciecha
Urodzony ok. 974 roku w Kwerfurcie na przedgórzu Harzu, pochodzący ze średnio zamożnego rodu saskiego Bruno mógł spotkać Wojciecha w Magdeburgu, w szkole archikatedralnej, do której wstąpił w 981 roku, mniej więcej wtedy, gdy Sławnikowic ją opuszczał. Jako uczeń tych samych nauczycieli Bruno musiał słyszeć o losach starszego kolegi: o objęciu przez niego godności ordynariusza diecezji i o jego żarliwości religijnej. Sława Wojciecha musiała dotrzeć do Magdeburga, tym bardziej, że opuszczenie przezeń Pragi (988) po konflikcie z elitami czeskimi było ewenementem.
Wojciechowi sprzyjała regentka Teofano. Jej syn, młodociany król niemiecki Otto III, był pod wielkim wrażeniem jego gorącej wiary. Sławnikowic miał po swojej stronie także papieża, któremu przedstawił powody wyjazdu ze stolicy Czech i chęć zrzeczenia się godności biskupiej. Sprzeciwił się jednak temu jego bezpośredni zwierzchnik, arcybiskup moguncki Willigis. Rozgoryczony Wojciech wyruszył w pielgrzymkę do Jerozolimy. Dotarł jedynie do Monte Cassino. Za namową słynnego greckiego eremity św. Nila wrócił do Rzymu i przystąpił do wspólnoty benedyktyńskiej św. Bonifacego i Aleksego osiadłej na wzgórzu awentyńskim. Klasztor ten później stał się na pewien czas domem także dla Brunona.
Niedługo cieszył się Wojciech spokojem mniszego życia. Książę czeski pomimo konfliktu skierował do Willigisa, cesarzowej i papieża poselstwa z prośbą o powrót biskupa do kraju. Tak się stało. Uważa się, że w trakcie drugiego pontyfikatu w Pradze (992­–994) Wojciech ewangelizował Węgrów i nawiązał kontakty z księ-ciem Vaikiem, którego miał ochrzcić. Ów władca przeszedł do historii jako król Stefan I. Obecności Wojciecha na jego dworze nie da się potwierdzić. Faktem jest jednak, że w 996 roku jeden z kapelanów Sławnikowica Astryk-Anastazy został opatem klasztoru w Pécsvárad, w 1000 roku przywiózł Stefanowi z Rzymu koronę królewską, wkrótce zaś został węgierskim arcybiskupem.
Wojciech mógł przemierzać Węgry w trakcie swojego drugiego wyjazdu z ojczyzny w 994 roku. Przyzwyczajony do wyidealizowanej duchowości ordynariusz nie mógł ponoć znieść zwyczajów panujących w Pradze. Jego żywoty nie wspominają o polityce, a źródeł konfliktów upatrują w sferze obyczajowo-religijnej: biskup miał się sprzeciwiać zabiciu niewiernej żony, zabraniał też sprzedawania kupcom żydowskim niewolników chrześcijańskich, których pędzono później do krajów muzułmańskich. Faktem jest jednak, że wkrótce po wyjeździe biskupa, we wrześniu 995 roku, stronnicy księcia czeskiego Bolesława II napadli na Libice, siedzibę Sławnikowiców, i zabili braci biskupa.
Pogmatwane losy Wojciecha Sławnikowica w znacznym stopniu znane są z jego biografii napisanej przez Brunona (Ży-wot św. Wojciecha w dwóch wersjach: krótszej i dłuższej). Bruno zresztą sam podążył drogą swego bohatera. Teksty przyszłego misjonarza Bałtów zostały wprawdzie oparte na najstarszej wersji żywota św. Wojciecha, przypisywanej mnichowi awentyńskiemu Janowi Kanapariuszowi, ale jest w nich wiele wiadomości oryginalnych. Oznacza to, że Bruno zbierał informacje o Sławnikowicu, był nim zafascynowany.
Sławnikowic znów prosił przełożonych o zwolnienie z obowiązków ordynariusza praskiego. Na decyzję oczekiwał w klasztorze na Awentynie. Jego losy miał rozstrzygnąć synod zwołany do Rzymu w maju 996 roku. Zjawił się tam Otto III, który po śmierci papieża Jana XV wyznaczył na jego następcę swojego kapelana Brunona, syna księcia Karyntii. Ten, już jako Grzegorz V, koronował Ottona na cesarza w bazylice watykańskiej. Na decyzję hierarchów w sprawie Wojciecha największy wpływ miało wystąpienie Willigisa, który zażądał przestrzegania prawa kościelnego i bezwzględnego powrotu do Pragi. Ostrość wyroku łagodziła jednak klauzula dodana przez Grzegorza V, wedle której w razie sprzeciwu czeskiego władcy będzie wolno biskupowi udać się w misję do pogan.
Oczekując na decyzję Bolesława II, Wojciech pielgrzymował do sanktuariów francuskich: św. Marcina w Tours, św. Benedykta we Fleury i św. Dionizego w Saint-Denis. Po drodze zatrzymał się na dworze cesarskim. Ottonowi podobał się ów człowiek, jak on sam przejęty mistyką zbliżającego się milenium. Podobno Wojciecha spotkał honor odprawiania w obecności cesarza mszy wielkanocnej w kaplicy pałacowej w Akwizgranie, dopełnionej ukoronowaniem władcy. Na dworze zapewne obserwował go i podziwiał ówczesny kapelan cesarski Bruno z Kwerfurtu.

Tragiczna misja do Prusów
Jesienią 996 roku Wojciech otrzymał list z Pragi – Bolesław II odmówił mu zgody na powrót do kraju. W tej sytuacji pozostała mu jedynie misja. Decyzja, gdzie się udać, była w gruncie rzeczy oczywista: u polskiego władcy Bolesława Chrobrego przebywał jego brat Sobiesław, książę libicki, ocalały z rzezi w 995 roku dzięki temu, że posiłkował armię Ottona III w wyprawie na Połabie. Polska sąsiadowała też z obszarami pogańskimi, gdzie można było wykonać zadania przypisane przez papieża. Bolesław Chrobry wspierał ludzi Kościoła i był też – co podkreślał nawet wrogi mu Thietmar – człowiekiem pobożnym.
W Polsce zdecydowano, by wysłać misjonarza nie do Luciców, ale do Prusów. Powodem zaniechania misji połabskiej było prawdopodobnie wznowienie na początku wiosny 997 roku wojny sasko–słowiańskiej. Wysłanie w takich okolicznościach Wojciecha za Odrę równałoby się wydaniu nań wyroku śmierci.
Z Gdańska pod koniec zimy albo wczesną wiosną 997 roku misjonarz – w towarzystwie brata Radzima-Gaudentego oraz prezbitera Bogusza-Benedykta, eskortowany początkowo przez 30 wojowników – wypłynął łodzią na wschód. Nie wiadomo, gdzie trafili misjonarze: czy na Sambię, czy raczej do Pomezanii (w okolice dzisiejszego Elbląga). Teren misji niewątpliwie był połączony szlakiem handlowym z ziemiami podległymi władzy Chrobrego. Żywoty wspominają o wystąpieniu św. Wojciecha na targowisku. Zwykle w takim miejscu tolerowano obcych, bronił ich obyczaj gościnności. Zwołany jednak specjalnie dla przybyszów wiec miejscowej ludności nakazał misjonarzom pod groźbą śmierci opuszczenie terytorium wspólnoty. Powoływano się na to, że głoszą oni wiarę, której nie tolerują bogowie. Misjonarze zastosowali się do tego nakazu, jednak po kilku dniach wędrówki,23 kwietnia, odprawili mszę w świętym dla miejscowej ludności gaju. Schwytali ich strażnicy pod przywództwem kapłana o imieniu Sicco, którego brata mieli w walce zabić Polacy. Sicco zadał Wojciechowi cios włócznią w serce, następnie obcięto zabitemu głowę, którą nabito na pal. Towarzyszy św. Wojciecha oszczędzono i odesłano do Polski.
Bolesław Chrobry wykupił ciało św. Wojciecha. Akt ten nie był jednak, jak czasami się uważa, świadectwem wielkiej roztropności władcy, który już wtedy chciał – pozyskując relikwie – powołać w Gnieźnie metropolię kościelną. Myślenie takie zakłada niemal proroczą dalekowzroczność polskiego władcy oraz cyniczne motywy jego działań. W owym czasie rzeczą powszechną było, że zwierzchnik (senior) wykupywał ciała swoich ludzi, by je honorowo pochować. Gdyby książę nie zadbał o zwłoki swojego misjonarza, okryłby się hańbą, stracił zaufanie poddanych oraz zagranicznych przyjaciół i sojuszników, a wrogom dałby okazję do szyderstw.
Po męczeństwie św. Wojciecha nastąpiło zbliżenie polityczne Bolesława z Ottonem III; cesarz przybył do Gniezna, do grobu podziwianego przez siebie człowieka. Brat świętego został arcybiskupem świeżo utworzonej metropolii. Części ciała św. Wojciecha, podarowane cesarzowi, uświetniły kościoły w Rzymie, Akwizgranie, Leodium i Ostrzyhomiu.

Eremici w państwie Bolesława Chrobrego
Bruno z Kwerfurtu nie brał udziału w cesarskiej wyprawie do Polski. Gdy dotarła do niego wiadomość o śmierci św. Wojciecha, porzucił karierę dworską i w 998 roku osiadł w dawnym klasztorze zabitego na rzymskim Awentynie. Wkrótce jednak żarliwa pobożność skłoniła go do przyłączenia się do wspólnoty o dużo ostrzejszej regule, a co ważniejsze − przygotowanej z myślą o działalności misyjnej. W 1001 roku Bruno znalazł się wśród eremitów w Pereum koło Rawenny, zgromadzonych tam przez św. Romualda.
W tym mniej więcej czasie nienazwany z imienia syn Bolesława Chrobrego – jak dowiadujemy się z żywota św. Romualda – również stał się konfratrem w Pereum. Sam Otto III przez pewien czas tam przebywał i dla powstającego klasztoru ufundował kościół pod wezwaniem św. Wojciecha. Wezwanie to nie było przypadkowe – wspólnota eremicka szykowała się do misji ewangelizacyjnej na północy.
Niedługo przed śmiercią Otto III osobiście wybrał ze wspólnoty w Pereum mnichów, których wysłano do Polski. Przedsięwzięciu przewodził Bruno. Plany cesarza natrafiły na opór Romualda, któremu nie w smak było pozbywać się najlepszych uczniów. Oburzyło go też to, że podwładni bez jego wiedzy kontaktowali się z władcą i przystali na jego propozycje. Romuald ponoć kazał wychłostać publicznie Brunona, który przekazał mu życzenia Ottona. Tak samo ukarani zostali Benedykt i Jan, mnisi, którzy wyrazili chęć opuszczenia eremu. Dopiero interwencja cesarza sprawiła, że Romuald pozwolił uczniom opuścić Pereum.
Benedykt i Jan oraz, być może, jacyś inni eremici – źródła nie precyzują, ilu zakonników udało się wtedy do Polski – osiedli w Międzyrzeczu, przy granicach pogańskich Luciców i Pomorzan. Podobnie jak początkowo św. Wojciech chcieli nawracać Słowian połabskich.
Aby misja otrzymała odpowiednie umocowanie prawne, cesarz polecił Brunonowi wystarać się u papieża o paliusz (oznakę godności biskupiej) oraz o pozwolenie na działalność ewangelizacyjną na ziemiach formalnie należących do archidiecezji magdeburskiej. W 1002 roku Bruno otrzymał paliusz, ale dopiero dwa lata później uzyskał święcenia biskupie w Magdeburgu. Nie przydzielono mu jednak diecezji – być może miała ona w przyszłości objąć obszary zamieszkane przez ludność nawróconą przez eremitów.
Tymczasem w Międzyrzeczu doszło do tragedii – rabusie, podnieceni wiadomościami o pieniądzach rzekomo podarowanych przez księcia, wtargnęli do eremu i zabili zakonników. Wstrząśnięty śmiercią przyjaciół Bruno napisał o nich utwór znany jako Żywot pięciu braci polskich.
Ponieważ pomiędzy Henrykiem II a Bolesławem Chrobrym wybuchła wojna, Bruno nie mógł się udać do Polski. Celem jego działalności misyjnej stały się Węgry, a następnie ok. 1007 roku skierował się do Pieczyngów nad Morze Czarne. Misja powiodła się dzięki wsparciu księcia kijowskiego Włodzimierza: Bruno nawrócił część koczowników i wyświęcił dla nich biskupa.

Pierwszy misjonarz Litwinów?
W 1008 roku Bruno pierwszy raz zjawił się w Polsce (niekiedy twierdzi się, że był w niej już w 1005 roku i może też w 1007 roku). Trwała wówczas wojna z Henrykiem II, ale nie było walk. Misjonarz chciał uzyskać trwały pokój i wysłał do niemieckiego władcy list-manifest, w którym napisał: Jeśliby ktoś […] powiedział, że do tego księcia [tj. Bolesława Chrobrego] odnoszę się z uczuciem wierności i serdecznej przyjaźni, prawda to. Rzeczywiście kocham go jak duszę moją i więcej niż życie moje.
Polski władca był filarem idei chrystianizacji pogan Europy Środkowej i poddania regionu wpływom Imperium Christianum, koncepcji skonstruowanej jeszcze na dworze Ottona III. Bolesław tej idei sprzyjał, a dla Brunona była ona sensem życia. Gdy zatem misjonarz nie doczekał się od Henryka II odpowiedzi na swój list, zdecydował się na wyprawę skrajnie niebezpieczną. W istocie jego ostatni utwór był pożegnaniem ze światem i z Henrykiem II, który przecież był jego seniorem.
Przed nastaniem wiosny, gdy mokradła odgradzające Polskę od terytoriów ludów bałtyjskich były zamarznięte, misjonarz udał się wraz z 18 towarzyszami do pogan. Wobec nieprecyzyjnych relacji trudno ustalić, jaką drogą szedł oraz gdzie było miejsce jego kaźni. Wiadomo jedynie, że początkowo – jak relacjonował Wipert, jedyny ocalały uczestnik wyprawy – odniósł sukces: ochrzcił naczelnika plemiennego Nethimera wraz z 300 jego ludźmi. Później jednak inny lokalny przywódca kazał ściąć Brunona, a jego towarzyszy powiesić. Oszczędzono tylko Wiperta, którego oślepiono. Ciała niepogrzebanych męczenników wykupił Bolesław Chrobry.
Tak dokonał się los drugiego męczennika zabitego przez Bałtów, być może pierwszego misjonarza Litwinów. Jego dążenie do konwersji ludów bałtyckich okazało się przedwczesne. Można zarzucić Brunonowi oderwanie od rzeczywistości, zbytni idealizm, pamiętajmy jednak, że (trywializując powiedzenie Karola Marksa) to idee i ofiarność ich realizatorów tworzą rzeczywistość, choć czasami dużo czasu upływa między śmiercią idealistów a spełnieniem ich marzeń.

Andrzej Pleszczyński
Polski historyk, profesor Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, zajmuje się dziejami wczesnego średniowiecza.

Polska i Litwa w dziejach Europy

Henryk Samsonowicz

Polska i Litwa pojawiły się na arenie dziejowej stosunkowo późno, w X i XI wieku. Początkowo nic nie zapowiadało ich przyszłego bliskiego związku. Wręcz przeciwnie, najazdy ludów bałtyckich na Mazowsze skłoniły księcia Konrada do sprowadzenia na pogranicze zakonu krzyżackiego, który z czasem stał się zagrożeniem dla obu państw.

Mapa Rzeczypospolitej Obojga Narodów z XVII wieku, fot. archiwum „Mówią wieki”

Przełom w rozwoju cywilizacyjnym Polski i Litwy nastąpił w połowie XIII i XIV wieku. Imigracja zachodnich kolonistów zmieniła oblicze Polski, a ekspansja Litwy za Giedymina i jego synów uczyniła z Wielkiego Księstwa rozległe, wielokulturowe i wieloetniczne państwo. Do zbliżenia doszło w XIV stuleciu, najpierw poprzez małżeństwo Kazimierza Wielkiego z księżniczką Aldoną, a potem – w 1385 roku – dzięki unii personalnej zadzierzgniętej w Krewie. Dwa wielokulturowe i wieloetniczne państwa, Polska i Litwa, zachowując swoje odrębności, stworzyły na kilkaset lat jedno z największych państw Europy. Obejmowało ono obszary od stepów czarnomorskich po Śląsk, od Inflant po Karpaty. Jednak było raczej słabe zarówno demograficznie, jak i gospodarczo. Na ponad 900 tys. km2 mieszkało ok. 10 mln ludzi, gęstość zaludnienia była bardzo nierównomierna. W Koronie wynosiła ok. 16 mieszkańców na km2, na Litwie nie przekraczała pięciu. W państwie w zasadzie nie było wielkich miast i po niedługim okresie pomyślnego rozwoju jego gospodarka stawała się coraz bardziej zacofana i niewydolna.

Państwo miało jednak inne walory, trudne do znalezienia w większości krajów europejskich. Wieloetniczność szła w parze z wielością wyznań i religii. W czasach wojen religijnych okresu reformacji, w epoce wzrastającej nietolerancji wyznaniowej, Rzeczpospolita jawiła się jako oaza wolności myśli i tolerancji religijnej. Niezależnie od kryzysów politycznych ów byt państwowy stworzył możliwość współżycia większości wyznań reformowanych. Żydzi uzyskali tu własny samorząd w postaci tzw. sejmu czterech ziem, Ormianie mieli możliwość rządzenia się własnymi prawami, spisanymi przez Mechitara Gosza. Do kryzysu w połowie XVII stulecia Rzeczpospolita Obojga Narodów była krajem względnego spokoju. Nawet w przeddzień rewolucji francuskiej formułowano opinie, że w Niemczech jest posłuszeństwo, w Anglii − prawo i wolność, we Francji honor króla, w Rosji − strach i przymus, w Rzeczypospolitej − wolność obywatelska. Niezależnie od tego, że z czasem tę wolność ograniczano i rezerwowano dla jednej, uprzywilejowanej grupy społecznej, która stawiała dobro jednostki ponad dobrem wspólnym, stanowiła ona ważny wkład do dorobku kultury europejskiej. Owa wolność umożliwiła też powstanie już w XIX wieku nowożytnych narodów w środkowej Europie, co, niestety, stało się też zarzewiem konfliktów między nimi.

Spadek po Rzeczypospolitej Obojga Narodów był bogaty, widać go w literaturze i sztuce obu państw, a przede wszystkim w pamięci zbiorowej ich mieszkańców. Odegrał też istotną rolę w dziejach Europy, nawet w czasach niewoli, stanowiąc odwołanie do poszukiwanych powszechnie wartości − wolności, tolerancji, demokracji.

prof. Henryk Samsonowicz
Polski historyk mediewista, prezes Forum Dialogu i Współpracy Polska – Litwa
.